29 czerwca 2016

Dlaczego żyjemy? #9 (z serii: motywacja)

W życiu każdego z nas pojawia się moment, gdy zadajemy sobie to pytanie. Po co żyć? Jak żyć? Dlaczego? Mnóstwo refleksji, myśli i podróży w głąb naszych serc. Nie zawsze kończy się to dobrze, często wnioskujemy bardzo negatywnie. Przeżywamy załamania, zwątpienia, wydaje się nam, że nic nie ma sensu. I właśnie w tym poście postaram się rozwiać wszystkie wasze obawy. Zacznę wprost: żyjemy po to, by kochać; by być kochanymi; by mieć marzenia i spełniać je. Żyjemy po to, by wstawać po upadkach i dążyć do bycia jak najlepszymi. Mogłoby się wam wydawać, że to całkiem kiepskie przykłady, ale pomyślcie nad tym. To wszystko co wymieniłam jest sensem naszego życia, czyż nie?

Każdy z nas ma jakieś powołanie. Nie urodziliście się przypadkiem. Nikt z was. Macie tu ważny cel, a może nawet kilka? Tego nie dostrzega się “ot, tak”. Tym powołaniem nie musi być coś, co sprawi, że od razu staniecie się sławni. To “coś” może być bardzo małe, ale cholernie ważne w życiu ludzi. Oni często nie zdają sobie sprawy, że te drobne rzeczy są tak naprawdę najważniejszymi. Trudno jest docenić coś, czego nie widać. “Widać” w znaczeniu subiektywnym, bo dostrzec to może każdy. Wystarczy chcieć.

To prawda, że trudnością jest samo odkrycie powołania, bo czasem trzeba się o to porządnie postarać. A czasem wręcz przeciwnie: powołanie przychodzi do nas nagle, puka do drzwi. Jedni rodzą się geniuszami, drudzy stają się nimi podczas życia. Efektów nigdy nie widać na początku, bo na początku ich nie ma. Efekt to inaczej moment końcowy. Ludzie stojąc na starcie dziwią się, dlaczego nie widzą mety, dlaczego już do niej nie dobiegli. Życie to nie maraton, podałam po prostu całkiem przyzwoity przykład. Bo w życiu nie pokazano nam wyraźnie skąd ruszyliśmy, dokąd zmierzamy i kiedy dotrzemy. To wie Bóg, a nam należy iść do przodu. Ostatnio powiedziałam mojej dziewczynie, że jedni mówią, że w ogóle nie warto próbować, a drudzy, że do celu dochodzi się po długim czasie. Ja jej za to powiedziałam, że nikt tego nie wie, bo cel może być bardzo blisko. Stąd właśnie każdy krok ma sens. Może ja żyję właśnie po to, by napisać tego posta? Może żyję po to, by walczyć o moją pasję, którą wielokrotnie bym straciła? Możliwe, że zaczęłam pisać tego bloga, bo nikogo nigdy nie obchodziło moje zdanie, a ja tam lubię dużo mówić. Jestem takim kiepskim filozofem. Ale jedno jest pewne: piszę tego bloga dla was. Piszę go, bo chcę wam przekazać wszystko, co najlepsze w sobie mam. Chcę wam przekazać dużo pozytywnej energii. Każdy człowiek boi się niewiedzy, nieświadomości i obawia się przyszłości. Jedni w większym stopniu, drudzy w mniejszym, a inni starają się w ogóle o tym nie myśleć. Dziwię się jednak samobójcom. Uważam, że ich decyzja była najgorszą z możliwych. Poddanie się, wycofanie i popełnienie tak potwornego grzechu nie zaprowadzi nikogo do miejsca, w którym chciałby się się znaleźć. Po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce, często tęcza. Wszystko ma swój koniec, cierpienie zwłaszcza. Uważam, że warto przetrwać przeciwności losu, bo tam za rogiem czeka nas wiele dobrego. Nie należy okazywać swojej słabości, tym bardziej że każdy z nas ma na barkach taki ciężar, który da radę unieść. Z pomocą lub bez. Ale jeśli przyjmie to cierpienie, to zostanie spokojnie zbawiony. Samobójcy nie chcą zostać zbawieni. Nie mam pojęcia, jak wygląda życie po śmierci, jednak mocno w nie wierzę. Zastanówcie się, co by było, gdyby Bóg spytał was na końcu waszej drogi “jak było w raju?”. Pojawiłyby się myśli typu “zmarnowałem to” albo “ludzie zamienili raj w piekło”. Warto zatem korzystać z życia jak najlepiej. To jesteście wy, a uwierzcie mi, że jesteście kimś. Tylko czasem trzeba się postarać i odkryć samych siebie. “Jeśli stracę siebie, stracę wszystko”, zapamiętajcie te słowa. Nigdy nie bójcie się prosić o pomoc, bo każdy potrzebuje jej na jakimś etapie życia i to jest całkiem naturalne. Jesteśmy silni, ale wsparcie to niesamowita motywacja. Ja uważam, żeby nie zastanawiać się dużo nad tym, po co tak właściwie żyjemy. Urodziliśmy się, tak miało być. Ja jestem osobą, która w przypadki nie wierzy, za to mocno wierzy w przeznaczenie. Praca, wiara w siebie, marzenia, miłość powinny towarzyszyć nam podczas całego życia. I korzystajmy z każdego dnia, każdej chwili, po prostu. Działajmy, nie myślmy. Czas płynie zbyt szybko, potem będziecie mieć do siebie pretensje. A zaufajcie mi, że możecie wszystko. Niezależnie od warunków, waszej sytuacji w rodzinie, w życiu, w pracy, w szkole. Możecie wszystko. Najwięcej zależy od was, reszta to kwestia otoczenia. Ale ono i tak nie ma zbyt dużego wpływu na was i wasze decyzje. Po prostu musicie znać swoją wartość i być silni. Silni, ale wrażliwi.

Jeśli chodzi o pytanie “jak żyć?”, odpowiem wam na nie krótko: dobrze. Żyj tak, byś pod koniec dnia nie mówił “Boże, na czym tak zleciał mi dzień, znów nic nie zrobiłem”. Żyj tak, by innym żyło się lepiej. Żyj tak, byś Ty czuł się szczęśliwy. Nie zaprzeczaj mi teraz, mówiąc o ludziach. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jacy są ludzie, jak cholernie mogą zranić. Ale pamiętaj, że Ty możesz spróbować ich zmienić. A jeśli nie chcesz, uważasz, że to niemożliwe, odsuń się i żyj tak, by nikomu nie wchodzić w grę. Kochaj swoje życie. Może nie jest najlepsze, może nie jest idealne, może inni mają tak, a nie tak. Ale pamiętaj, że Ty jesteś sobą, drugiego Ciebie już nigdy nie będzie i pozostaw światu chociaż cząstkę siebie, bo jesteś kimś. Z ciężarem zawsze można coś zrobić, nie musisz być z nim sam. Tak więc jeśli nie kochasz swojego życia, to zrób tak, by je pokochać. Warto, uwierz mi. Wszystko stanie się łatwiejsze, zobaczysz świat w kolorowych barwach. “Problem nie jest problemem. Problemem jest Twoje podejście do problemu”. Przestań sobie wmawiać i rozmyślać, zacznij żyć. A jeśli chcesz coś zmienić, nikt Cię nie powstrzyma. Zawsze możesz coś zmienić. Ale po prostu działaj.

Przepis na udane życie #8 (z serii: motywacja)

Gdyby istniał przepis na dobre życie, podejrzewam, że każdy człowiek miałby go w swoim domu. Ludzie potrzebują prostych, przejrzystych informacji, ale nie zdają sobie sprawy, że taki “przepis” już jest. Przedstawię wam swoje rady, które według mnie są naprawdę skuteczne. Trzeba pamiętać, że na życie składają się zarówno dobre, jak i złe chwile. Nigdy nie unikniemy cierpienia, ale można nauczyć się cieszyć każdym dniem. A jak wiadomo każdy dzień jest darem, więc trzeba to umiejętnie wykorzystywać. W tych czasach można to nazwać wręcz zdolnością. Nic dziwnego, bo otoczenie wywiera na nas okropną presję, wymaga często niemożliwych rzeczy. Ludzie wiecznie się spieszą, dążąc do upragnionych celów, które niekoniecznie zawsze są dobre. Dla jasności mam na myśli sławę czy pieniądze.

Po pierwsze: chcę wam powiedzieć, jak ogromne znaczenie ma nastawienie. Ludzki mózg jest prawdziwym skarbem, który może zdziałać naprawdę wiele rzeczy. Potrafimy wmówić sobie wszystko, wierzyć w to dogłębnie, a po krótkim czasie nasze przekonania stają się rzeczywistością. Nie mówię tu o jakiś absurdalnych zjawiskach, mam raczej na myśli np. nadzieję. Kiedy mamy nadzieję, że coś nam się uda, to zazwyczaj się to sprawdza. A jeśli na każdym kroku się zamartwiamy, dołujemy, to szybko zaczyna się nam wszystkiego odechciewać i siadamy z założonymi rękami.

Trzeba pamiętać, że nie mamy zbyt dużego wpływu na otoczenie, za to mamy wpływ na nasze myślenie. Warto podchodzić do życia w pozytywny sposób. Choć wydaje się to trudne, dla niektórych wręcz niemożliwe - zapewniam was, że to wszystko zależy od chęci. Jeśli szczerze chcesz być szczęśliwym, to będziesz. I nigdy nie mów, że nie masz prawa być smutnym, bo inni mają gorzej. Każdy jest inny, każdy ma swoje troski i każdy przeżywa inaczej. Dla mnie moment, w którym jestem smutna, to świetny moment do refleksji i wnioskowania. Uczę się i poznaję siebie. Można mieć takie chwile, ba, one nigdy nas nie ominą. Ważne jest jednak, żeby dbać o szczęście. Swoje i innych. Ważne jest to, żeby takie chwile nas nie przerastały i nie dominowały w naszym życiu. Trzeba umieć się cieszyć.

Nigdy nie zrozumiem narzekania i użalania się nad sobą. Czy to w ogóle ma jakikolwiek sens? Dość, że dołujemy się jeszcze bardziej, to w dodatku irytujemy i zniechęcamy do siebie otoczenie. Zauważyłam, że w ostatnim czasie narzekanie stało się niezbędną czynnością w ciągu dnia przeciętnego Polaka. Najbardziej przerażające jest jednak narzekanie młodych ludzi. Ludzie w pełni zdrowi, ludzie będący na starcie mają największe kłopoty? Ludzie, których nie dotykają klęski żywiołowe ani nic podobnego? Według mnie jest to wręcz groteskowe. Ludzie uciekają przed światem, do którego i tak wrócą. Przed światem, który sami niszczą, zamiast robić wszystko, by był on lepszy.

Należy od siebie wymagać, ale nigdy nie ponad miarę własnych możliwości. Przytoczę taki banalny przykład, jakim jest trening. Ruch fizyczny równa się ze zdrowiem, ale nie wtedy, gdy obciąża się organizm. Podobnie jest z “trenowaniem” wartości duchowych. Każdy jest inny, każdy ma innych charakter i nie możemy zmienić w sobie wszystkiego. Trzeba mieć poczucie własnej wartości, wady i zalety należy rozpatrywać w rozsądny sposób. Dążenie do perfekcji jest po prostu złe, bo wyniszczamy stopniowo samych siebie. Ale dążenie do bycia lepszym, pokonywania swoich słabości jest całkowicie naturalne i wręcz pożądane. Nie można się poddawać i przyjmować wszystkiego, co podsuwa świat. Zbyt dużo jest teraz hipokryzji, zazdrości i niezdrowej relacji. Trzeba kochać siebie i robić wszystko, by żyło się dobrze. Pamiętajcie przy tym, że wykształcenie czy sytuacja materialna nie świadczy o tym, jaki jest człowiek. Liczy się to, co ma się w sercu i to właśnie decyduje o wszystkim. Dlatego nienawidzę tej wiecznej gonitwy ludzi, którym zależy jedynie na świetnej reputacji i majątku w kieszeni. Nie uważacie, że to bez sensu? Nieważne, czy jesteś wierzący, czy nie. Ale nie trafisz do drugiego świata z pieniądzem, on nie będzie ci potrzebny.

