Pewne zjawiska są tak oczywiste, że w ogóle o nich nie myślimy. Nie zastanawiamy się, w jaki sposób powstają. Procesy biologiczne towarzyszą nam na każdym kroku i z reguły nikogo nie dziwią. Znamy jednak wiele osób, które zadają sobie mnóstwo przeróżnych pytań i w konsekwencji dążą do odnalezienia na nie odpowiedzi. Nie chodzi tu jednak o zagadki dotyczące praw fizyki, mimo że są one bardzo ciekawe. Nie tym razem. Bowiem niektóre osoby zastanawiają się na przykład nad tym, jaka relacja łączy Słońce z Księżycem. Nikt nigdy ich o to nie pytał, co nie jest niczym nadzwyczajnym. Mimo tego wszyscy obserwujemy poczynania owej gwiazdy i satelity. Potrafimy odpowiedzieć na wiele pytań, które dotyczą tej interesującej dwójki, ale nie na to jedno. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co czuje Słońce do Księżyca i na odwrót. Spróbujmy to jednak wywnioskować. Każdego dnia Słońce budzi do życia cały świat. Cieszy, daje ciepło i energię. To dzięki słońcu możemy podziwiać kwiaty, które łapiąc swoimi płatkami promienie słoneczne - rozkwitają. To dzięki słońcu całe mnóstwo kotów może wygrzewać się na dachach domów i mruczeć z zadowolenia. To właśnie ta gwiazda rodzi w naszych duszach błogi stan. Jej promienie przedzierają się przez zasłony w oknach i wpadają do naszych pokoi niczym nieproszeni goście. No, tak, przecież nikt na to Słońcu nie pozwolił. Mimo to wiele z nas bardzo go oczekuje i nie uważa za intruza. Wręcz przeciwnie. Mam niezmierną ochotę porównać promienie słoneczne do spojrzenia. Osadzają się one na naszych meblach, ścianach i podłodze. W ten sposób Słońce przypatruje się ludziom, jednocześnie rozjaśniając każdy kąt ich domu. Udziela niezbędnej pomocy, o której czasem nie zdajemy sobie sprawy. Wspiera nas przy porządkach domowych i towarzyszy podczas porannego pośpiechu do pracy. Jakoś tak nieprzyjemnie człowiekowi, gdy Słońce ukryje się za chmurami. Możliwe, że w takich chwilach gwiazda najzwyczajniej w świecie jest naburmuszona. Oczywiście ma do tego prawo. Kiedy jednak zły humor opuszcza ową gwiazdę i z powrotem ukazuje swoje oblicze, pragniemy oderwać się od obowiązków i wyjść na spacer.
Niestety nic co piękne nie trwa wiecznie. W pewnym momencie natężenie promieni słonecznych maleje. Słońce schyla się ku horyzontowi, chce odejść. Nie wiemy gdzie, możemy się jedynie domyślać, że pragnie odpocząć. Powtórzę: przecież ma do tego prawo. Tak jak wszyscy. Gwiazda każdego dnia ciężko pracuje, opiekując się nami. A skoro mowa o relaksie, warto wspomnień o Księżycu. Dostojny, majestatyczny i poważny - to on zsyła nam odpoczynek. To dzięki niemu sen staje się przyjemniejszy. W nocy życie cichnie, uspakaja się. Oczywiście nie wszyscy idą wtedy spać. Blask Księżyca jest dla wielu ogromną weną. Ludzie przyglądając się zagadkowemu obliczu satelity, wpadają na przeróżne pomysły. To właśnie Księżyc jest świadkiem wielu szczerych rozmów, tajemniczych łez i niesamowitych zdarzeń. Zakochani wzdychają w jego stronę, a marzyciele snują opowieści o wyprawie w kosmos. Satelita sprawia, że noce nie są ponure, ale srebrne. Obdarowuje blaskiem liście, jeziora, a nawet opuszczone budynki. Podsumowując, Księżyc przynosi ukojenie, ale i energię. Dla każdego ma inny prezent. Niekiedy odbiera sen, kiedy pokazuje się w pełni. Może dlatego, że tej jednej nocy chciałby być podziwiany? Chciałby, żeby ludzie spędzili z nim tę godzinę czy dwie? Możliwe, że pragnie zwrócić ich uwagę nie tylko na siebie, ale i na sprawy przyziemne. Nocą z reguły nikt nigdzie się nie spieszy. Człowieka nic nie dezorientuje i nie rozprasza. Ma szansę, zastanowić się nad swoim doczesnym życiem. A Księżyc mu w tym pomaga.
