18 maja 2018

Spontaniczne przemyślenia... #5 (z serii: kilka strzałów)

#PANEGIRYK_DLA_PRZYRODY

Od paru dni słońce kryje się za chmurami tak jak ja pod kołdrą wspomnień, które trzymają mnie przy życiu. To dziwne, bo te same wspomnienia zabijają. Otwieram okno, wychylam głowę i pierwszy wita mnie wiatr. Ciągnie za włosy, czule szepcze do ucha. Unosi się i opada tak jak moje nadzieje. Porusza liśćmi, wprawia w ruch cały świat, ale jeszcze nie mnie. Wciąż stoję w miejscu i wpatruję się w szare niebo, z którego spadają drobne krople deszczu. Prawie niezauważalne, zupełnie jak moje łzy. I wcale nie otwieram parasola, gdy deszcz zamienia się w ulewę. Wręcz przeciwnie. Pozwalam, żeby krople ciążyły na moich rzęsach tylko po to, by zaraz spłynęły po policzkach cienkimi strużkami. Przemoczone ubranie zaczyna przywierać do ciała, a przyjemny i zarazem przenikliwy chłód zapiera dech w piersiach. Gwałtownie wciągam powietrze do płuc. Pachnie nie dająca się opisać świeżością. Coś we mnie drgnęło. Coś poruszyło się na dnie duszy, kazało złapać za notatnik i spisać kolejne myśli. Panegiryk dla przyrody. Uwielbiam Cię, Naturo. Uwielbiam Cię za to, że dajesz mi natchnienie. Obserwuję Cię na każdym kroku, niezależnie czy jestem w mieście, czy w głuszy. Zawsze Cię odnajdę, tak jak Ty odnajdujesz mnie. Zazwyczaj tęsknie za słońcem, ale dzisiaj dziękuję za deszcz. Nie ma osoby, która by mnie rozumiała bardziej niż dzisiejsze niebo. Ściany się temu przyglądają, ale jak zwykle nic nie mówią. Słuchają. Pragnę się od nich oddalić, uwolnić. Potrzebuję wdychać tą świeżość, w której kryje się coś wielkiego. Siła, nowa nadzieja... Życie. Patrzeć jak wiatr tańczy z kwiatami, jak krople deszczu rytmicznie uderzają o beton i giną w kałużach. Nagle wiatr ustaje i każdy listek zastyga w bezruchu. Po chwili znów nastaje moment radosnego uniesienia, w którym przyroda staje się żywsza od nas samych. Fakt, należymy do niej, ale dlaczego nie możemy ze sobą tak dobrze współgrać? Wystarczy spojrzeć na te zapracowane mrówki, które noszą na barkach różne przysmaki. Takie małe, a tak wielkie. Wystarczy posłuchać piejącego koguta, który chce się cieszyć pięknym porankiem wraz z ludźmi. Wystarczy dotknąć delikatnych i kruchych skrzydeł motyla, by poczuć życie. Bardzo ważne życie. Wystarczy na moment ukryć twarz w bukiecie polnych kwiatów, by poczuć przypływ radości. Wystarczy spojrzeć, przysłuchać się, dotknąć i powąchać. Musnąć chociaż fragment tego ogromnego dzieła sztuki, żeby odkryć w sobie i otaczającym świecie coś niesamowitego. Od dawna wiem, że skoro jestem, to żyję dla tego widoku. Dziękuje Ci, Boże, za moich braci. Za ten ogromny obraz, którego nie pomieści żadna galeria. Za chmury, które zawsze się gdzieś spieszą. Za słońce, które promieniami obleka świat w złoto. Za księżyc, który swoim srebrzystym blaskiem muska gładką skórę dziewczyny śpiącej zbyt daleko ode mnie. Za gwiazdy, których nie potrafię zliczyć, lśniące niczym najpiękniejsze oczy. Za drzewa, które są schronieniem, ostoją i symbolem siły. Za kwiaty, w których zakochuję się każdego dnia, bo ich urok rzuca na mnie czar. Za wszystkie kolory, które każą mi się zatrzymać i zachwycić. Nie potrafiłabym zliczyć tych cudów, które nam podarowałeś. Nie umiem się nimi nacieszyć, czuje nieograniczoną wdzięczność. Dziękuję za piękny świat, ale w takim razie jaki musi być raj? A może Ziemia to druga kraina wiecznej radości, tylko po prostu o tym zapominamy? Może zaniedbujemy piękno? Nie pielęgnujemy go tak jak powinniśmy? 