Nie ma chyba ważniejszej zasady niż “kochaj bliźniego jak siebie samego”. Raczej każdy z nas to zna i mimo że przestrzeganie jej jest niesamowicie trudne, jest naprawdę możliwe. Chęci, samozaparcie i miłość, której każdy z nas ma w sobie dużo powinny wystarczyć. I proszę was ponad wszystko na świecie - nie załamujcie się, nie poddawajcie, bo nie znacie przyszłości. I choć mogłoby się wam wydawać, że będzie tylko gorzej, to wszystko może odwrócić się o 180 stopni. Jeśli macie marzenia i cele, to walczcie do końca i zróbcie wszystko, żeby je uchronić. Choćby cały świat wmawiał wam, że nie dacie rady, nie słuchajcie. Bo prawda jest taka, że to świat nie daje rady, gdy patrzy na wasze osiągnięcia. Ludzie potrafią być podli, ale powiem wam, że może oni potrzebują miłości? Dużo miłość? Bo niby jak bez niej człowiek ma być dobry? To niemożliwe. Dlatego nigdy niczego nie ignorujmy, nie bądźmy obojętni. Starajmy się być wyrozumiali, a w żadnym przypadku nie darzmy nikogo nienawiścią. Jeśli chcesz otrzymywać szanse, sam je dawaj. Możesz upadać tysiąc razy, ale za tysiąc pierwszym razem się podniesiesz. Dlaczego? Bo się nie poddałeś. Teraz zobacz, ile tracą Ci, którzy nie wstają już po pierwszym upadku. Oni przegrali. A wcale nie musieli.

Nigdy się nie spiesz. Czas leci szybko, ale tylko z pozoru. Bo jeśli dobrze go sobie zaplanujesz, to nie będziesz mieć wyrzutów o żadną zmarnowaną minutę. Życie składa się ze zwycięstw i porażek i to nic złego, że czasem ci czegoś braknie. Ale nigdy nie upodabniaj się do tych ludzi, którzy wiecznie za czymś gonią. Oni nigdy nie zdążają. Żyj powoli, bo tylko wtedy możesz dostrzegać, o czym pisałam we wcześniejszym poście.

Nie uciekaj przed szczęściem, które jest na wyciągnięcie ręki. Opłaca się być szczęśliwym, to naprawdę wspaniałe uczucie i nie obawiaj się go. Media, nie media często wmawiają nam, że powinno się być smutnym. Potrafią wmówić ludziom depresję; traumy; choroby; schorzenia, a dlaczego mamy się temu poddać? Dlaczego tak ma być? Myślałam, że ludzie boją się rzeczy niewiadomych, od kiedy szczęście takie jest? Wychodzimy z domu albo wciąż w nim jesteśmy i dociera do nas mnóstwo okropnych, natrętnych bodźców. Warto się od tego odciąć i wyjść z kimś bliskim na spacer. Porozmawiać o wesołych, ale przyziemnych czy nawet nieprzyziemnych rzeczach. Niedołowanie się wcale nie jest grzechem.

Nie wiem, co bym mogła wam jeszcze doradzić. Każdy z was ma inne upodobania, inne pasje, przekonania. Dlatego podsumowując to wszystko, co napisałam: głowa do góry, szeroki uśmiech i biegnijcie do przodu z dużą dawką miłości w sobie.

Pokażę Ci

Zabiorę Cię tam,
gdzie wcale nie musisz być perfekcyjny,
gdzie słowo “perfekcja” nie istnieje.
Pokażę Ci takie miejsce,
w którym nikt się nie spieszy.
Nie sięgaj zbyt daleko,
po prostu popatrz przed siebie.
Nigdy nie ignoruj szczęścia,
nigdy go nie odbieraj.
Tu ludzie Cię nie oceniają,
tu możesz się zatrzymać i być sobą.
Tu jesteś człowiekiem, tu jesteś prawdziwy,
ale to jeszcze nie raj.
Ja Ci pokażę, że taki właśnie może być świat.
Kiedyś wątpiłam w miłość,
a przecież tu jest jej miejsce.
Nigdy nie zamykaj oczu,
ludzie są uśpieni.
Bądź czujny,
bo nic nie dzieje się przypadkiem.
Tu upadek nie jest porażką,
wyciągam do Ciebie dłoń.
Nigdy się nie ograniczaj,
zdobywaj nawet horyzonty.
Pokażę Ci, że to miejsce jest tutaj,
pokażę Ci, że to właśnie tu,
Pokażę Ci, że to właśnie ono.
I nigdy się nie poddawaj,
zobacz ilu się poddało,
ilu przez to przegrało.
A przecież tu może być nasz drugi raj.

Czego ludzie nie dostrzegają? #5 (z serii: kontrowersyjne tematy)

Ludzie słyszą, ale nie słuchają. Widzą, ale nie dostrzegają. Może po prostu oni tego nie chcą? Nie chcą dostrzegać? Łatwo jest ignorować, żyć w nieświadomości i na wszystko przymykać oko. Ale czy warto? Czy to ma sens?

To nie uśmiech świadczy o tym, że człowiek jest szczęśliwy. Musisz spojrzeć w jego oczy, żeby to zauważyć. Spojrzenie mówi o wszystkim, ono wyda nawet najlepszego aktora. Jeśli chcesz sprawdzić, czy dana osoba jest w Tobie zakochana, zwróć uwagę na to, w jaki sposób na Ciebie patrzy. Kiedyś usłyszałam od mojej byłej drugiej połówki “patrzysz na mnie w taki wspaniały sposób”. Wtedy zrozumiałam, że naprawdę kochałam tę osobę. Nie kontrolowałam tego spojrzenia, po prostu całą sobą kochałam. I oto tu chodzi, że te drobnostki, których często nie zauważamy, mają dla nas wielkie znaczenie.

Tak samo jest z ludzkimi potrzebami. Każdy z nas chciałby być doceniony, kochany, pochwalony. Nic zatem dziwnego, kiedy jest nam okropnie przykro, jak widzimy, że nasz przyjaciel, dla którego robimy tak dużo, nie docenia nas. Okropnie jest od niego usłyszeć “nie mam nikogo, nikt mnie nie kocha, jestem sam”. Jest to bardzo dziecinne, to po prostu użalanie się nad sobą. Człowiek nigdy nie jest sam, trzeba po prostu dostrzegać. Musimy się nawzajem wspierać, być ze sobą i rzecz jasna - musimy się doceniać. Zwykłe “dziękuję” czy “nie wiem, co bym bez ciebie zrobił” jest bardzo miłe. Drobny gest, ale na pewno podnosi samoocenę. Ważne jest to, aby obie strony czerpały korzyści, czyli dawca i odbiorca. I może “doceniać” to złe określenie. Ja po prostu wiem, że każdy z nas pragnie być kochanym i chce być potrzebnym. Dziwne jest to, że skoro tak dobrze się rozumiemy, nie dajemy sobie tego. Dużo z nas tylko czeka, aż “przyjacielowi” podwinie się noga. Dlaczego nie chcemy pomóc mu wstać, klepnąć go w łopatkę i powiedzieć “jestem z tobą”?

Najsmutniejsze jest to, że ludzie nie potrafią dostrzec problemu drugiej osoby. Umieją sobie wmówić chorobę, która nawet nie istnieje, a innych mają w poważaniu, (oczywiście w tym negatywnym znaczeniu). Szczerze to nie wiem dlaczego tak jest, jednakże codziennie się nad tym zastanawiam. To zabawne. Znamy swoje potrzeby, chcemy być kochani, a nie kochamy. Nie chcemy być nienawidzeni, a nienawidzimy. Nie mam pojęcia, co kieruje ludźmi, że oni po prostu cieszą się z cudzego nieszczęścia.

Ludzie nie cieszą się tym, co mają. Może dlatego, że w ogóle tego nie widzą? Ignorują, chcą tylko więcej. Biorą, kradną, oszukują, po prostu istna konsumpcja. I to nie dotyczy tylko rzeczy materialnych. Owszem, pieniądze dzielą ludzi w podły sposób, ale to właśnie one doprowadzają do tego, że między nimi stopniowo zanika miłość. Czyli ta najważniejsza cnota, której również często nie zauważamy. Ona zanika, bo my ją ignorujemy, stajemy się oschli. Co nie znaczy, że jej w ogóle nie ma. Ona jest. Jeśli jesteś tym człowiekiem, który usilnie poszukuje miłości, musisz wiedzieć, że coś robisz źle. Bo masz ją na wyciągnięcie ręki, po prostu rozejrzyj się dobrze. A może spójrz w górę? Tam jest największa miłość, która zawsze trwa przy Tobie.

Nic mnie tak nie denerwuje, jak ciągłe narzekanie. Kochani, ja rozumiem, że każdy z was ma swoje problemy - cięższe i lżejsze. Po prostu chcę wam powiedzieć, że im dłużej będziecie o nich myśleć, zamartwiać się i w nich tkwić, to będzie coraz gorzej. Najgorsze jest to, kiedy ludzie w kółko powtarzają jak jakąś mantrę: “chcę umrzeć”, “moje życie nie ma sensu”, “mam okropnego pecha”. Są tacy, którzy walczą o życie, a Ty chcesz się poddać, bo coś Ci nie wyszło? Mówisz, że masz wielkiego pecha, ale jesteś pewny, że nie masz nic poza tym? Oczywiście ja też często mówię niestosowne rzeczy, ale żałuję tego i staram się mieć większą kontrolę nad tym, co mówię. Bo mimo wszystko ja wiem, że moje życie jest wspaniałe i gdy zaczynam się nad tym wszystkim dłużej zastanawiać, dochodzę do wniosku, że za nic w świecie nie chciałabym umrzeć. Jestem bardzo młoda i nie myślę wycofać się na samym starcie. Na tym starcie, który daje mi tysiące szans i możliwości na odkrycie siebie czy osiągniecie wielu sukcesów. Mówcie, co chcecie, ale porażki to też wygrane, pod warunkiem, że po upadkach podnosimy się. Dlatego nie polecam wam tak dużo narzekać, bo to po prostu nie ma sensu. To ciągłe zastanawianie się i rozpatrywanie problemu na każdy możliwy sposób to najgorsza z możliwych decyzji. Trzeba działać, nie myśleć. Zresztą wracając do sedna sprawy: musicie dostrzec to piękno, które jest dosłownie obok was. To wszystko, co chcielibyście osiągnąć, jest na wyciągnięcie ręki. Czasem musicie się bardziej postarać, czasem zaakceptować swoje cierpienie, a czasem po prostu docenić. Kogoś lub coś. Docenić, czyli zrobić to, czego potrzebuje Twój bliźni. Może jeśli przestaniesz biec przed siebie na oślep i zatrzymasz się na moment, zobaczysz, ile mógłbyś stracić. Ile masz. Sama jestem tym typem człowieka, który często nie zauważa wokół siebie tego, czego podobno tak bardzo potrzebuje. Staram się to zmienić. I wiecie co? To cieszenie się z każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy przynosi wielką radochę. Warto rozglądać się dokładniej. Dziś doskonale wiem, ile Bóg mi ofiarował. I mogę być za to tylko wdzięczna.

Nie od jednej osoby usłyszałam, że w ogóle nie widać moich starań, że liczą się gesty, a nie słowa. W porządku, co do drugiego mają absolutną rację. Ale nie mogę zgodzić się z tym, że wcale się nie zmieniam. Zmieniam i to bardzo. Zapamiętajcie, że chęci to połowa sukcesu, bo wielu nawet nie chce naprawić swoich błędów. Pasuje im to, jacy są, dopuszczając się przy tym różnych okrucieństw. Wracając do mnie: ja dostrzegam to, że się zmieniam. Nieważne, co mówią inni, ja uważam, że drobnymi kroczkami, ale daję radę. Zauważyłam, że ludzie bardzo lubią oceniać innych i tak naprawdę nie ma dnia, w którym ktoś nie powiedziałby nic na mój temat. Przeważnie jest to coś negatywnego. Znam siebie doskonale, więc ludzie nie muszą na każdym kroku informować mnie o moich wadach. To mnie przygnębia i przez to trudniej mi się podnosić. Dość, że nie doceniają moich pozytywnych zmian, to jeszcze nie zauważają tego, że mnie ranią. Często wygląda to tak, jakby im to pasowało. Jest różnica między zwracaniem komuś uwagi, a wytykaniem mu błędów. Jeśli chcemy dla kogoś dobrze, powinniśmy być w stosunku do niego szczerzy, ale wciąż delikatni. I nie mówię, że jestem jedynym przypadkiem pokrzywdzonym w ten sposób. Jestem po prostu przykładem, bo wśród ludzi wytykanie błędów jest powszechne. Zwracają uwagę na nasze niedoskonałości, ignorując pozytywne cechy, które moglibyśmy częściej wykorzystywać. Trudno jest jednak postępować dobrze, gdy przez innych nie potrafimy zaakceptować siebie.