Warto zauważyć, iż Słońce oraz Księżyc dopełniają się. Oprócz tego mają wiele wspólnego, jeśli by się lepiej przypatrzeć. Każdego dnia spotykają się na jednej drodze. Nigdy się nie dotykają, ale mijają. Nie wiemy, czy ze sobą rozmawiają. Istnieje prawdopodobieństwo, że mają własny język, którego żaden ziemianin nie jest w stanie zrozumieć. Nie wiemy, co tak naprawdę ich łączy. Przyjaźń? Miłość? A może kompletnie nic? Nawet, jeśli nigdy nie zamienili żadnego słowa, jednego nie da się zaprzeczyć: bardzo się dla siebie poświęcają. Księżyc umiera codziennie, by słońce mogło świecić i Słońce umiera każdego dnia, by Księżyc miał możliwość lśnić. Ile osób zwróciło na to uwagę? Są to przecież niesamowite postawy. Idealna współpraca gwiazdy i satelity oraz ich altruizm. Poza tym mają wspólny cel: opieka nad światem. Wprowadzają do niego ład i harmonię. To właśnie Słońce i Księżyc są największymi, a zarazem najbardziej niezauważalnymi obserwatorami ludzi. Ciekawe, co o nas myślą. Czy w ogóle istnieje szansa, że kiedyś się o tym dowiemy?
Na podobne pytania próbował odpowiedzieć niejaki Stiepan Zukov. Mieszkaniec Rosji, a dokładnie Moskwy. Młody mężczyzna, pracownik korporacji. Lubił swoje życie, rzadko na nie narzekał. Żył skromnie, bo do szczęścia wystarczały mu jedynie długie spacery z żoną. Czasami skarżył się na pracę, a dokładnie na ludzi, którzy go w niej otaczali. Miał inne poglądy niż pozostali. Jeśli uważał, że coś było złe, mówił o tym głośno. Inni uciszali Stiepana, podporządkowywali się ogólnym normom, zamiast wyrażać własne poglądy. Mężczyzna szczerze nienawidził takiej postawy. Uważał, że odwaga to jedna z najważniejszych wartości. Był chrześcijaninem i jego zdaniem to Bóg dodawał mu otuchy. Poza tym ze wszystkiego zwierzał się swojej ukochanej Sonii. No, i do tego pasowałoby wspomnieć o Księżycu, z którym też czasem prowadził różne pogawędki. Tak po prostu: po modlitwie i jeszcze przed snem. Często wspominał satelicie o tym, że nie może się wyzbyć pesymizmu. Umartwiał się, za dużo myślał o przyszłości i niekiedy za bardzo się buntował. Nie godził się z tym, co było, mimo że lubił swoje życie. Księżyc cierpliwie wysłuchiwał żali Stiepana, ale oczywiście nie oceniał go.
Z kolei Victoria Herrera Ramos, mieszkanka ciepłej Hiszpanii, była w świetnych komitywach ze Słońcem. Codziennie wstawała o świcie i witała swoje miasto wraz ze wschodzącą gwiazdą. Zjadała porządne śniadanie, ubierała się i wyruszała na poranny jogging. Nie zawsze miała na to ochotę, jednak wiedziała, że właśnie ta aktywność dobrze wpływa na jej zdrowie. Przy okazji należałoby wspomnieć, że Victoria chodziła do pracy każdego dnia, dlatego wiele osób mogłoby stwierdzić, że kobieta postawiła sobie poprzeczkę dosyć wysoko. Cóż, niewykluczone. Victoria była upartą osobą, a także zwolenniczką podejmowania mnóstwa wyzwań. Uważała, że właśnie takie przedsięwzięcia wzbogacają człowieka duchowo. Zresztą tak podpowiadało jej Słońce. Promienie słoneczne dawały Victorii dużo motywacji. Kobieta miała wrażenie, że właśnie one zachęcają ludzi do działania. To w końcu Słońce wysyłało ciepło i światło, bez którego ludzie by się nie obeszli. Mimo to upartość Victorii niekiedy zamieniała się w zawziętość. Miała wielu przyjaciół, którzy szanowali i cenili kobietę, ale tego w niej nie lubili. Victorii nie dało się przekonać do niczego, do czego sama nie była przekonana. Prawie nigdy nie zmieniała zdania i nikt nie potrafił na nie w żaden sposób wpłynąć. Nawet wtedy, gdy nie było do końca uzasadnione. Mimo to Słońce trwało przy Victorii niczym wierny towarzysz. A Victoria mocno to doceniała.