#KŁOPOTY

Stajemy się starsi, dorastamy i oczami duszy przenosimy się do czasów, w których przeżywaliśmy dziecięce lata. Piękne, beztroskie lata. Tylko czy aby na pewno do końca beztroskie? Człowiek się rozwija i zaczyna rozumieć coraz więcej. Poznaje otaczające go środowisko, doznaje czy doświadcza nowych rzeczy. Obserwowałam dzieci bawiące się na placu zabaw i nagle pomyślałam: chcę znowu być dzieckiem. Po chwili zreflektowałam się. Te kochane brzdące również mają swoje troski i problemy. Cierpienie i zmartwienia dorosłych nabrały innego, nowego wymiaru, ale podobnie skomplikowanego jak te, które posiadają dzieci. Ola powiedziała, że największym problemem siedmiolatka może być tęsknota za mamą, która wyszła do sklepu. Jednak ten smutek może stanowić naprawdę duży ciężar. Wyobraźnia dziecka pracuje, zresztą nie jest ono jeszcze wszystkiego świadome. Usłyszy za oknem przelatujący helikopter i okropnie się wystraszy, bo to normalny odruch. Boimy się tego co nieznane. Niezależnie, ile mamy lat. Zatem bezsensem jest zazdrościć innym sytuacji, w której się znajdują. Każdy przeżywa cierpienie, każdy bez wyjątku. Myślę, że powinniśmy się wspierać i starać rozumieć swoich bliźnich. Tym bardziej że każdy inaczej przeżywa ból. Jedni radzą sobie z nim lepiej, inni gorzej, a niektórzy w ogóle. Niełatwo wyrobić w sobie wyrozumiałość, być może wymaga to doświadczenia, wrodzonej wrażliwości albo po prostu dojrzałości. Jednak nietrudno zdobyć się na miłość do drugiego człowieka. Oprócz tego warto doceniać to, co się ma, to naprawdę pomaga w osiągnięciu szczęścia. Pokora, cnota trudna do wykorzystywania w praktyce, ale wcale nie jest ona abstrakcją. W dodatku ułatwia  pokonywanie problemów.
Wracając do tematu dzieci, uważam, że pomimo swojego młodego wieku i braku obowiązków, przeżywają cierpienie tak samo jak my i mają swoje troski. Od dorosłych dzieli je etap życia, w którym się znajdują, a także doświadczenie. Nasze kłopoty posiadają nieco inny wymiar, bo dotyczą innych spraw, tylko my potrafimy wyrobić w sobie pewnego rodzaju "tarczę". Dzieci nieobdarte z czystości i dziecinnej wrażliwości czasem przeżywają smutek dwa razy gorzej niż dojrzała osoba. Zresztą warto pamiętać, że psychika niezależnie w jakim wieku jest psychice nierówna. Wszyscy się różnimy, przeżywamy różne zdarzenia całkiem inaczej. Moją receptą na to jest wyrozumiałość i empatia. To trudne, ale czasem trzeba sobie uprzytomnić, że nie siedzimy w niczyjej głowie i nie mamy pojęcia, jak czuje się drugi człowiek. Po prostu zawsze bądźmy gotowi na niesienie pomocy.