Mogłabym wymieniać mnóstwo rzeczy, których ludzie nie dostrzegają, ale niestety brakłoby mi na to czasu. Dam wam jednak radę na koniec: nie biegnijcie na oślep, bo ominie was bardzo dużo wspaniałych rzeczy. Po prostu dobrze się rozglądajcie. Przyjmujcie cierpienie, które daje wam Bóg, bo jest ono elementem waszej drogi. Tej drogi, na której końcu znajduje się szczęście. Nie ignorujcie żadnej burzy, a już na pewno nie słońca.

Marzenia #7 (z serii: motywacja)

Najważniejsze jest to, by mieć marzenia i cele. Bo czynniki, które pchają Cię w ich stronę, urozmaicają Twoje życie. Nie stoisz w miejscu, tylko idziesz do przodu, zmierzając się z różnymi przeciwnościami losu. Rozwijasz się, poszerzasz horyzonty i przede wszystkim odczuwasz radość oraz satysfakcję. Musisz wiedzieć, że żadne marzenie nie jest i głupie czy nierealne dopóki wierzysz w nie całym sercem. Jeśli walczysz to znaczy, że masz o co. Każdy dzień powinniśmy traktować jak przepustkę do lepszego świata. To dziwnie brzmi, ale chodzi mi o to, że powinniśmy traktować go jak szansę. Szansę na zmiany, na spełnianie marzeń i przede wszystkim nadzieję. Dlatego nigdy nie zrozumiem samobójców. Odebrali sobie życie, najwspanialszy dar, nie wiedząc, co ich czeka za tę parę dni, miesięcy czy lat. Nie wyobrażam sobie w jakiej sytuacji życiowej musiałabym być, żeby zrobić coś takiego. Jestem przekonana, że w życiu nie dopuściłabym się takiego czynu. Jest mi czasem potwornie ciężko, ale mam Boga, rodzinę, przyjaciół. Kto wie, może za parę lat zdobędę dziewczynę? To wystarczająco duże powody, by cieszyć się życiem i mieć w swoim sercu nadzieję. Zauważyłam, że kiedy cieszę się z drobnostek, moje życie staje się bardziej kolorowe. I to jest piękne, to jest właśnie ta magia. Myślę, że tu leży sens tego wszystkiego. Właśnie w tych drobnostkach. Warto zwrócić na to uwagę, bo przecież nasze życie to nie same rewolucje i przewroty, prawda? Trzeba doceniać wszystko, co los przyniósł. Nigdy w życiu nie rozpamiętywać. 

Marzenia są szczęściem. Każdy inaczej rozumie termin “szczęście”, ale to nic dziwnego. Ogólnie “szczęście” nie ma swojej definicji, gdyż każdy odczuwa je na swój sposób. Dla niektórych ludzi ono w ogóle nie istnieje, bo mają tak duże wymagania, że nie byliby w stanie być szczęśliwi tutaj na ziemi. Ale w takim razie tam na górze też nie zaznają szczęścia.

Optymiści twierdzą, że wszystko jest możliwe, ale pod żadnym warunkiem nie możemy się poddawać. Wiele z was nie godzi się z tym i jeśli mam być szczera to i mi jest w to bardzo ciężko uwierzyć. Ale wiecie co? Póki nie spróbujemy, to się nie dowiemy. Myślę, że warto brnąć do samego końca, warto szukać prawdy. Nie można się poddawać, bo to ucieczka przed wyzwaniem, ale i wielkim szczęściem. Może i nawet ucieczka przed prawdą? Ano owszem, bo jeśli nie zrobimy wszystkiego co w naszej mocy, nie poznamy siebie do końca. Nigdy nie będziemy wiedzieć, na ile nas stać. W każdym z nas jest ogromny potencjał, ale najpierw musimy go odkryć, a potem umiejętnie wykorzystać. Człowiek lubi być wygodnicki i szuka wszelkich sposobów, żeby w życiu było mu po prostu dobrze. Często przy tym nie zwraca uwagi na innych. Ale nie o tym dziś mowa. Zmierzam do tego, że przez tę jego “wygodę”, to tak naprawdę zaplątuje się w swoje słabości. Spycha samego siebie w dół. Wszyscy mówią, że to inni nas tak bardzo ranią, ale czy my też czasem nie jesteśmy swoimi największymi wrogami? Halo, marzenia są w naszych rękach, to dlaczego ktoś ma nam wmawiać, że się nie spełnią? To nasze życie i nasza przyszłość. Nasza praca, nasz wysiłek. Nasze pragnienia. Życie to nie wyścig szczurów, kochani. Wspierajmy się nawzajem, przekazujmy sobie wiarę. 

Wiara. Dziś usłyszałam, że ona nie ma nic do czynienia. Nie ma? Doprawdy? Nadzieja matką głupich, tak byś chciał powiedzieć? To nieprawda. Nadzieja i wiara to jest to, co nas tutaj trzyma. To są jedne z najważniejszych cnót. “Kasia, ale ty zawsze jesteś taka uśmiechnięta!”, “ty to masz szczęście!”, “ty jeszcze nie wiesz, co to ból i porażka” - często słyszę takie uwagi. Trochę się z nimi nie zgadzam, ale wiecie dlaczego stwarzam takie pozory? Bo owszem, wiecznie się uśmiecham i ja zawsze noszę w sercu nadzieję. Dużo ludzi mówi, że jestem okropną naiwniarą. No, dobrze, to dlaczego mam takie szczęście do wszystkiego? Bo wierzę. I wy też wierzcie. Warto, zaufajcie mi. Wiara pozwala nam być szczęśliwymi. Czasem samo dążenie do celu daje więcej satysfakcji i szczęścia niż samo dotarcie do niego.

Kolejna sprawa - nie traćcie marzeń. Marzenia są częścią was, a jeśli je stracicie, sami się zgubicie. Przechodziłam przez taki okres, gdy myślałam, że już nie mam marzeń, a nawet pasji. To było złudne, bo na szczęście lekko się potknęłam. Ale szczerze mogę powiedzieć, że to było okropne, bo nagle wszystko straciło sens. Przez dłuższą chwilę nie było czegoś takiego, co pchałoby mnie do przodu. Naprawdę przyjemnie jest czekać na coś, czego pragniemy. Jesteśmy już starsi i nie marzymy o tym, by zmienić się w rycerzy, księżniczki czy smoki, (co niestety nigdy nie było możliwe). Zmieniamy się, dorastamy, a nasze potrzeby i pragnienia razem z nami. Dlatego ja doskonale wiem, że to o czym marzą wasze serca, jest na wyciągnięcie ręki. Czasem trzeba dłużej poczekać, czasem trzeba dłużej na to zapracować. Ale przyznajcie się sami przed sobą: naprawdę nie warto? 

Nie wiem, jak wy, ale ja czasem się ze sobą kłócę, że moje marzenia są niczym. Są bezsensowne i bezwartościowe. Cóż, wiadomo, że to nieprawda i dopiero niedawno uświadomiła mi to przyjaciółka. Każde pragnienie posiada głęboki sens, ważne, żeby cieszyło nas, nie innych. Ważne, żeby nas umacniało, czyniło nas lepszymi ludźmi. Marzenie to marzenie, nieważne czy z całych sił chcesz zostać lekarzem, czy może po prostu stać się szczęśliwym człowiekiem. To wszystko jest piękne i nie pozwól się w niczym ograniczać. Bądź wolnym człowiekiem i nie słuchaj tego, co podpowiada ci cały świat. Słuchaj głosu swojego serca, ono zawsze podpowie ci dobrze. I nie zapominaj, że to ja właśnie w ciebie wierzę. Co z tego, że ktoś tam w ciebie zwątpił, a tobie nie bardzo się teraz układa? Nigdy nie jesteś sam, a poza tym przyjaciel czas zawsze goi nasze rany i sprawia, że powoli wszystko zaczyna wracać do normy. Mało tego, zaczyna być wspaniale. 

Zdaję sobie sprawę, że mojego bloga czytają młodzi ludzie, a dokładniej nastolatkowie. I wiecie co? Nie mogę was słuchać, gdy macie zamiar się poddawać albo gdy mówicie, że w życiu to nic nie ma sensu, że Bóg dał wam życie dla hecy. Ale co wy w ogóle mówicie? Uśmiechnijcie się w końcu do tego pięknego świata, wyprostujcie plecy i hop - do przodu. Czas płynie dalej, co było to było i nie można tego rozpamiętywać. Nie wyrzucajcie wszystkiego do kosza, próbujcie to naprawiać. Nie zamykajcie się przed ludźmi, bo to właśnie ich najbardziej potrzebujecie.

Wierzę w was mocno, kochani. Kocham was wszystkich.

+ “[…] Najgorsze byłoby, gdyby przesiedział całe życie przed telewizorem, z pełnym talerzem na pełnym brzuchu i z zupełnie spokojnym sumieniem. Gdyby ani przez chwilę nie poczuł się winny. I gdyby nic go nie bolało. Zamknięty i zadowolony. Wiesz, to chyba jest dla mnie najsmutniejsze w dzisiejszym świecie: ludzie zamykają się przed innymi ludźmi. Jakby nie rozumieli, że bez tych innych nie da się żyć po ludzku. Drugi człowiek jest nam potrzebny!” - słowa profesora Dmuchawca, tekst pochodzi z dziesiątej części Jeżycjady “Nutria i Nerwus” Małgorzaty Musierowicz.

Podziękowania dla pani Musierowicz za tak wspaniałą serię książek, za podtrzymywanie mnie na duchu i rzecz jasna za pana Dmuchawca, który wielokrotnie wzruszył mnie swoimi przemyśleniami.

Ach, i oczywiście za Natalię Borejko, moją bratnią duszę.

Co to jest wartość? #4 (z serii: kontrowersyjne tematy)