W innej sytuacji znajdował się Tarjei Mikkelsen, mieszkaniec Norwegii. Rzadko odczuwał szczerą radość, a to dlatego, że Słońce nie gościło w jego kraju zbyt często. Przez większość czasu pogoda była szara i nijaka. Tarjei nie miał ani sił, ani ochoty do prowadzenia pogawędek z Księżycem. Był bowiem przekonany, że satelita wszystko pogarsza. Uważał, że to właśnie przez nią dzień stawał się jeszcze krótszy i ciemniejszy. Nie miał pewności co do swoich założeń, ale trwał w nich. Tarjei nie lubił się długo zastanawiać, wolał działać. Nie miał ani refleksyjnej natury, ani duszy artysty, ale nie można powiedzieć, że nie był osobą wrażliwą. Choćby z tego względu, że bardzo opiekował się swoją rodziną, która stanowiła dla niego najwyższą wartość. Nie wierzył w Boga, ale doskonale wiedział, że należy miłować każdego. Miewał swoje upadki (jak każdy zresztą), bo zdarzało mu się nie wstawać rano do pracy. Czasem przyznawał się do lenistwa, a czasem nie. Może dlatego nie chciał rozmawiać z Księżycem? Może zwyczajnie wstydził się powiedzieć o swoich błędach? A to całkiem niepotrzebnie, bo Księżyc nikogo nie oceniał.
Z kolei obywatelka Stanów Zjednoczonych, niejaka Colleen Evans nie zwracała szczególnej uwagi na warunki atmosferyczne. Tym bardziej na Słońce czy Księżyc. Wiedziała o ich istnieniu, ale nie zagłębiała się w temat. Nie obchodziły ją żadne pogawędki ze srebrzystą satelitą i nie była zainteresowana solidaryzowaniem się z ognistą gwiazdą. Colleen jako niesamowicie energiczną i żywiołowa osoba, wiecznie posiadała jakieś zajęcie. Miała mnóstwo marzeń i nie zamierzała czekać, aż spełnią się same. Doskonale wiedziała, że tak się nigdy nie stanie. Marzyła o tym, by otworzyć własną restaurację, co nie należało do najłatwiejszych zadań. Dlatego też działała. Bynajmniej nie zwracała uwagi na "istotne szczegóły i detale", ale mimo to wyznaczyła sobie całkiem sensowne priorytety. To właśnie nimi kierowała się w życiu i nie zamierzała przestać. Była zdeterminowana. Może faktycznie niekiedy powinna ustąpić takim wartościom jak miłość czy przyjaźń, ale nie chciała. Dla niej liczyła się przede wszystkim praca. Nie wierzyła w Boga, ale w swoje możliwości. Ufała sobie, nie do końca innym. A ja jako narrator wszechwiedzący zdradzę, iż to było jej błędem. Nieufność wobec innych gubiła Colleen. Bywały momenty, że przeceniała siebie. Uważała, że każdy jej krok jest właściwy. Kochała swoją rodzinę całym sercem, ale czasami zapominała o niej podczas wielkiej gonitwy za marzeniami. Wiecznie zabiegana nie pamiętała, że przyroda również musi odpocząć. Słońce i Księżyc odpoczywało po swojej pracy. Mimo że Colleen należała przecież do przyrody i była jej częścią, rzadko kiedy się relaksowała.