#MARZENIA

Nie potrzebują równouprawnienia, bo są dla wszystkich. Nieważne czy wierzysz w Boga, bogów, czy nie wierzysz wcale. Nieważne czy jesteś homoseksualny, czy heteroseksualny. Nieważne czy masz dwie nogi, czy jedną. Nieważne skąd jesteś i gdzie mieszkasz. Nieważne jakiego koloru skóry jesteś Nieważne ile masz lat. Nie pozwól odebrać sobie marzeń. One Cię budują i pchają do przodu, wpływają na Twój rozwój, dają nadzieję. Zwątpiłeś? Nie martw się, ja ciągle wątpię. Możesz rezygnować, upadać, nie wierzyć. W końcu i tak wstaniesz i do nich wrócisz, a wiesz dlaczego? Bo kochasz to, co robisz tak jak ja. Kochani, wiecie, ile razy chciałam zrezygnować z pisania? Błagam, przecież tego prawdopodobnie nikt nie czyta. Załamywałam się, myślałam, że jestem zakałą pisarstwa. Otóż nie - może nie robię tego nawet odrobinę dobrze, ale to nic. Mam jak najlepsze intencje, staram się i pracuję. Kocham to nad życie, kocham swoją pasję jak kobietę życia. Piszę, bo bez tego bym nie przeżyła. Przelewam na papier milion uczuć, tysiące myśli, których nikt w życiu by nie wysłuchał. Coś potem z tego powstaje, dla mnie coś niesamowicie ważnego. Po prostu czuję ogromny sens w pisaniu tych prac. Ani na moment nie straciłam nadziei, że te wypociny komuś się przydadzą. Po to stworzyłam tego bloga, by nieść pomoc innym chociaż w najmniejszym stopniu. Może ktoś trafi tu przypadkiem, osoba, która potrzebuje właśnie kilku słów. Wcześniej się wychylałam, chciałam być czytana. Teraz z uśmiechem przysłuchuję się moim koleżankom, które wciskają innym swoje prace. Dobrze robią, jeśli jeszcze mają siłę. Ktoś powiedział, że trzeba się narzucać, jeśli chce się coś osiągnąć. Wy róbcie, jak chcecie. Niektórzy wolą pracować w ciszy, by dopiero efekty zrobiły niezły hałas. Proszę bardzo. Tylko proszę was o jedno - nie porzucajcie tego, w czym odnajdujecie prawdziwych siebie. Nie rezygnujcie z tego, co kochacie. Wasze organizmy nie przeżyją bez tlenu, a wasze dusze bez pasji. Cokolwiek by to nie było. Jeśli uwielbiacie zbierać znaczki, kolekcjonujcie je. Nigdy nie myślcie, że coś jest głupie albo że nie ma sensu. Jeśli dla was ma, to dla reszty świata także. Teraz ktoś zarzuci, że nie każdy człowiek posiada możliwości i odpowiednie warunki do spełniania marzeń. Może ograniczać go czas, problemy zdrowotne, druga osoba albo coś jeszcze. Otóż nie, bo jedyne co was ogranicza to wasze myśli. Te wszystkie wątpliwości "a co by było, gdyby...". Tego nie wiesz i się nie dowiesz, póki nie zaryzykujesz. Walcz, jeśli wiesz, że możesz wygrać. Tylko nie zapominaj, że sukcesy nie przychodzą od razu. Za to niesamowicie cieszą, gdy się o nie starasz.
Czasem słyszę: "inni nie dostają takich szans jak ja, na przykład niepełnosprawni, a wciąż narzekam". Teraz wróć. Wszyscy dostają równe szanse. Tylko nie każdy potrafi je dobrze wykorzystać. Trzeba mieć pokorę, o której ciągle powtarzam. Krok po kroku dochodzić do swojego celu. Nie zawsze będzie dobrze i to normalne. Czasem nie potrafię przyjąć konstruktywnej krytyki, załamuję się i poddaję. Dopiero po dłuższym namyśle uświadamiam sobie, że dzięki takim opiniom mogę się rozwijać i pisać lepiej. Tak jest - nie urodziłam się z talentem jak Da Vinci i należy to zaakceptować. Niektórzy muszą pracować więcej. Trzeba w końcu obalić mit, że każdy ma talent. Jednak nie myślcie, że to coś złego i pesymistycznego. Jeśli jesteś zmuszony do pracy, to ciesz się tym, bo może taka jest właśnie misja? Może ta praca otworzy Ci oczy na jeszcze coś innego?
I to całkowicie nieważne kim jesteś i jakie masz marzenie. Ważne, byś robił to, co kochasz. Wybaczał sobie porażki, które są wpisane w nasze życie. Ludzie - perfekcyjnie nieperfekcyjni, ale jakże niesamowici. Nie bójmy się więc przekraczać granic niemożliwości. Odkrywajmy, że za tymi granicami znajduje się piękna rzeczywistość. Miejsce dla naszych marzeń, które zbyt często chowamy głęboko w sercu. Fakty są niepodważalne - będzie trudno, ale za to wrażenia ludzi niepowtarzalne - zatem dzielmy się nimi.