W dzisiejszych czasach (zresztą jak w każdych) istnieją pewne wartości. Dla każdego wartością może być co innego. Myślę, że właśnie przez to ona się teraz zatraca. Ludzie przejmują złe nawyki, wybierają złe autorytety i idą w złe ślady. Wina szybko rozwijającej się cywilizacji? Z pewnością. Ludzie chcą żyć wygodnie, mieć wszystko w zasięgu ręki i omijać wszelkie trudności. Często sobie wmawiają, że “delikatne” kłamstwo nikomu nie zaszkodzi. No, cóż - kłamstwo to jednak kłamstwo. 
A skoro już wspomniałam o wygodzie, chciałabym zauważyć, że ludzi od wieków denerwuje prawo. Ale cóż byśmy bez niego zrobili? To prawo wyznacza nam granice, to ono zapewnia nam bezpieczeństwo. Owszem, może nie jest wygodne i przychylne, ale czy dobro zawsze takie jest? To właśnie prawo jest wartością.
Co również jest dla mnie wartością? Na samym początku wymienię najważniejsze, czyli: życie. Życie jest największą wartością, a zarazem najwspanialszym darem. Powinniśmy się o nie troszczyć i je szanować. To nie jest coś, co pojawia się “ot tak!”, uwierzcie mi. Łatwo je stracić i łatwo je zaniedbać. Nam się tylko wydaje, że to pieniądze dają szczęście albo że te wielkie wille są dla nas najekskluzywniejszym miejscem, a zarazem schronieniem. A według mnie największą radością może być właśnie życie. Dlatego wpłacanie pieniędzy na szczytne cele jest radością dla obu stron. Jedna strona cieszy się, że otrzymała pomoc, a druga, że mogła tę pomoc podarować. Powinniśmy się nawzajem wspierać, aby tą naszą największą wartość zachować. I nigdy nie myślcie, że chcielibyście umrzeć. Trudne chwile przeminą, one są tak naprawdę niczym. Możecie mi wierzyć, że czeka na was tak wiele pięknych rzeczy. Po prostu zacznijcie kochać życie. A ono wam coś wtedy podaruje. 
Myślę jednak, że nie zaczęłam od najważniejszego. Bo co powinniśmy nazywać wartością? Według mnie wartość to jakaś cnota. To coś, co posiadamy w naszych sercach, ale niemożliwą rzeczą byłoby posiadać to w kieszeniach. To coś, co jednoczy ludzi. To fundament naszych dusz, coś co składa się na nasze charaktery i dzięki temu buduje nawet cały naród. Bo niby na czym mają się opierać nasze charaktery jak nie na wartościach i autorytetach? A na czym opiera się naród? No właśnie na charakterach obywateli. 
Chciałabym zwrócić uwagę na książkę pt. “Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Możecie być spokojni, bo nie zamierzam zdradzać wam szczegółów, jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej pięknej lektury. Chciałabym po prostu zauważyć, że ta książką przepełniona jest jedynie wspaniałymi cnotami. Honor, miłość do Boga, braterstwo, odwaga, patriotyzm, więź rodzinna, dążenie da celów, cierpliwa praca nad sobą, ambicja i wiele innych. Wiecie, przyznam się ze wstydem, że czytając tę książkę, nie mogłam uwierzyć w to, że kiedyś tacy ludzie byli. Czemu ze wstydem? Bo sama powinnam taka być. Powinnam starać się całą sobą naprawiać błędy i dążyć do celu. Przyznam się wam, że jestem wyjątkowym leniem, czego w sobie nienawidzę i walczę z tym, jak tylko mogę. Z pewnością wiele osób powiedziałoby teraz “a, przesadza! Nie ma teraz przecież wojny, dobrze jest, to niby jak miałaby pokazywać odwagę czy honor? Zbyt wiele od siebie wymaga”. Nie, nie, moi drodzy. Nie musi być wojny, żeby być odważnym i honorowym. A wymagać trzeba od siebie zawsze i jak najwięcej, byleby nie rzeczy niemożliwych, co może człowieka zgubić, czy wpędzić w depresję. Kochani, honor to szczerość, to wstawianie się za dobrem. Odwagą możemy posłużyć się na co dzień. To również m.in. szczerość i asertywność, (ale nie tylko oczywiście). Odwaga kojarzy się ludziom z superbohaterami, co jest błędnym myśleniem. Bo to nie są brutalne akcje, w których po prostu zwycięża dobro. Czasem to jest coś więcej, moi drodzy. Ważne jest to, żeby akceptować siebie takim, jakim się jest, ale starać się być coraz to lepszym. Chęci są najważniejsze, a wdrażanie ich w czyny to coś pięknego. Kto powiedział, że musi to nastąpić z dnia na dzień? To wymaga czasu, pracy i cierpliwości. Ale zawsze będę powtarzać, że nie ma tego niemożliwego, co na możliwe by nie wyszło.
Odwołując się do innej cnoty, jaką jest więź rodzinna czy po prostu rodzina - to dla mnie druga i najważniejsza wartość. Co to jest rodzina? To bardzo bliscy sobie ludzie, no cóż - krewni. Nie muszą być do siebie podobni, jednak często właśnie są. Rodzina to również coś, na czym opiera się naród. Nic nie jest tak wielkim wsparciem jak troska najbliższych. Hm, a przynajmniej powinno być. XXI wiek to zbyt szybkie rozwinięcie się cywilizacji i technologii, ale okropne zacofanie się wrażliwości, więzi i przede wszystkim człowieka. Bardzo dużo rodzin rozpada się, ludzie żyją w związkach partnerskich, małżeństwa nie chcą mieć dzieci, a na dodatek poszerzyła się patologia. Dzięki tym wszystkim gadżetom powinniśmy mieć tak dużo czasu dla siebie, a my wiecznie się gdzieś spieszymy. Pogoń za monetą, za karierą, za szczęściem, które jest tylko tandetną atrapą schowaną pod kolorowym papierkiem. Rodzina nie może się zatracić, bo to właśnie w niej się wychowujemy, od niej się uczymy i przy niej dorastamy. To rodzina nas podnosi, kiedy upadamy. Wiecie czemu? Bo to ona jest i powinna być najbliżej nas. Zapewne nienawidzicie kłótni ze swoimi rodzicami czy rodzeństwem - ja też i wcale się wam nie dziwię. To boli i będzie bolało, ale najważniejsze jest to, by się godzić, zmieniać i dążyć do porozumienia. No i oczywiście - by się kochać. 
Istnieje mnóstwo wspaniałych wartości i mam nadzieję, że każdy z nas stopniowo będzie odkrywał je w swoim życiu. Mam nadzieję, że nie damy się zwieść pozorom i nie będziemy przyjmować stereotypów jako faktów. Nie kreujmy mody, która zachęcałaby do złego trybu życia. 
Po prostu: bądźmy sobą, jak najlepszym sobą.

Moje serce jest ogrodem #6 (z serii: motywacja)

“Twoje serce jest jak ogród. A Ty jesteś ogrodnikiem, który może w nim hodować, co tylko zechce. Ale co będziesz w nim pielęgnował, zależy tylko od Ciebie.”

Kiedy Bóg dał nam życie, powierzył nam wolną wolę. Co to oznacza? Ano to, że możemy podejmować takie decyzje, jakie tylko chcemy. To od nas zależy, jak chcemy żyć i w jakim kierunku brnąć. Oczywiście istnieje coś takiego, jak dobro i zło. Filozofowie różnie tłumaczą oba te pojęcia. Psychologowie, czy inni wykształceni ludzie również. No i wszyscy pozostali. Ale warto wiedzieć, że to już zostało z góry ustalone przez Pana Boga. Powinniśmy się na tym opierać i postępować zgodnie z Jego słowem, ale w żadnym wypadku tego nie zmieniać. Bo i tak nic nie zmienimy. Piękno już zostało wyznaczone.

“Otóż możesz w nim hodować róże, ale możesz pozwolić na to, by zarosły one chwastami.”

Róże są naszymi dobrymi wartościami. Są naszym pięknem wewnętrznym. Chwasty to inaczej grzechy, które zakłócają nam pielęgnacje dobra. Niełatwym zdaniem jest ich eliminacja i dbanie o nasz cały ogród. Ale jednak możliwym. Bo nie ma rzeczy niemożliwych, które by na możliwe nie wyszły. Zaufajcie mi. 

Póki jesteśmy przy Panu Bogu, mocno się trzymamy. Wiecie, często zapominamy o tym, że On wcale nie jest taki surowy. On wybacza nam więcej niż nasi bliscy. Naprawdę. Nikt z nas nie potrafi sobie wyobrazić, jak wielka jest Jego miłość do nas. Jest bezgraniczna, tyle wiemy. I jestem pewna, że przy odrobinie chęci, wysiłku i wiary Bóg pomoże pozbyć się nam tych chwastów.

“Aby być dobrym ogrodnikiem, należy być systematycznym. Należy regularnie wyrywać chwasty, podlewać róże i nawozić je.”

Żeby być dobrym człowiekiem, należy systematycznie robić rachunek sumienia, starać się naprawiać błędy i nieustannie pielęgnować w sobie dobro. Trzeba się rozwijać, nigdy nie poddawać i akceptować siebie. I choćby inni wmawiali wam, że was na coś nie stać - nigdy ich nie słuchajcie. Bo was stać na wszystko.

“Ty decydujesz, czy chcesz mieć kwiaty i drzewa, czy może zarośniętą zielskiem polanę. I nie bój się podjąć ryzyka, bo ono może być tak naprawdę niczym. Kwiaty nie rosną tak wolno, jak Ci się wydaje.”

Łatwiej wybrać złą drogę. Ale czy warto? Co potem z tego wyniknie? W pewnym momencie zło wydaje się być wygodnym sposobem na życie. Ale czy faktycznie tak jest? Według mnie lepiej czasem z czegoś zrezygnować, by potem zyskać coś wartego. Mam na myśli to, że lepiej odepchnąć od siebie wszelkie kłamstwa i nieuczciwości. Nieuczciwe postępowanie jest korzystne, ale tylko na krótką metę. Warto grać fair play, bo za tym idzie satysfakcja. Każdy pragnie osiągnąć sukces, ale w jaki sposób? Na czym mu zależy? Na sławie? Pieniądzach? Rozwijaniu się? Przekazywaniu ludziom wartości? A może na wszystkim naraz? Często zastanawiam się, jak dobrze byłoby nam, gdybyśmy chcieli być po prostu ludźmi. Ludźmi, których jest w nas coraz mniej. “[..] Kwiaty nie rosną tak wolno, jak Ci się wydaje.” - zrozumcie te słowa, jak “bycie dobrym człowiekiem wcale nie jest takie trudne”. A dodatkowo jest to bardzo przyjemne. Dla nas wszystkich.

“Kiedy popełnisz błąd i Twoja róża uschnie, posadź nową. Każda kolejna przyniesie więcej piękna i tlenu.”

Kiedy zrywamy ze sobą; zakochujemy się; zawieramy, bądź kończymy przyjaźnie; upadamy; powstajemy; kłócimy się, czy też jednamy - rozpoczynamy w naszym życiu nowy rozdział, jednocześnie kończąc poprzedni. Stajemy się bardziej doświadczeni, dostrzegamy nasze błędy, chcemy zacząć wszystko od nowa. Często zadajemy sobie pytanie “ale czy warto?”. Cholera, oczywiście, że warto! Nigdy nie jest za późno na zmiany. Upadamy po to, by wstać po raz kolejny. Znajdź swój cel i brnij do samego końca. Bóg jest przy Tobie i nigdy w Ciebie nie zwątpił. Każdy z nas bywa momentami bardzo słaby, ale jesteśmy na tyle silni, by za każdym razem się podnieść. Doskonale o tym wiem.

“Pamiętaj, że to Ty jesteś gospodarzem w Twoim ogrodzie. Nikt inny nie ma prawa sadzić w nim swoich roślin ani zrywać Twoich róż. Nie pozwól na to.”

Możesz żyć, jak tylko chcesz. Możesz być kim tylko chcesz. Możesz kochać, kogo tylko chcesz. Możesz brnąć w tym kierunku, w jakim tylko TY chcesz. Wolność słowa i wyboru to Twoje prawa. A wolna wola towarzyszy Ci od urodzenia. Jednak z dobrego serca radzę kierować Ci się moralnością. Szanuj swojego bliźniego. Wybaczaj mu, niekoniecznie kochaj. Po prostu szanuj. Jednak nie pozwól mu nic sobie narzucić ani odebrać swoich wartości. Nie ulegaj jego wpływom i nie daj się sprowokować. Słuchaj rad tylko tych, którzy naprawdę Cię kochają. Ale ZAWSZE postępuj zgodnie ze swoją wolą, byś niczego potem nie żałował. Bądź sobą, kochaj siebie, daj sobie szansę i pielęgnuj w sercu piękno. Po prostu bądź człowiekiem.

Zazdrość, autowaloryzacja i poczucie własnej wartości #5 (z serii: motywacja)

Zacznijmy od zdefiniowana tych trzech pojęć. Co to takiego zazdrość, poczucie wartości i przede wszystkim autowaloryzacja? 

Zazdrość to przede wszystkim uczucie. Najczęstszym powodem do zazdrości mogą być posiadane przez bliźniego rzeczy materialne, jak i pewne wartości, talenty i nabywane umiejętności. Uczucie to z reguły jest złe, bo często bywa powodem do nienawiści. Warto jednak pamiętać, że może być i bodźcem do pozytywnej rywalizacji. Patrząc na innych, staramy się przejmować od nich dobre wartości i być coraz to lepszymi.

Poczucie własnej wartości to nic innego jak stan psychiczny, powstały na skutek uogólnionej oceny dokonanej na własny temat. Najważniejsze jest to, by ocena ta była jak najbardziej obiektywna. Czyli musimy brać pod uwagę swoje zalety, jak i wady. Żaden narcyzm, czy też obniżona samoocena nie wchodzi w grę. No, bo wiadomo, że w tym nasza głowa, abyśmy sami umieli odróżnić, co robimy dobrze, a co źle.

Autowaloryzacja to po prostu dążenie do podniesienia własnej samooceny. Informacje przetwarzamy tak, żeby postawić własną osobę w dobrym świetle. Nie mylcie sobie tego pojęcia z narcyzmem. Autowaloryzacja to inaczej motywacja do bycia coraz to lepszymi w danym aspekcie życiowym. Objawem tendencji do autowaloryzacji jest zazwyczaj dążenie do sukcesów i próby unikania porażek. Ponad to jesteśmy świadomi swoich wad, ale nie załamujemy się nimi. Wiemy, że jesteśmy wyjątkowi i staramy się nie popełniać błędów. W skrócie: staramy się być pewni siebie, ale i jednocześnie obiektywni. 

Warto żyć tak, żeby było nam dobrze we własnej skórze. Warto mieć poczucie własnej wartości, starać się naprawiać błędy i iść tymi ścieżkami, na których nie pojawi się zazdrość. Bo zazdrość to coś, co potrafi skomplikować i zniszczyć wszystko. Dlaczego więc my, ludzie, mamy się jej poddawać? Każdy z nas jest wyjątkowy i ma w sobie coś, czego drugi człowiek nie ma. Stworzył nas Pan Bóg i zapewniam was, że mamy w swoim życiu jakiś ważny cel. Nic nie dzieje się przypadkiem. Nie urodziliśmy się przypadkiem, nie jesteśmy TU przypadkiem i nic, co się dzieje w naszym życiu nie jest przypadkiem. Uwierzcie mi, że Ten, który nas stworzył nie chce nas zmienić. Po prostu chce, żebyśmy żyli dobrze. I u ludzi nie istnieje słowo “beznadziejność”. Bo nikt z nas nie jest beznadziejny. Młody człowiek musi do pewnych spraw dojrzeć, odkryć swoje powołanie i poznać siebie. Każdemu ciąży na barkach krzyż. Nie jeden, ale kilka. Są to krzyże cięższe i lżejsze. I powinniśmy te krzyże zaakceptować, mężnie je znosić. Mimo trudności powinniśmy zachować odwagę, siłę i wiarę. 