Za to mieszkaniec gorącej Brazylii - Pedro Alves postępował całkiem inaczej. Dla niego czas odpoczynku był ważną chwilą, tym bardziej że nie lubił swojej pracy. Można by tu zaryzykować stwierdzeniem, iż szczerze jej nie znosił. Narzekał, ciągle narzekał, ale mimo wszystko nie rezygnował. Wiedział, że to właśnie praca pozwala mu godnie żyć. Z drugiej strony doskonale zdawał sobie sprawę, że stracił szansę na spełnienie marzenia. Sądząc po jego zachowaniu, można przypuścić, że wciąż czuł przez to żal. Każdego dnia chodził nadąsany i naburmuszony. Rzadko się uśmiechał i niechętnie wychodził z domu. Był kawalerem, zatem możliwość zwierzania się czy pokładania głowy na czyimś ramieniu po prostu nie wchodziła w grę. Miał czterdzieści dwa lata i już dawno przestał wierzyć, że spotka na swojej drodze miłość życia. Poza tym sam twierdził, że jego jedyną miłością jest to niespełnione marzenie, czyli piłka nożna. Od zawsze miał do niej dryg i co tu dużo mówić - prawdziwe zdolności. Niestety kiedy był nastolatkiem, doznał poważnej kontuzji, a rodzice definitywnie zakazali chłopcu grać. Od tej pory pilnowano, by Pedro całkowicie poświęcał się nauce. Choć po pewnym czasie pozbył się kontuzji, nie wrócił do gry. Nie oglądał meczy i nawet nie pomyślał, by dotknąć piłki. Wiedział, że to był błąd i że powinien walczyć o marzenia. A jednak poddał się. Czy było już za późno na odzyskanie marzeń? Słońce twierdziło, że nie i za każdym razem, gdy zachodziło, żegnając się z miastem, wysyłało Pedrowi tyle inspiracji, ile tylko mogło. Mężczyzna każdego dnia oglądał ten piękny krajobraz, popijając zimne piwo. Uśmiechał się smutno, bo ten widok mocno go wzruszał. Był pewien, że Słońce w ten sposób wspierało Pedra.
Z kolei Japonka, nastoletnia Yuki Niyama nie przepadała za spotkaniami ze Słońcem. Dziewczyna należała do tych, którzy uzewnętrzniali siebie i swoje uczucia dopiero po zmroku. Księżyc był świadkiem wielu bolesnych przeżyć Yuki. Widział, kiedy policja wyprowadziła z domu jej ojca, by go aresztować. Widział także ogromny ból w oczach dziewczyny. Znał na pamięć zapisane przez nią zdania w zeszytach, dziennikach czy pamiętnikach, wyrażające ogromny żal. Yuki miała wrażenie, że straciła ogromną część siebie, dowiedziawszy się o przewinieniach własnego rodzica. Mimo to ukrywała ból, uśmiechając się do świata każdego dnia. Nie chciała, by ktokolwiek inny znalazł się w takiej sytuacji. Zamierzała wspierać swoich rówieśników, będąc świadoma, że każdy z nich może mieć podobny problem. Lub też całkiem inny, ale wciąż bardzo bolesny. Sama topiła smutki w nauce albo pasji, jaką było rysowanie. Starała się nie myśleć o życiu negatywnie, nie chciała stracić całego szczęścia przez jedną sytuację. Dzielnie walczyła z uczuciem żalu i tęsknoty. Cały pokój dziewczyny był przyozdobiony rysunkami jej autorstwa. Yuki widziała w tym sens. Twierdziła, że pasja ją ratuje i właśnie dlatego nie przestanie rysować. Czy widziała w tym przyszłość? Niezupełnie. Za to Księżyc i Słońce zdecydowanie tak. Zarówno blask Księżyca, jak i promienie słoneczne przedzierały się przez zasłony i wpadały do pokoju Yuki. Z umiłowaniem padały na rysunki, jakby w ten sposób stawiały za nie wysokie oceny. A może po prostu chciały sprawić, żeby prace zyskały na wartości jeszcze bardziej?