7 maja 2018

Kara śmierci #8 (z serii: kontrowersyjne tematy)

Kara śmierci - kara polegająca na pozbawieniu życia sprawcy, który popełnił zbrodnię. Egzekucję stosowano już w starożytności, odkąd tylko pojawiło się prawo. Najczęściej wykorzystywana przy zbrodniach uznawanych za uniwersalne, np. zabójstwo, zdrada stanu lub mniejsze wykroczenia takie jak cudzołóstwo. Wszystko w zależności od prawa i religii. Mowa o niej nawet w Starym Testamencie, w którym za czyny takie jak: pobicie rodziców, złorzeczenie im, czary, cudzołóstwo czy nieprzestrzeganie szabatu człowiek powinien zostać ukarany śmiercią.To właśnie zdanie: "kto przelewa krew człowieka, przez człowieka zostanie przelana jego własna krew" pochodzi z Biblii. Interpretuje się je tak, że każdy, kto dopuścił się morderstwa, powinien zginąć. Później znajdujemy uściślenie, w którym Biblia tłumaczy, że dotyczy to tylko umyślnego zabójstwa. Sam kościół katolicki obok religii judaistycznej przez wiele wieków stosował karę śmierci, np. za herezję. Nawet św. Tomasz z Akwinu pisał: "(...) człowiek, który dopuszcza się ciężkich wykroczeń, pozbawia się swojej godności i jest gorszy od bestii. Takiego człowieka można pozbawić życia". Obecnie kościół katolicki sprzeciwia się wykonywaniu kary śmierci, ale nie przekreśla jej całkowicie. Katechizm kościoła katolickiego dopuszcza takie rozwiązanie tylko w wyjątkowych sytuacjach, ale jak sam pisze: takie przypadki stanowią rzadkość. Zaliczamy do tego obronę własną, ponieważ jednostka ma prawo chronić swoje życie, ale nie może tego nadużywać. Ogólnie wiara katolicka sprzeciwia się odbieraniu życia, ponieważ według Biblii jest ono najwyższą wartością.
Kara śmierci została całkowicie zniesiona w 88 krajach, w 11 z wyjątkiem szczególnych przestępstw, a stosuje się ją w między innymi: niektórych stanach USA, Chinach czy wielu krajach Afryki. Ludzie jak w wielu kwestiach są podzieleni, zatem i tu można wyróżnić dwie strony: zwolenników kary śmierci oraz przeciwników. Nie ukrywam, że jestem zagorzałym przeciwnikiem pozbawiania życia kogokolwiek niezależnie od powodu.
Człowiek jest istotą słabą i choć ma rozum, może podejmować złe wybory. Kierowany niższymi pobudkami, pokusami czy silnymi emocjami często popełnia błędy. Jego zachowanie mogą determinować warunki, w których dorasta, co również wskazuje na omylność istoty ludzkiej. To dotyczy nas wszystkich, więc dlaczego mamy decydować o czyimś życiu? Uważam, że obowiązkiem każdego jest ratowanie bliźnich, również ich zagubionych dusz. Mówią, że bez sensu płacić podatki na rzecz więźniów, którzy po wyjściu z więzienia dalej łamią prawo. Odpowiadam: to po co ich wypuszczać? Poza tym sensowniej wykorzystać ludzki potencjał do prac społecznych, dzięki czemu przyczynią się do wielu dobrych rzeczy, a może nawet w jakimś stopniu się zresocjalizują  Po prostu dajmy tym ludziom czas, choćby do końca, żeby nawrócili się minutę przed śmiercią. Osobiście nie mam ani jednego argumentu, który opowiadałby się za karą śmierci. Według mnie człowiek, który sam grzeszy, nie ma prawa decydować o życiu bliźniego. I to mój pierwszy