27 maja 2022

Ciało #16 (z serii: motywacja)

Musisz wiedzieć, że świat, którego obecnie doświadczasz, nie jest jeszcze tym idealnym dla ludzkiej duszy. Życie na Ziemi to jeden z etapów jej wędrówki po bezkresnym uniwersum. W związku z tym ludzka dusza potrzebuje zabezpieczenia w postaci pewnego rodzaju opakowania. Być może to słowo nie należy do zbyt estetycznych określeń, ale taka prawda! Poza tym żaden wyraz nie jest w stanie odrzeć ludzkiego ciała z całej swej szlachetności. Opakowanie bowiem ma być niezawodne, jego zadaniem (nad wyraz odpowiedzialnym) jest ochrona zawartości, a to z kolei należy docenić. Oczywiście, że przy okazji może być ładne, jednak wszyscy dobrze wiemy, że to pojęcie względne. A prawdą uniwersalną jest, że dusza stanowi fundament człowieka, bowiem na nią składają się: osobowość, charakter czy tożsamość. I to właśnie dusza jest źródłem Twoich myśli o ciele (i całej reszcie), nigdy nie na odwrót. Ciało nie mówi, że coś jest nie tak, po prostu wykonuje swoją pracę, a ma jej naprawdę dużo. Z kolei dusza, która doznaje cierpienia na jeszcze nieidealnym świecie, gna zupełnie na oślep, doszukując się problemu w czymś, co tak naprawdę jest zupełnie neutralne bądź wręcz dobre. Dlaczego się tak dzieje? Ja obwiniam za to ogrom otaczających nas bodźców oraz informacji powstających na skutek rozwijającej się w szalonym tempie technologii. Niezbitym dowodem na to jest fakt, że wszystkie moje teksty powstają w godzinach nocnych. Tak zwani „overthinkerzy" najbardziej cierpią, gdy już wszystkie światła zgasną i ucichnie muzyka. Trudno nam stawić czoła własnym myślom, przed którymi ostatecznie nie da się uciec. Nagromadzone z całego dnia urządzają prawdziwą gonitwę w mózgu, który już dawno powinien spać. Tymczasem noc to jedyna pora, w której możemy spokojnie pochylić się nad naszymi myślami, bo nic nas nie rozprasza. Jednak wracając do tematu dostrzegania problemów tam, gdzie ich nie ma, nie wiedzieć czemu, jako gatunek ludzki, mamy tendencje do skupiania się na rzeczach zupełnie nieistotnych. Potrafimy stworzyć problem ze zwykłej sytuacji. Neutralnym rzeczom i sytuacjom nadajemy negatywny ładunek emocjonalny. 

Dzisiaj jednak chciałabym przyjrzeć się po prostu ciału. Przypomnieć Ci, do czego ono służy i jak niesamowite jest. To prawdopodobnie będzie bardzo niemiłe, wręcz poczujesz, jak wylewam na Ciebie kubeł zimnej wody, ale… Jesteś niebywale niewdzięczny wobec swojego ciała. Tak, dokładnie tak: niewdzięczny. Twoje ciało opiekuje się Tobą non stop, dwadzieścia cztery przez siedem. Cała masa procesów w ludzkim organizmie zachodzi za pomocą podświadomości, dzięki czemu świadomość może skupić się na czymś zupełnie innym (co bardzo często źle wykorzystujemy). Mam na myśli takie procesy jak: bicie serca, oddychanie, trawienie, pobieranie i spalanie kalorii, regeneracja podczas snu, oczyszczanie się wątroby i tak dalej, i tak dalej. Twoje ciało dosłownie chroni Cię przed śmiercią, gdy gorączkuje, odruchowo odsuwa się od ognia czy wytwarza impulsy bólowe. Sam proces gojenia się ran jest niebywale fascynujący i świadczy o ogromnej woli przetrwania, a także równie ogromnej miłości ciała do ludzkiej duszy, do Ciebie. Mam nadzieję, że to pozwala Ci teraz inaczej patrzeć na własne ciało.