Jedno jest pewne - wszyscy mają swoje wzloty i upadki. Wady i zalety. Chwile słabości oraz tryskającej energii. Nie inaczej było z mieszkańcem Francji - Louise'em Devaux. Nie miał on łatwej drogi do przejścia. Zresztą kto taką podążał? Louise od dawna chorował na raka, z którym dzielnie walczył. Może nie zawsze, bo rodziły się w jego głowie różne czarne scenariusze. Trudno się jednak temu dziwić. Nie miał przerzutów już od dawna, ale nowotwór był złośliwy. Louise niejednokrotnie poddał się chemioterapii, a także wielu operacjom. Łzy i nieprzespane noce nie były mu obce. Tracił wiarę w Boga, po czym znów ją odzyskiwał. Miał żal do siebie, Stwórcy i całego świata. Kochał swoją narzeczoną, więc bał się, że nie pobędzie długo przy jej boku. Z jednej strony pragnął wykorzystać każdą chwilę w jak najlepszy sposób, z drugiej miał ochotę się poddać. Być może nie wiedział, jaki jest sens jego życia. Być może wcześniej miał tą świadomość, ale choroba odebrała ją Louise'owi. Czasem potrzebował zapomnieć nawet o walce. O tym, że należy znosić przeciwności losu i mieć głowę w górze. Czasem po prostu chciał poczuć się wolny od wszelkich trosk. Ukojenie przynosiło mu niebo. Nieważne czy to błękitne, szare czy granatowe. Jasne, wesołe, smutne czy rozgwieżdżone. Patrzenie w niebo było dla niego nie lada przygodą. Przez swoją chorobę nie mógł podróżować, czego szczerze żałował. Zanim zachorował zwiedził mnóstwo miejsc. Nowotwór odebrał Louise'owi dużo marzeń i szans, zamknął wiele furtek - ale nie do końca. "Nigdy nie mów nigdy" - zawsze starał się pamiętać o tych słowach. Z całych sił próbował nie wątpić w moc Boga. Wiedział, że to właśnie dzięki Stwórcy ta najważniejsza część w Louise'ie zawsze posiadała swój blask. Mógł podróżować dzięki kolorowemu i nieokiełznanemu niebu. Oczami wyobraźni, instynktu i zmysłów. Kochał to, chociaż nie przyznawał się do tego nawet przed samym sobą. Twierdził, że to śmieszne. Ale kochał. Był wdzięczny Słońcu i Księżycowi. Zwłaszcza w chwilach słabości. Czuł się załamany faktem, że może stracić z oczu cały obraz piękna. Ale i Słońce, i Księżyc (nie tylko rodzina) wspierały Louise'a. Zapewniały go cicho, bo szeptem, ale zapewniały, że będą z nim do końca, a nawet dalej.
Czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele historii powstaje wokół nas. Nie dostrzegamy wdzięku oczywistych sytuacji. Czy powinniśmy? Myślę, że tak. Myślę, że powinniśmy mieć na uwadze naturę, która w odróżnieniu od nas jest zawsze czujna. Na świecie żyje około siedmiu miliardów ludzi i każdy z nich posiada swoją własną niepowtarzalną historię. Nieważne kto, kiedy i gdzie. Wszystkich łączy coś istotnego mimo tak znaczących różnic. A mianowicie Słońce i Księżyc, które są elementem natury. Wbrew pozorom to one towarzyszą wszystkim ludziom, tak jak Stiepanowi, Victorii, Tarjei'owi, Colleen, Pedro, Yuki czy Louise'owi. Ciekawe, czy ktoś by przypuścił, że właśni ci bohaterowie spotkają się kiedyś na drodze, która okaże się być w pewien sposób ich wspólną. Życie można traktować jak zagadkę, bo nigdy nie mamy pewności, co stanie się kolejnego dnia bądź kolejnej nocy. Choć może wydawać się to przytłaczające, trudno zaprzeczyć, że nie jest to niesamowite. Na pewne rzeczy czy sytuacje należy patrzeć oczami dziecka. Z tej perspektywy człowiek ma możliwość odkrycia wielu zjawisk na nowo. To pozwala być otwartym i wrażliwym. Nikt nie odbierze ludziom prawa do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Powinniśmy cały czas odkrywać świat, nawet w tych najmniejszych elementach. Nie można niczego ignorować: ludzi, historii, małych cudów, przyrody. Opisałam dosłownie skrawek życia siedmiu bohaterów. Dosłownie skrawek. Zrobiłam to, by naświetlić chociaż kawałek ważnego elementu. Chciałam uzmysłowić innym to, jak bardzo się od siebie różnimy, ale zarazem jak wiele nas łączy. Wady, zalety, ból i szczęście. Marzenia, pasje, praca, upadki i wzloty. Przyroda, która opiekuje się nami. Dzień i noc. Niesamowity mechanizm, dzięki któremu wiemy, kiedy należy odpocząć, a kiedy iść do pracy. Wszystkiemu towarzyszy przyczyna, cel i sens. Każdy człowiek ma znaczenie i tworzy szczególną historię. A detale, które często nie odgrywają w naszym życiu istotnej roli, bywają naprawdę ważne.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zostawiła możliwości swobodnej interpretacji. A jest wiele do interpretowania. Zatem zostawiam wszystkim zadanie domowe w tejże właśnie postaci.