Zmierzam do tego, że nie powinniśmy zazdrościć innym. Bo nasz bliźni też ma swoje problemy i krzyże. Też ma wady i zalety. Jedno jednak nas łączy - wszyscy jesteśmy wyjątkowi. O rzeczach materialnych już się nie wypowiem, bo pisałam o tym nie raz. Są rzeczy istotne i są rzeczy zbędne. Przedmioty, których używamy na co dzień to tylko dodatki, które mają nam ułatwić życie. Nic więcej. To człowiek jest źródłem prawdziwego bogactwa.

Co robić, żeby poznać samych siebie? Słuchajcie, na to jest tylko i wyłącznie jedna rada. Musimy się uczyć, ale przede wszystkim rozwijać swoje pasje i talenty. Nie martwcie się, jeśli jeszcze ich nie odkryliście. Możecie mi wierzyć, że na to wszystko przyjdzie czas i nigdy nie będzie za późno. Choćbyście odkryli swój talent przed samą śmiercią, to i tak nie będzie za późno. Róbcie to, co kochacie. Jeśli wkładacie w coś całe swoje serce, to wasza praca zyskuje duszę. A taka praca jest powołaniem. Nie musicie być artystami czy też umysłami ścisłymi, żeby coś osiągnąć. Czulibyście się dobrze jako kierowca? Fryzjer? A może sprzedawca w sklepie spożywczym? A więc na co czekacie? Działajcie, planujcie i dążcie. Każdy zawód to świętość, bo zauważcie, że gdyby jakiegoś nie było, to coś by runęło. Gospodarka nie funkcjonowałaby tak samo, prawda? Świat budują ludzie. Rożni, wyjątkowi ludzie, czyli my. I co jeśli by was nie było? Świat nie byłby taki sam. Byłby gorszy. Nie żartuję, bez was byłby gorszy. Może wam się wydaje, że jesteście tylko malutkimi, szarymi ludzikami. Ale w tym momencie każdy z nas dojrzewa. Właściwie to dojrzewamy do końca naszego życia. Zmieniamy się, eksperymentujemy, do czegoś dążymy. Po co? Ano po to, bo każdy człowiek ma na ziemi swój wyjątkowy cel. Nie ma gorszych i nie ma lepszych. Dlatego zazdrość, nienawiść i podłe epitety niszczą wszystko, co budujemy. Nie psujmy tego, kochani. Wystarczy dołożyć małą cegiełkę, tę wspaniałą część siebie, żeby razem i wspólnie zbudować coś wielkiego. 

Co zrobić kiedy to ktoś zazdrości nam? Cóż, na pewno nie możemy rozdrażniać tej osoby i robić jej na złość. Słuchajcie, czasami naprawdę warto porozmawiać z kimś szczerze i wprost. Nieporozumienie to źródło nienawiści. Z pewnymi rzeczami nie powinniśmy się obnosić, nie powinniśmy “szpanować”, czy też czegoś komuś udowadniać. Po co nam to? Uważam, że wśród ludzi powinna panować równość. Jak już wcześniej wspomniałam - nie ma lepszych i nie ma gorszych. Rozumiem, że przyjemnie jest być w centrum zainteresowania, czy dobrze jest błyszczeć w czyiś oczach. Tylko do czego ma to niby prowadzić? Zastanówcie się nad tym. Wiadomo, że powinno się dążyć do tego, by stać się autorytetem. Ale, żeby być autorytetem trzeba przedstawiać jakieś wartości, czyż nie? Przykro mi, że duża część młodzieży wybiera złą drogę, na której spotyka się z alkoholem, narkotykami itp. W tych czasach wstydem jest się uczyć, wierzyć w Boga i być asertywnym. A niby dlaczego musimy być tak jak wszyscy? Poza tym z jakiej racji mamy poddawać się presji i wybierać tą złą drogę? Kochani, Pan Bóg obdarzył nas rozumiem, więc starajmy się z niego jak najwięcej korzystać.

Wniosek jest jeden. Nie zazdrośćmy innym, miejmy świadomość tego kim jesteśmy. Uczmy się, zdobywajmy doświadczenie, bądźmy sobą i dążmy do tego, by być coraz to lepszymi. Kochani, ja wiem, że każdy z was jest bardzo wartościowym człowiekiem. Ja to po prostu wiem. I wierzę mocno w to, że każdy z was spełni swoje marzenia. Nie bójcie się iść do przodu. Zacznijcie od tych malutkich kroczków, a potem powoli przyspieszajcie. Nie dołujcie się tym, jeśli zaczynacie od zera. Każdy zaczyna od zera, ale każdy ma w sobie to coś, co prowadzi go na szczyt. Bez wyjątku. Dlatego nie wolno się bać. Nie poddawajcie się, bo każdy malutki kroczek zbliża was do zwycięstwa.

Jacy są ludzie? #3 (z serii: kontrowersyjne tematy)

Jacy są ludzie? Odpowiedź jest prosta: są wyjątkowi; mają wady i zalety; są wspaniali, specyficzni, źli i dobrzy. A co najgorsze - często nieprzewidywalni i bardzo skomplikowani. Czasem i niereformowalni, a czasem głodni wiedzy i przepełnieni chęcią bycia lepszymi. Uważam, że człowiek nie ma dokładnej definicji, choćby nie wiadomo ile badań na jego temat zrobiono. W końcu każdy z nas jest własną, indywidualną jednostką składającą się na świat.

Człowiek to jedyna istota posiadająca zdolność mowy i jest ona najinteligentniejszą ze wszystkich stworzeń Bożych. Jednak niekoniecznie zawsze tą inteligencją, czy też mądrością się wykazuje. Moralność to coś, co powinno być w każdym z nas. W człowieku powinien być po prostu człowiek, prawda? A co musimy w sobie mieć, żeby być “ludźmi”? Zasady, kulturę, humanitarność, umiejętność odróżniania dobra od zła, sumienie oraz siłę woli. Różnie teraz z tym bywa. Zapominamy o magicznych słowach, jakimi są “proszę”, “dziękuję i “przepraszam”. Które z nich jest najbardziej zapomniane i porzucone? A no według mnie z całą pewnością słowo “przepraszam”. Dużo ludzi myśli, że kiedy przepraszamy, to się poniżamy i korona nam z głowy spada. Prawda jest nieco inna, moi kochani. Korona z głowy spada wtedy, gdy nie umiemy przyznać się do błędu i przeprosić. Każdy człowiek powinien mieć honor i godność. Kiedy będziemy mieć poczucie własnej wartości, nie zapomnimy i o takcie. Elitą nie jest człowiek z kubkiem ze Starbucksa i Iphone’m, ale człowiek, który ma bogactwo wewnątrz. Już wam wcześniej o tym pisałam. Ludzie mają teraz różne, nieciekawe zamienniki. Myślą, że są lepsi od Was, bo mają bardziej zapchaną kieszeń. Otóż nie w tym rzecz, moi drodzy. Sama aniołkiem nie jestem. Potrafię być uparta, złośliwa i niedobra. Ale nie macie pojęcia jak potem zżerają mnie wyrzuty sumienia. Staram się przepraszać. Nie jest to łatwe, ale, gdy już przeproszę, odczuwam niesamowitą ulgę. Zwłaszcza, gdy ktoś mi wybaczy. Bo wybaczać również trzeba. Gniew to inaczej nienawiść, a to nie powinno istnieć. Należy pamiętać, że nikt nie jest idealny, ale warto dać drugą szansę. Jeszcze jak jestem przy tym temacie, zadam Wam pytanie. Na czyim miejscu wolelibyście być? Osoby, która została zraniona/skrzywdzona, czy na miejscu osoby, która zraniła/skrzywdziła swojego bliźniego? Zastanówcie się nad tym dokładnie. Według mnie nie ma nic gorszego niż poczucie winy i świadomość, że kogoś skrzywdziliśmy. Wolę już wysłuchać obelg, zostać sponiewierana niż być człowiekiem nieliczącym się z innymi.

Kolejna sprawa moi kochani. To o czym wspomniałam wam już wcześniej, czyli odróżnianie dobra od zła. Ludzie często kogoś tłumaczą “a bo on ma problemy”. No i co z tego? Oni mogą grzeszyć? Wiecie, tu chodzi o jakieś głębsze problemy typu choroba. Bo wiadomo, że problemy ma każdy, bez wyjątku. No, ale nikt nie powinien wahać się w tej kwestii skoro wiemy, co to dobro i zło. W tym przypadku każdy stoi na równi, nieważne ile ma pieniędzy, czy jest na coś chory. Bóg wyznaczył nam pewne granice, dosadnie przedstawił nam wszystkie zasady i nikt w niczym nie powinien się gubić. Często jest też tak, że, gdy ludzie robią coś złego, głupio to sobie tłumaczą. Potem machną ręką i mówią “a nic się nie stało”. Owszem, stało. W tym wypadku należy się przyznać, uderzyć ręką w pierś i starać się to naprawić.

Człowiek inteligentny potrafi dostosować się do każdej sytuacji. Czasami jednak inteligencję można wykorzystać w złych celach. Wtedy mówimy o cwaniactwie. Powiedzmy, że ktoś zna nasze słabe punkty i potrafi w nie uderzyć. Sprytne? Sprytne. No, i okropne. Jeśli chodzi o mądrość człowiek ją nabywa. Nabywa ją z wiekiem, ale przede wszystkim dzięki doświadczeniom. Często jest tak, że boimy się cierpienia. Ale nic nie uczy tak jak ono. Uczy pokory, a także dzięki niemu stajemy się wrażliwsi. Chociaż zależy to od naszego charakteru. Tak, jak już mówiłam - niektórzy są niereformowalni.

Każdy z nas powinien być indywidualistą i doceniać to, że nie ma takiego samego człowieka, jak on. Często chcemy się komuś podporządkowywać, gdzieś tam dopasowywać, być jak inni, jak większość. Ale po co? Większość to tylko liczba. Jednak liczba nie jest potęgą, bo w rzeczy samej od każdej liczby znajdzie się większa. A według mnie to jednostka jest czymś wielkim. Bo nieważna jest ilość, tylko jakość. Cóż nam z tego, że modą jest mieć jakiś tam telefon, czy pomarańczowe włosy? Podążając za modą nie stajemy się lepsi. Chyba, że dotyczy ona czegoś, co ma wprowadzić w życie człowieka coś pożytecznego. No, ale niestety rzadko tak bywa. Co byśmy zrobili, gdyby nie indywidualiści? Ludzie, którzy czymś chcą się wyróżnić? Ludzie z własnym stylem? Często boimy się być asertywni. Wstydzimy się zrobić coś “innego”, bo myślimy, że to głupie i ktoś nas wyśmieje. Prawda jest taka, że świat byłby bardzo smutny, gdyby każdy był taki sam i czasami warto się odważyć. Złamać regułę i pokazać prawdziwego siebie. Nie tego wykreowanego przez media siebie, tylko tego, który podąża za głosem swojego serca. Warto, uwierzcie mi.

Jedyne, czego nigdy na pewno nie zrozumiem u ludzi to tego, że przyjemność sprawia im bycie wrednymi. Ja się pytam “dlaczego?”. Plotkowanie, wyzwiska, anonimy, kpiny to są wszystko słowa. A słowa mają wielką moc i mi tu się nie wykręcajcie, że jest inaczej. Słowa potrafią zabić, a ludzie często na to nie zważają i bez opamiętania mówią, co im ślina na język przyniesie. Ludzie są różni, jak już to wiemy i mają różne charaktery. Jedni są silni, drudzy słabi, a jeszcze inni mają wszystko gdzieś. Nie wierze jednak w to, że ktoś tak do końca nie przejmuję się czyjąś opinią. Myślę, że chociaż w małym stopniu odbija się to na człowieku i na niego wpływa. Skąd się biorą anoreksje, bulimie, depresje i inne choroby psychiczne? Przez ludzi. Sami sobie nawzajem niszczymy życie i nie widzę w tym sensu. Nie łatwiej by nam było żyć w zgodzie z innymi? Nie chcielibyśmy być codziennie radośni? Sami tworzymy szarą rzeczywistość, w której boimy się iść do szkoły i pracy. Po co? Nie wiem. Dla mnie jest to niezrozumiałe.