Ponadto ciało pozwala doświadczać duszy w stu procentach, ponieważ to ono posiada zmysły potrzebne do odbioru świata. Gdyby nie Twoje opakowanie, nie mógłbyś zaznać rozkoszy smaków, zapachów, kolorów, dźwięków czy seksualnych doznań. Nie mógłbyś oddać się swoim pasjom, nie byłbyś w stanie robić tego, co lubisz robić. Nie byłbyś w stanie grać w gry, chodzić po górach, podziwiać obrazów w galeriach sztuki czy sam ich malować. Teraz rozumiesz? Twoje ciało nie tylko pozwala Ci przeżyć, nie tylko nieustannie pracuje, abyś czuł się jak najlepiej. Ono pozwala Ci przeżywać życie. Czerpać najprostszą, ale za to jak znaczącą radość z rzeczy absolutnie przyziemnych. Ciało jednocześnie stanowi narzędzie oraz dzieło sztuki. A przecież dobry krytyk nie ocenia za pomocą pojęć względnych, takich jak: „ładne” czy „brzydkie”. Wie, że dzieło sztuki ma wzbudzić emocje i właśnie to robi Twoje ciało, bo nie ma takiego drugiego, jest absolutnie wyjątkowe. Jest czymś znacznie więcej niż „ładne” czy „brzydkie”. 

Mając teraz całą tą świadomość, spróbuj stanąć przed lustrem, spojrzeć na siebie i powiedzieć, że jesteś brzydki czy obrzydliwy. Słucham: co masz do zarzucenia swojemu ciału? Co chcesz w nim zmienić? Twoje ciało jedyne, czego sobie życzy to spokój. Kiedy Ty się zamartwiasz, organizm zaczyna chorować. Teraz może chcesz powiedzieć coś w stylu: „Widzisz, sama sobie udowodniłaś, że ciało jest jednak słabe i ograniczające”. A ja Ci odpowiem, że to nieprawda. Kiedy organizm choruje, daje Ci sygnał, żebyś się ogarnął, bo nic nie jest warte poświęcenia spokojnego życia. Poza tym ciało akurat na tym świecie wcale nie jest ograniczające, to MY, ludzie, je tak postrzegamy. Ciało daje Ci masę możliwości, o czym wcześniej już wspomniałam. Dzięki niemu możesz DOZNAWAĆ, spełniać się, realizować marzenia. Po prostu przestań wszystkiemu przypisywać ładunek emocjonalny, niektóre rzeczy po prostu są i mają nam służyć. Przestań doszukiwać się problemów w czymś, co stanowi TYLKO sytuację. Jedyne na co powinieneś w tym momencie zwrócić uwagę to na obniżoną odporność Twojego organizmu, choroby, które przechodzisz bądź przeszedłeś i uświadomić sobie, że to są znaczące sygnały. Nie, nie świadczą one o słabości Twojego ciała, przeciwnie, to oznaka walki i woli przetrwania. Ludzki mózg jest w stanie wyleczyć organizm, a jeśli mi nie wierzysz, poczytaj o tym. Jest ogromn takich przypadków. Tak, jak projektujemy sobie problemy, tak możemy zaprojektować sobie szczęśliwe i spokojne życie. Uczucia, takie jak pogarda czy zawiść prowadzą do chorób układu nerwowego. Ludzie, którzy umieją radzić sobie ze stresem, żyją dłużej i mają o wiele mniejsze ryzyko na zachorowanie na nowotwór.

Prawda, że ciało stanowi ważną część Ciebie, ale ustaliliśmy już, że podstawą jest dusza. W takim razie u jej źródła znajduje się odpowiedź na każde dręczące Cię pytanie. A więc jeśli coś Ci nie pasuje we własnym wyglądzie, możesz być pewien, że problem tkwi zupełnie gdzie indziej, znacznie głębiej. Nad tym należy się pochylić, a swoje ciało docenić i podziękować mu za każdy brany oddech.