argument przeciwko. Bóg jest jedynym i sprawiedliwym Sędzią, który powierza nam największy z możliwych darów i może go odebrać. Jeśli nie Bóg, to etyka. Owszem, człowiek za złe czyny musi odbyć karę, ale śmierć jest bezsensem. Kara powinna uczyć, sprawić, że winowajca odczuje skruchę. Zatem kiedy odbieramy życie takiej osobie, odbieramy jej szansę na nawrócenie się. I to mój drugi argument przeciwko. Zresztą można skutecznie chronić społeczeństwo od sprawcy, izolując go.
Zwolennicy kary śmierci mówią, że odstrasza ona potencjalnych przestępców. Popierają się nawet badaniami, których wyniki jak się okazują, są błędne. Moim kontrargumentem jest całkiem racjonalna myśl: kara śmierci wcale nie odstrasza, na co dzień mamy do czynienia z potwornymi zbrodniami. Są miejsca, w których ludzie boją się wyjść na ulicę. Uważam, że to daje do myślenia. Zwolennicy twierdzą również, że egzekucja przekreśla możliwość popełniania kolejnych przestępstw, ale warto zauważyć, że w tej kwestii wystarczy dożywotnie pozbawienie wolności. Osoby będące za karą śmierci, często wspominają, że jest ona dopuszczalna przez Katechizm Kościoła Katolickiego, jednak tutaj występuje zjawisko niedokładnego śledzenia informacji i złej interpretacji, gdyż Kościół Katolicki, (jak pisałem wyżej) sprzeciwia się pozbawiania życia kogokolwiek, dopuszcza egzekucję tylko w wyjątkowych sytuacjach, które zdarzają się bardzo rzadko.
Jest o wiele więcej argumentów "za" i "przeciw", jednak skończę swoje rozważania już za chwilę. Podchodząc do sprawy subiektywnie, uważam, że przeciwnicy myślą bardziej racjonalnie, a życie człowieka jest dla mnie najwyższą wartością. Jezus nauczał, że trzeba pomagać bliźnim i starać się ich nawracać. Oddalając jednak kwestię religijną, samo mordowanie jest nieetyczne i niehumanitarne, zatem warto postawić pytanie: czy słusznie, że egzekucja jest PRAWNIE dopuszczalna w tak wielu krajach? 
Książka "Zabić Drozda" autorki Harper Lee jest doskonałym przykładem na to, że ludzie bardzo często kierują się nietolerancją czy nienawiścią do drugiego człowieka. Pisarka opisuje losy czarnoskórego mężczyzny skazanego na karę śmierci za to, że był Afroamerykaninem. Idealnie ukazuje słabość i głupotę skazujących ludzi, dając dowód na to, że egzekucja jest okrutnym błędem i niedopuszczalną pomyłką. Innym przykładem w literaturze może być "Zbrodnia i Kara" Fiodora Dostojewskiego. Główny bohater, Rodion Romanowicz Raskolnikow zabija starą lichwiarkę, tylko dlatego, by zaspokoić swoje niskie potrzeby. Uważał, że jest niezwykłym człowiekiem, który ma prawo przekroczyć granice etyczne dla dobra ogółu. Twierdził, że lichwiarka jest tylko "wszą". Kierowany niskimi pobudkami decyduje o życiu drugiego człowieka, co jest niewyobrażalną niesprawiedliwością. Mógłbym wymienić mnóstwo przykładów ze sztuki, z Nowego Testamentu czy własnego doświadczenia. Jednak myślę, że podałam całkiem sensowne argumenty, które mogłyby przekonać o słuszności mojego założenia, że kara śmierci jest jednym z najgorszych przymusów prawnych, jakie mogą istnieć. 



© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X