Kocham ludzi i chciałabym być blisko z nimi. Jednak uważam, że w tych czasach jest to niebezpieczne. Podam dłoń, zjedzą mi całą rękę. Szkoda, bo mogłoby być cudownie, gdyby ludzie nie myśleli tylko o sobie. Bądźmy kochani, ale i kochajmy. Nie zmieniajmy się całkowicie, po prostu wyzbywajmy się każdej podłej cechy. Bądźmy ludźmi. Rozumiem, że diabeł kusi, ale bez przesady.To nie trudność być człowiekiem. A kochać to nie jest rzecz niemożliwa. Po prostu chciałabym, żeby każdy z nas dążył do tego, co trzeba - do dobra.

Każdy z nas jest bogaty we własnym wnętrzu #4 (z serii: motywacja)

Pan Bóg podarował nam trzy cnoty, które są w każdym sercu: wiara, nadzieja, miłość. Często tracimy nadzieję. Chciałabym wam jednak udowodnić, że nie warto jej tracić. Otóż burza to symbol. Symbol zła, smutku, cierpienia. Dużo osób bardzo boi się burz. Ja uwielbiam burze. Zapomnieliście, co pojawia się po burzy? Tęcza. Symbol radości i dobra. Bóg chce nam w ten sposób pokazać, że jeśli jest źle, to będzie tylko lepiej. Po prostu trzeba być cierpliwym. Zwłaszcza, jeśli się ma tylko parę naście lat. Ja wam obiecuję, że właśnie tu i za jakiś czas będziecie szczerze szczęśliwi. Obiecuję.

Ja rozumiem, że pieniądze to rzecz ważna i w naszym ucywilizowanym świecie bez nich nie przeżyjemy. No, cóż… Ale czy one potrafią zapewnić nam wszystko? Obawiam się, że nie. Zdrowie? Czyż można je kupić? Albo miłość? Nie. Możemy mieć miliardy w kieszeni, ale żadne banknoty nie dadzą nam tego, co w życiu jest najważniejsze. O nie, kochani. Do tego musimy dojść sami. To musimy uzyskać własnymi rękami.

Najciekawsze jest to, że nieważne kto i ile ma pieniędzy, bo tak naprawdę każdy z nas ma w sobie bogactwo. Wewnątrz siebie. Są to właśnie trzy cnoty, o których wspominałam na początku. Dał nam je Bóg i są one w nas. Wiara, nadzieja, miłość jednak z nich najsilniejsza jest właśnie miłość. Czasami ciężko dostrzec je w drugim człowieku, ale również często sami ich w sobie nie widzimy. Zdarza się tak, ponieważ jesteśmy zagubieni. Jednak warto pamiętać, że do szczęścia potrzebna jest właśnie wymiana tymi cnotami z innymi ludźmi. Należy się dzielić wiarą, miłością i nadzieją. To daje szczęście nam i bliźnim.

Chciałabym bliżej przyjrzeć się wierze i nadziei. O miłości mówiłam już wystarczająco dużo, możecie przeczytać wcześniejsze notki. A więc wiara moi drodzy to rzecz bardzo ważna w życiu każdego człowieka. “Trudno nie wierzyć w nic […]” - te słowa pochodzą z mojej ulubionej piosenki polskiego zespołu. Otóż to, człowiek stoi na drodze i potrzebuje pewnych wskazówek, aby dojść na koniec. Wskazówki może dać mu jakiś autorytet, coś w co wierzy; coś, co będzie go kierowało. W moim przypadku jest to Bóg. Polecam wam mocno w Niego wierzyć, bo oddając się Mu, nie zginiecie. A więc wiara pomoże wam się nie zagubić. A trzeba przyznać, że w tym ogromnym świecie, pełnym przepychanek i pościgów za monetą wcale nie jest trudno się zagubić.

Nadzieja dla mnie to nieco kontrowersyjna cnota. Jedni mówią “nadzieja niszczy”, zaś drudzy “nadzieja umiera ostatnia”. Według mnie i ci, i ci mają rację. Chociaż według Boga jest to jedna z trzech głównych cnót. No tak, przecież nadzieja ciągnie nas w górę, pozwala nam myśleć pozytywnie i dzięki niej się nie poddajemy. Mając nadzieję, wierzymy, że możemy osiągnąć cel. A więc nigdy jej nie traćmy. Myślę, że jednak nie warto o niej zapominać.

Co również czyni nas bogatymi w sercu? Wyjątkowymi? Ano właśnie. Wyjątkowość! Każdy z nas powinien być indywidualistą. No, bo każdy z nas jest jednostką. Nie ma drugiego takiego samego człowieka, jak Ty, czy ja. Nie widzę niczego złego w tym, że ktoś czasem dostosowuje się do mody. Chociaż zależy jaka to moda. Nie widzę niczego “fajnego” w paleniu, piciu, ćpaniu, przeklinaniu, zmienianiu orientacji seksualnej na przymus, czy cięciu się na pokaz. Czasami pytam się Boga, co ci nastolatkowie wyprawiają. Po co im to? Da się zaimponować czymś innym. Niech ktoś mi się pochwali jaką ostatnio ciekawą książkę przeczytał, obejrzał film, zwiedził jakieś miejsce, jaki ma talent. Niech każdy z nas ma swoją indywidualną modę i niech nie podąża za złem. Właśnie bycie innym, kreatywnym, głodnym wiedzy czyni nas bogatymi. Warto próbować nowych rzeczy, czegoś doświadczać. Bo to kolejna rzecz, której nie kupimy. Rozum. Możemy wydać kolejny miliard, ale nasze IQ nie podskoczy.

Nie musimy mieć nie wiadomo ile pieniędzy, żebyśmy byli szczęśliwi. Szczęście tak naprawdę jest blisko nas, musimy się po prostu rozejrzeć. Czasami należy zachować pewne cechy dziecka. Czystość, niewinność i chęć poznania świata. Niemożliwe? Wystarczy chcieć i odróżniać zło od dobra. Pościg za monetą zniewala nas, odbiera nam szczęście i zaślepia nas. Rozumiem, że dobrze jest czasem kupić sobie drogą bluzkę, nowy telefon, konsolę… Jednak należy pamiętać, że to nie wszystko. Pamiętam, jak przed kupnem mojego wymarzonego telefonu mówiłam “a, ja będę mieć wszystko gdzieś, będę mieć swoją ukochaną zabawkę”. No, tak… Miałam wszystko gdzieś. Przez zaledwie jeden dzień. Owszem, z telefonu cieszę się do dziś, bardzo długo na niego oszczędzałam, jednak nie zastąpi mi on człowieka.

Warto się zastanowić, czy pieniądze tak bardzo się liczą. Są ważne, trzeba z czegoś żyć. Ale czy z nimi idziemy do Boga? Czy Bóg będzie nas z nich rozliczał? Myślę, że Pan Bóg będzie rozliczał nas z tego, co mamy w sercu, nie w kieszeni. Są ludzie, którzy zabiją drugiego człowieka przez zazdrość, czy pieniądze. Dlaczego? Czego drugiemu człowiekowi zazdrościć? Należy się cieszyć, że ktoś coś ma i że coś osiągnął. Należy go wspierać i cieszyć się wraz z nim. Zazdrość to rzecz potworna, potrafi zniszczyć wszystko. Według mnie trzeba po prostu pracować i sobie zasłużyć. Co nam przyjdzie z siedzenia z założonymi rękami? Nic. Absolutnie nic. Macie pasję? Plany? Aspiracje? Działajcie! 

Bogaćmy się. Ale moi drodzy - o tu, w naszych serduchach.

Dobroć - jeden z wielu celów człowieka #3 (z serii: motywacja)

Chciałabym zauważyć, że każdy z nas ma tylko jedno życie. Mamy również zdrowie, które niestety łatwo można wyczerpać. Uważam, że na niektóre rzeczy nie warto marnować siły. Jakim prawem ktoś ma żądać tego, abyśmy byli idealni? A, czy ten ktoś jest idealny? Nikt nie ma prawa nas osądzać, oczerniać ani też oceniać. Każdy z nas ma własne sumienie i każdy z nas powinien się starać żyć jak najlepiej. A więc z jakiej racji mamy przejmować się czyimiś obelgami?

Jesteś człowiekiem i ze względu na to masz bardzo dużo praw, których nikt nie może Ci odebrać. Prawo do życia, prawo do wyrażania swojego zdania, prawo do posiadania własnego mienia, prawo do wolności. Często jest też tak, że sami siebie ograniczamy. Nie powinno nas obchodzić to, co inni sądzą na nasz temat. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, więc stoimy na równi, tak? Nie ma lepszych i nie ma gorszych. Po prostu każdy z nas musi się uczyć, a jego celem musi być dobro. Dlatego nie wpadajcie w sidła o nazwie “muszę żyć tak, abym podobał się innym”. 

Kompleksy moi drodzy to rzecz jak najbardziej potrzebna. Nie, nie żartuję. Nie żartuję, ponieważ kompleksy często sprawiają, że chcemy coś w sobie zmienić. Spokojnie, nie chodzi mi o to, że mamy robić sobie skaryfikację twarzy, wpadać w anoreksję, czy broń Boże jeszcze coś gorszego. Chodzi mi o to, że każdy z nas wie, co robi dobrze, a co źle. Musimy wiedzieć kiedy popełniamy błąd i musimy chcieć się od niego uwolnić. Moi drodzy… Kompleks nie dotyczy tylko urody. Ja mam okropne kompleksy na punkcie swojego charakteru. Często zachowuję się infantylnie i koniecznie muszę to w sobie zmienić. Właśnie przez to ciężko mi się dogadywać z moimi bliskimi, czy z ludźmi. Zresztą mi też to okropnie przeszkadza. No, ale dzięki temu, że o tym wiem; że mam pewien dystans do siebie, to staram się to w sobie zmienić. Kompleksy pchają mnie w tym kierunku, abym stawała się coraz lepsza.Jeśli chodzi o problemy dotyczące naszej urody to tak naprawdę szczegół moi kochani. Wiem, że lepiej jest, gdy czujemy się dobrze w swojej skórze, ale tak naprawdę liczy się samo wnętrze. Do Boga nie idą piękni ludzie. Do Boga idą piękne dusze. Zapamiętajcie to, bo tak właśnie jest. Co nam wyjdzie z tego ślęczenia przed lusterkiem? Nic. Otóż to. Mamy starać się być coraz lepszymi dla swoich bliźnich, a także dla samych siebie. Dodam jednak, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi i to On nas stworzył. Dlatego każdy z nas jest piękny i nie szanując swojego ciała, czy narzekając na nie - obrażamy Go. Po prostu stańcie przed lustrem i nie patrzcie na siebie, wyszukując wad. Popatrzcie, uśmiechnijcie się i zobaczcie w sobie pięknych ludzi. Bo nimi jesteście. W środku i na zewnątrz.


Wracając jednak do tematu - w tym wszystkim musimy zachować pewne granicę. No, bo mamy być dobrzy dla innych, ale nie możemy dawać się wykorzystywać. Musimy zachować szacunek dla samych siebie. Altruizm wydawałby się być bardzo dobrą, wręcz idealną cechą charakteru. Czyżby? Według mnie nie wolno myśleć tylko i wyłącznie o drugim człowieku. Myślę, że każdy powinien liczyć się z drugim człowiekiem i kochać go jak siebie samego, ale przy tym szanować i siebie. Tak, jak mówi Bóg. Często jest tak, że jak podamy rękę, pożrą nas w całości. A nie tak wygląda miłość, czy przyjaźń między bliźnimi. To wszystko powinno być bezinteresowne, chyba się nie mylę, prawda?

Zapewne nasuwa się wam pytanie: jak być dobrym człowiekiem? Zaufajcie mi - to wcale nie jest takie trudne. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że posłanie komuś zwykłego uśmiechu jest dobrym uczynkiem? Uśmiech jest zaraźliwy, a zarazem bardzo pozytywny. Dlatego bardzo bym chciała, żeby ludzie więcej się uśmiechali. Poza tym chcę wam powiedzieć, że nie da się uniknąć żadnych kłótni, czy sprzeczek - ale zawsze istnieją magiczne słowa, takie jak: proszę, przepraszam i dziękuję. Dobry człowiek nie wypomina, nie rozpamiętuje i nosi żal w sercu. A na dodatek potrafi wykorzystać te trzy magiczne słowa. Kochani, to nic trudnego. Zasada jest prosta: żeby być dobrym, należy widzieć w drugim człowieku po prostu człowieka. Bo właśnie w tym naszym bliźnim, nieważne jaki on jest, ale właśnie w jego sercu jest pan Jezus. Wiem, ludzie potrafią być bezwzględni, ale czasem przyczyna ich zachowania jest głęboko ukryta. Pamiętajcie jednak, że wszystko ma swoje rozwiązanie. Czasem ktoś po prostu sam nie daje sobie ze sobą rady i sam potrzebuje pomocy. Kochani, musimy czasem być bardziej wyrozumiali. Wiem, łatwo powiedzieć, aczkolwiek dla chcącego nic trudnego. Starać zawsze się można. 

Żeby żyło się nam lepiej - musimy tego chcieć. Musimy być coraz to lepsi. Nie zwracać uwagi na głupie docinki, ale współczuć takim głupolom i starać się im pomagać. Bóg każe przebaczać. Nic dziwnego, każdy z nas jest tylko człowiekiem i czasem niektórzy nie wiedzą, co czynią. Czasem jesteśmy bardzo zagubieni. Ale z całego serca wierzę, że w każdym z nas jest bardzo, ale to bardzo dużo dobra i ciepła. Dlatego nie rezygnujmy z dobra. Nie warto. Bądźmy ludźmi, silnymi ludźmi.

Wiara #2 (z serii: kontrowersyjne tematy)

Zacznijmy od tego, że wiara wcale nie powinna być kontrowersyjnym tematem, gdy np. towarzystwo siedzące przy stole jest wyznania rzymskokatolickiego. No, bo dlaczego wiara ma być czymś, o czym nie chce się za bardzo rozmawiać? Czymś, co nosi za sobą kłótnie i spory? W Piśmie Świętym Bóg wyraźnie mówi, abyśmy rozmawiali między sobą o Bogu i szerzyli wiarę. Ateistom również należy o Nim mówić. Cóż, wydaje mi się, że w szczególności im. Myślę, że nasza wiara (lub jej brak) jest słaba, ponieważ wiele z nas nie ma świadomości. 

Nie rozumiem tego, gdy ludzie zapominają o tym, co istotne, a zarazem o tym co jest w życiu najważniejsze - właśnie o Nim. Zauważyłam, że większość woli rozmawiać na całkiem inne, bezsensowne tematy typu: pieniądze;a co by było gdyby; jak to na świecie jest źle itp. A już nawet nie wspomnę, że dużo osób żyje plotkami i życiem innych, co jest wręcz przerażające. 

Kocham Pana Boga całym sercem, popełniam ogrom błędów, ale staram się Mu ufać z całych sił. Ja wiem, że jak tylko będę chciała, to Bóg poprowadzi mnie wszędzie. Wiem, że On chce dla mnie i dla każdego z was jak najlepiej. Jesteśmy Jego dziećmi i kocha nas tak bardzo, że nawet nie jesteśmy w stanie ogarnąć tego naszymi rozumami. Musimy wiedzieć, że każdy dzień jest zaplanowany przez Niego i wszystko, co się dzieje - musi dziać. Dziękujmy Mu za wszystkie upadki i porażki, bo one nas umacniają. Jeśli jest Ci ciężko, to znaczy, że nosisz na swoich barkach krzyż, bo Bóg od Ciebie wymaga. Dlaczego wymaga? Bo Cię cholernie kocha. Dał Ci życie, a to największy dar - i nie zmarnuj go. 

Nie wiem, co wy sądzicie i jakiego wyznania jesteście, ale ja jestem Chrześcijanką, Katoliczką. I dobrze wiem, że nie wolno tolerować grzechu, ale należy szanować każdego człowieka, bo to nasz bliźni. Niestety wiele z nas pod przykrywką wiary robi wszystko dla swojego interesu. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy: bardzo znana nam wszystkim choroba psychiczna oraz duchowa - homofobia, proszę państwa. Czy Pan Bóg powiedział, że nienawidzi tych, którzy kochają kogoś o tej samej płci? Nic z tych rzeczy. W Biblii jest napisane, że stosunek między osobami tej samej płci jest czymś sprzecznym z naturą, jest obrzydliwością. No niestety wiele “katolów” twierdzi, iż homoseksualizm jest chorobą. Kiedyś nawet usłyszałam, że ja sama wybrałam sobie orientację, co rozbawiło mnie do rozpuku. Odpowiedzcie sobie teraz sami: a seks przed ślubem nie jest grzechem? Zabezpieczanie się nie jest grzechem? W Piśmie Świętym jest o tym mowa. Cóż, wiele razy spotkałam się z takimi negatywnymi stereotypami, że geje to pedofile, że homoseksualiści zbyt wiele żądają, zachowują się wulgarnie. Kochani… Kilka przypadków to nie większość. Hetero nie zabijają, nie gwałcą, nie kradną? Hetero nie są pedofilami? Myślę, że tak naprawdę większość homoseksualistów chcę świętego spokoju. Zdarzają się wariaty i debile, no ale to nie jest moi drodzy KAŻDY. I błagam, nie wmawiajcie mi, że homoseksualiści nie wierzą, bo to bujdy na resorach. Każda miłość jest dobra, bo miłość jest od Boga. To też ludzie, tak? Ludzie kochani przez Boga. Bóg kocha wszystkich. Bóg kocha nawet złodziei, morderców, czy też pedofili. Kocha ich, ale na pewno nie jest z nich dumny (bardzo delikatnie mówiąc). Bóg jest surowy, wymierza sprawiedliwość, ale jednocześnie darzy nas ogromnym miłosierdziem i przebacza nam. Bóg każe żyć nam dobrze.

Słuchajcie, grzech to grzech. Musimy rozróżniać, co jest dobre, a co złe. Musimy do końca naszego życia zmieniać się na coraz to lepszych. Musimy starać się żyć dobrze. Innych musimy nawracać, sami znając swoją wartość. Pamiętajcie - grzechu nie tolerujemy, a ludzi kochamy. Bóg każe nam przebaczać swoim bliźnim, dawać im szansę. No, ale gdy ktoś nas bardzo rani, mamy prawo się od niego odsunąć, też musimy być szczęśliwi. Pamiętam taki ważny cytat z Pisma Świętego, niestety go nie zacytuję, ale brzmiał mniej więcej tak: “w oku bliźniego widzisz drzazgę, sam w swoim oku masz belkę”. Odkąd przeczytałam taki fragment w Biblii staram się nikogo nie osądzać, bo nie mam do tego prawa. To Pan Bóg będzie wymierzał sprawiedliwość, my przed Nim jesteśmy równi, tak?

Co do grzechu, kiedyś taki mądry ksiądz powiedział “nie bójcie się grzeszyć”. Miał rację. Nie wolno bać się grzeszyć, bo robimy to i będziemy robić przez całe życie. Błędy to normalna sprawa, jesteśmy bardzo słabi, bo jesteśmy tylko ludźmi. Jednak kiedy mocno Mu ufamy, wiem, że wszystko tak naprawdę jest dobrze. Po prostu starajcie się być jak najlepsi. Jego słowa to wskazówki, prowadzące nas do raju. I to jest piękne, bo na tej całej ścieżce, po której chodzimy jest wiele przeszkód, ale On jest. Jest i nas mocno wspiera. 

Dam wam małą radę. Podczas porannej i wieczornej modlitwy zróbcie trzy rzeczy: przeproście, podziękuję i dopiero na końcu poproście. Przeproście za swoje błędy: czyny; gesty; słowa, którymi Go obraziliście, a także waszych bliźnich. Podziękujcie Bogu, że zesłał nam Jezusa, który nas zbawił, uchronił od grzechu, Podziękujcie, że zesłał nam Ducha Świętego, który daje szczęście i chroni od zła. Podziękujcie za przyrodę, za ludzi, za każde osiągnięcie i smutek. Podziękujcie, ale szczerze. Pomyślcie, ile tak naprawdę dostajecie od Niego każdego dnia. A dopiero na końcu szczerze i gorąco poproście Go o co tylko chcecie. Ważne, żeby wasze intencje były szczere. Uwierzcie mi - On zawsze was uważnie wysłuchuje.

Mogłabym mówić dalej, bo wiara to bardzo obszerny temat, aczkolwiek niestety muszę już kończyć tę notkę. Po prostu nie wstydźmy się mówić o kimś, kto daje nam tak wiele. Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym, kochani.

Prawie jak siostry #2 (z serii: motywacja)

(Ten post również jest z zeszłego roku, tak więc Madzia jako "przyjaciółka" to termin raczej już nieaktualny, haha. Niestety Gabrysia również. Postanowiłam jednak zachować post z różnych przyczyn )

Jak to my, młodzi często narzekamy, że nie mamy przy sobie zaufanej osoby. Nie mamy przyjaciela, żeby się mu wygadać, a nawet kogoś z kim po prostu można byłoby wyjść na spacer. Jak to my, młodzi często narzekamy, że nie da się nikomu zaufać, bo przeżyliśmy już wiele okropnych rozczarowań. Kochani, ja to wszystko rozumiem. Sama miałam obok siebie tysiące fałszywych przyjaciółek, przez które liczba moich kompleksów wzrosła. Ale nawet nie macie pojęcia ile każda z tych pseudo przyjaźni mnie nauczyła. Ból niesie za sobą wiele dobrego. Cierpienie przeważnie wpływa na naszą wrażliwość i sprawia, że stajemy się coraz to bardziej doświadczeni i w rzeczywistości silniejsi. Pamiętajcie o jednym - nigdy niczego nie żałujcie, bo wszystko, co się wam przytrafiło, miało jakiś cel. Tak, wiem - kiedy ma się złamane serce, ciężko dostrzec piękno. Ale moi drodzy, piękno nigdy nie znika.

Po ostatniej nieszczęśliwej przyjaźni obiecałam sobie, że już nigdy nikomu nie zaufam i do nikogo się nie zbliżę. Kiedy to mówiłam, miałam zaledwie dwanaście lat. Dalej jestem gówniarzem, ale o wiele mądrzejszym niż te kilka lat temu. W gimnazjum poznałam Gabrysię, z którą obecnie chodzę do klasy. Znałyśmy się już w podstawówce, ale nigdy się jakoś nie kolegowałyśmy. Teraz jest moją przyjaciółką i mimo że czasem kłócimy się o głupoty, wiem, że obie jesteśmy dla siebie bardzo ważne. Czasem nie umiemy się dogadać, czasem nakrzyczymy na siebie, ale za każdym razem się godzimy i potrafimy sobie wszystko szczerze wyjaśnić. Otóż to! To jest moi drodzy najważniejsze w przyjaźni - szczerość. Przez wcześniejsze niemiłe doświadczenia ukrywałam przed moją przyjaciółką orientację. Bałam się tego, że mnie zostawi, że coś się między nami zmieni albo, że inni się dowiedzą i zniszczą mi życie. Powiedziałam jej prawdę i nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Do dziś jest przy mnie, wspiera mnie, rozśmiesza, dyskutuje ze mną na różne tematy i uważam, że jest wspaniała. Jestem jej za wszystko wdzięczna i być może czasem nie potrafię jej tego okazać, ale mam nadzieje, że ona wie ile dla mnie znaczy i że kocham ją jak siostrę. Jest bardzo mądrą dziewczyną, która naprawdę wiele razy zdołała mnie uspokoić, gdy myślałam, że już wszystko jest skończone. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, bo to właśnie ona zawsze ze mną była. 

Moją drugą przyjaciółką jest Madzia, chociaż chyba częściej zwracam się do niej po prostu “Panda”. Wiecie, to taki rozwydrzony zwierz, którego kocham całym serduszkiem. Mimo że dzielą nas kilometry, ja czuję między nami silną więź. Nawet nie wiecie ile nocy poświęciłyśmy na gadanie o naszych problemach i wspieranie się nawzajem. Była ze mną od początku, nie zostawiła mnie w żadnej podłej sytuacji. Zupełnie, jak Gabi. Myślę, że w wielu momentach jestem bardzo nieznośna, a obie to wytrzymują i za to również je uwielbiam. Madzia ciągle wbija mi do głowy różne rzeczy i często chroni mnie przed upadkami. Czasem brakuje mi oleju w głowie, a ona przypomina mi, co jest dobre, a co złe. Uwielbiam nasze rozmowy, uwielbiam jej głos i śmiech. Uważam, że Madzia i Gabi są naprawdę inteligentne. Magda często mnie czymś zaskakuje i nawet nie potrafię jej sensownie odpowiedzieć. Jest młodsza, aczkolwiek w wielu rzeczach jest moim autorytetem. 

Uwielbiam sprawiać, że obie moje przyjaciółki są szczęśliwe. Obie akceptują mnie taką jaką jestem i żadna z nich nie chce mnie zmieniać. Cóż, żadne słowa nie opiszą mojej wdzięczności, więc chcę wam po porostu powiedzieć, że je uwielbiam.

Rada ode mnie dla was? Rozejrzyjcie się. Nie siedźcie bezczynnie w domu. Musicie poznawać świat, a przy okazji i ludzi. Nie bójcie się iść naprzód. Pod żadnym pozorem nie wmawiajcie sobie, że już nigdy nikomu nie zaufacie. Nie oddalajcie się od innych, bo prędzej to samotność was zabije, a nie ludzie. Skoro brak wam towarzystwa, to zacznijcie działać. Nikt nigdy za was niczego nie zrobi, życie jest w waszych rekach. Jak już wcześniej wam wspominałam - czas to cenny dar. Bądźcie cierpliwi, ale nie siedźcie z założonymi rękami. Z pokorą podążajcie do celu. Gdyby na świecie byli sami źli ludzie, kłamcy i nieudacznicy, już dawno by go nie było. Macie zmysły, więc używajcie ich. Szukajcie, a znajdziecie. Znajdziecie wszystko w swoim czasie, moi kochani. Obiecuję wam to. Ale nie poddawajcie się, bo to nie ma sensu. Nie odbierajcie sobie przyjemności z życia. Ja też myślałam, że już nigdy nie zdobędę żadnych przyjaciół. A widzicie jak bardzo się pomyliłam? Dlatego proszę was, nie wróżcie sobie źle i biegnijcie do przodu z podniesioną głową. Musicie poznawać ludzi. Ja wiem, że wszystko będzie dobrze, bo każdy z was zasługuje na szczęście.

Patriotyzm #1 (z serii: kontrowersyjne tematy)

Patriotyzm to pewnego rodzaju pogląd. Pogląd, który mówi o tym, że ojczyzna, w której żyjemy jest jak matka. Matka, która nas karmi, opiekuje się nami i wychowuje nas. A matkę trzeba szanować, prawda? Uważam, że nasz kraj jest piękny. Powinniśmy się mierzyć z przeciwnościami losu, a nie uciekać przed nimi. Należymy do tego społeczeństwa, więc powinniśmy działać. Działać, żeby było jak najlepiej.

Przedstawię wam krótko historię mojego historycznego bohatera, który był niegdyś wielkim patriotą.
Tadeusz Reytan żył na przełomie XVII wieku, był polskim szlachcicem herbu Rejtan oraz posłem. Szlachcic stawiał wielki opór przeciwko skonfederowaniu Sejmu Rozbiorowego. W dniu, w którym miał zostać podpisany traktat rozbiororwy, poseł własnym ciałem próbował zagrodzić wejście do sali obrad. “Po moim trupie” - takie właśnie słowa kierował do pozostałych posłów, którzy probowali dostać się do środka. Niestety szlachcicowi nie udało się zapobiec podpisaniu traktatu. Politycy ominęli Reytana, który leżał w drzwiach aż trzydzieści sześć godzin bez jedzenia. To nie była jedyna próba obrony swojej ojczyzny, Reytan wiele razy buntował się przed złymi decyzjami dotyczącymi państwa Polskiego. Uważam, że w dzisiejszych czasach mógłby być ogromnym autorytetem dla młodych ludzi. Był prawdziwym patriotą, który był gotowy upokorzyć się w imię ojczyzny, a nawet i za nią zginąć. Reytan był jednym z wielu polskich patriotów godnym naśladowania, dlatego teraz jest dla mnie wzorem i chciałabym być tak odważna jak on. 

Podczas trzech rozbiorów państwa, w Polsce panował okropny kryzys i chaos. Szlachta oraz duchowieństwo było podzielone, dlatego nasze państwo było jeszcze bardziej osłabione. Według mnie Polacy od zawsze mieli tą samą mentalność. “Cudze chwalicie,swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie” - słowa Jana Kochanowskiego świetnie potwierdzają moje przypuszczenia. Część szlachty odwracała się od ojczyzny i popierała obcych królów. W dzisiejszych czasach patriotyzm wyraźnie zanika, młodzi ludzie przyjmują obce zwyczaje, kulturę, wtrącają bardzo dużo makaroznizmów. Obawiam się, że większość z nich żyję w nieświadomości, ponieważ nie znają dobrze historii swojego kraju. Polacy mają wiele powodów do dumy, a mimo to cały czas jest im spieszno, by opuścić kraj. Gdyby każdy dołożył swoją cegiełkę, stalibyśmy się bardzo silnym i potężnym narodem, zupełnie wtedy kiedy panował wiek XVI. 

Ten okres był nazywany złotym wiekiem Polski, kiedy nasz kraj liczył prawie 1 milion kilometrów kwadratowych powierzchni. Liczne zabytki, dokonania w architekturze, piękne zwyczaje i obrzędy, język, literatura, sztuka jest naszą perełką, której często niestety nie doceniamy i zapominamy o niej. Zapominamy o tym, że rzeczy niemożliwe tak naprawdę nie istnieją. Polacy mają skłonność do narzekania na rząd, a często sami nie wiedzą czego tak naprawdę chcą i nie robią nic dla własnego kraju. Oczywiście politycy też nie są bez winy, już w dawnych czasach było wiele zdrajców i posłów dążących tylko i wyłącznie do osiągnięcia swoich prywatnych celów. Dobry polityk to taki, który chce sprawić, aby państwo funkcjonowało jak najlepiej.

Jan Matejko bardzo docenił polskiego szlachcica i namalował obraz, pt. “Rejtan - Upadek Polski”. Artysta spotkał się z mocną krytyką, jednak mimo to obraz został nagrodzony złotym medalem.


Myślę, że warto się teraz zastanowić czym jest dla nas ojczyzna. Czy trzeba robić wielkie rzeczy, żeby być wielki patriotą? Czy trzeba podejmować największe wyzwania, żeby pokazać, jak bardzo kocha się swój kraj?

Złamane serce #1 (z serii: motywacja)

Miłość to narkotyk. Potrafi nas tak odurzyć, że czasem nie jesteśmy w stanie odróżnić co jest dla nas złe, a co dobre. I właśnie to jest tak niebezpieczne, to może nas zabić. Mimo wszystko miłość jest cudowna, daje nam bardzo dużo szczęścia. Niestety to uczucie nie pozwala nam często racjonalnie myśleć. 

Ale co to właściwie jest “miłość”? Uważam, że nie da się jej dokładnie zdefiniować, bo to ogromne uczucie, którego nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Niezależnie jaka miłość, czy to matki do córki; męża do żony; dziewczyny do chłopaka, ale każda z nich jest wyjątkowa. Towarzyszy jej szczerość, zaufanie, bezinteresowność, oddanie się, akceptacja i wiele innych pozytywnych uczuć.

Miłość to najważniejsza cnota oraz sens życia. Warto o tym pamiętać, bo w chwili załamek, gdy już myślimy, że miłości nie ma - można sobie o tym przypomnieć. Jeśli jesteście gorliwymi chrześcijanami, macie dużo szczęścia. Dlaczego? Dlatego, że będąc z Nim, dostajemy tej miłości naprawdę dużo. I to tej prawdziwej, szczerej miłości.

Jeśli chodzi o miłość międzyludzką, nie zapominajcie, że nikt z nas nie jest idealny. Dlatego warto wybaczać ludziom drobne potyczki. O ile Ci ludzie kochają nas szczerze.

Powiem wam, co ostatnio przydarzyło się właśnie mi. Zakochałam się. Mimo że byłam w związku, moja druga połówka nigdy tak naprawdę mnie nie kochała. Byłam okłamywana. Teraz żałuję, że w ogóle się w to pchałam, bo moje serce jest doszczętnie połamane. Przyznaję się - ciężko mi się zebrać, nic nie ma dla mnie sensu. Nie będę wam mówić co się wydarzyło, o co poszło… Po prostu musicie wiedzieć, że to od początku nie miało sensu. Związek jest wtedy, gdy dwie osoby kochają, prawda?

Nie wolno bawić się uczuciami innych. Jeśli powiemy za późno “nie”, możemy kogoś zniszczyć. Teraz przez to wszystko mam różne, okropne myśli. Po tym będę bała się do kogokolwiek zbliżyć, czy zakochać się. Mam dziwne wrażenie, że kolejna osoba mówiąc mi “kocham cię”, oszuka mnie. To straszne, no nie? Ale zobaczcie - to tylko wrażenie. Dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że jestem młoda. Przede mną masa zauroczeń, marzeń, przyjaźni, miłości i przygód. Miłość jest, miłość była i będzie. Dlatego uważam, że jednak ktoś kiedyś pokocha mnie szczerze. Całą mnie. I nie będzie kazał mi się zmieniać, ale doceni mnie. Tego pragnę. Nie chcę skarbów świata, bo wszystkim, czego pragnę jest właśnie ten ktoś. Czas to cenny dar. Wierzę, że goi on rany i wierzę, że przynosi on szczęście. Czasem po prostu wystarczy poczekać. No i przy okazji zapracować. No, ale wszystko jest możliwe, prawda? 

Dlatego jeśli wy przeżywacie coś podobnego, jeśli ktoś złamał wam serce - pomyślcie. Pomyślcie, czy ta osoba naprawdę warta jest waszych łez, nerwów, a nawet czasem i ran. Czy to na pewno jest ten jeden jedyny/ jedna jedyna. Nikt nie ma prawa was krzywdzić psychicznie i fizycznie. Macie prawo być szczęśliwi. Musicie rozróżnić, czy wasze relacje z drugą osobą są toksyczne, czy to po prostu nieszkodliwe sprzeczki. Nie trzymajcie przy sobie kogoś na siłę, bo to nie ma sensu. Może ten ktoś naprawdę nie jest was warty? Może za jakiś czas spotkacie kogoś, kto pokocha w was każdy drobny szczegół? Proszę was, nie katujcie się. Ja teraz żałuję tego wszystkiego, bo to od początku było bez sensu. Działajcie, zanim ktoś was bardzo skrzywdzi.

Pamiętajcie - po prostu poczekajcie na kogoś wyjątkowego, nigdy nie dostajemy od razu czegoś, czego chcemy. Czas jest ważny. I nie dajcie się nikomu zranić, bądźcie szczęśliwi.

---------------------------------

(Dopisek z dnia dzisiejszego)

Przez ostatni rok nabyłam dużo doświadczenia w tej dziedzinie. Nie mówię od razu, że pozjadałam wszystkie rozumy tegoż świata, absolutnie. Dopiero się uczę, ale nie mogę wykluczyć tego, że coś tam jednak wiedzy mi przybyło. Jestem wdzięczna Magdzie za to, że przez ten cały czas uczyła mnie nie tylko miłości, ale i tego, jak być dobrym przyjacielem. Nie wyglądało to na zasadzie "rób tak, nie rób tego", o nie! Wręcz przeciwnie! Najlepszą nauką jest praktyka, a nie teorie. Magda, obdarzając mnie swoją wielką miłością (z początku oczywiście przyjacielską) pokazała mi wiele rzeczy. Człowiek dostrzega i uczy się na błędach, gdy ktoś go wspiera. Tylko wtedy.

Widzicie tą diametralną różnicę między postem z zeszłego roku, a dopiskiem z teraźniejszości? Wtedy byłam załamana. Kiedy ktoś złamie nam serce po raz pierwszy, czujemy się naprawdę fatalnie. Ale warto się nie poddawać, bo ta prawdziwa miłość przychodzi szybciej, niż myślicie. Dziewczyna pokochała mnie tak mocno, że nigdy wcześniej nie sądziłam, że ktoś może się we mnie tak zakochać. I dziś wiem, że było warto, że to wszystko miało sens.

Chciałabym wam coś jeszcze powiedzieć, ale jakoś nie mogę zebrać myśli. Wszystko, co najważniejsze napisane jest wyżej. 

Po prostu pamiętajcie, że: 1. Miłość jest. 2. Miłość przychodzi szybciej niż myślisz. 3. Miłość jest tylko wtedy, gdy towarzyszy jej: szczerość, zaufanie, wierność, oddanie. 4. Miłość to troska o drugą osobę. Pamiętajcie, że prawdziwy związek musi opierać się na dojrzałej przyjaźni. Bo tylko prawdziwemu przyjacielowi powierzymy najmroczniejsze sekrety, prawda?

I tak na koniec: radzę wam przeczytać "Hymn o miłości". Nie da się lepiej opisać tego wspaniałego uczucia.
© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X