2 maja 2022

theatrum mundi

Mokra od potu koszula nieznośnie przywiera do mojej rozgrzanej skóry. Muszę się bardzo postarać, aby odegrać rolę według scenariusza. Nieustannie czuję na sobie czyiś wzrok i nawet nie jestem w stanie zliczyć tych wszystkich par oczu. Oczekujące, przenikliwe, pełne napięcia spojrzenia wrzynają się w moją podświadomość, pozostawiając w głowie dziury. Te następnie zlewają się w bolesną bezkresną pustkę dryfującą gdzieś na poziomie świadomości. Jednak jedno z tych spojrzeń jest zdecydowanie najgorsze, ponieważ napawa mnie wyjątkowym przerażeniem. Ten przeszywający wzrok należy do mojego własnego Sumienia. Nieważne, jaką rolę odgrywam i na jakiej scenie stoję, głos Sumienia zawsze woła najdonośniej i nie są to wcale słowa pokrzepiające. Sumienie jest nie tylko Widzem, ponieważ bierze udział w każdym przedstawieniu i zawsze odgrywa te same role: adwokata Bohaterów oraz mojego oskarżyciela i prokuratora w jednym. Oczywiście oskarżycieli zawsze jest znacznie więcej, ale taka kolej rzeczy, gdy w spektaklu pojawiam się ja, Antybohater. Widzowie nigdy nie zastanawiają się, jak to jest za każdym razem odgrywać rolę tragicznej postaci, fatalnej jednostki. Oni raczej utożsamiają się z Sumieniem. Antybohater jest wynaturzeńcem, nie przejawia ludzkich cech, jest odczłowieczony. Nie czuję, aby Reżyser ze mnie zadrwił, przecież na kogoś musiało paść. To może wydawać się dziwne, ale moja rola należy do bardzo ważnych i odpowiedzialnych, noszę na barkach bycie najgorszym ze wszystkich postaci. To w praktyce oznacza, że każdy inny Bohater jest lepszy, ma w sobie coś wartościowego i tym samym wnosi do sztuki dobro, piękno oraz cnotę. Ja całkowicie przeciwnie, choć pragnę im dorównać, wiadomo jednak, że bezskutecznie, ponieważ nie da się zmienić swojej roli, nie da się tak po prostu przezwyciężyć fatum. W tym momencie zdaję sobie sprawę, że nie do końca udało mi się zaakceptować wolę Reżysera. Właśnie dlatego jestem Antybohaterem, a nie czarnym charakterem - nie chcę być zły, wynaturzony i niegodziwy, ale taki muszę pozostać w oczach Widzów, Sumienia czy Bohaterów.

Stoję z boku sceny jak zwykle bez sił. Śmieję się, płaczę i czuję jak umieram. Oczami wyobraźni zaglądam w przeszłość i widzę przeróżne sceny, w których brałem udział. Samotność w przedszkolu, bieganie z ukochanym czworonożnym przyjacielem po działce, pierwsza trójka z matematyki i strach przed powrotem do domu, odkrycie swojej największej pasji, fałszywa przyjaźń w starszej klasie szkoły podstawowej, samotność w gimnazjum, pierwszy papieros, pierwsza i zarazem bardzo poważna miłość, w której niestety jak zawsze zawiodłem po całości, marzenia o śmierci, rozpoczęcie liceum i zamieszkanie w internacie, częściowe uwolnienie się od codziennych kłótni z najbliższymi, feralna próba odnalezienia siebie przy osobie, którą prawie doprowadzam do zguby przez własne ego (druga podobna historia tylko zmienia się Bohater), pierwszy seks, dużo alkoholu, pogłębiająca się nienawiść do siebie, poznanie wspaniałych znajomych, z którymi cały czas utrzymuję kontakt, kolejny związek, zakończenie liceum z bólem serca, zdanie matury na całkiem niezły procent, który pozwolił mi rozpocząć wymarzone studia; fatalne zauroczenie; poznanie osoby, która ratuje mnie przed tym wszystkim… Rzucenie studiów, poczucie całkowitego zagubienia, podjęcie się pracy, studia próba numer dwa, prześmieszna próba odnalezienia i pokochania siebie, która oczywiście doprowadza kolejnego Bohatera do zguby i w końcu ostateczna decyzja o podjęciu pracy bez ukończenia studiów. Oczywiście uczestniczyłem jeszcze w wielu innych scenach, na przykład takich jak: wycieczki, wycieńczający płacz pod kołdrą, czy dokarmianie gołębi na krakowskim rynku. Po prostu wymieniłem te bardziej znaczące, które wniosły do przedstawienia coś istotnego. Teraz chcę się skupić na rolach, które odegrałem bądź nadal odgrywam: uczeń, syn, przyjaciel, kolega z ławki, chłopak, pracownik, potencjalny samobójca, wróg swojego Sumienia i całego świata. Wszystkie absolutnie fatalne. Za każdym razem jestem Antybohaterem i za każdym razem Sumienie patrzy na mnie z kpiną i odrazą. A ja za każdym razem, gdy pragnę coś naprawić i sprawić, by Sumienie odpuściło mi grzechy, tylko pogarszam sytuację.

Wodzę dookoła nieprzytomnym spojrzeniem i wiem, że potrzebuję akceptacji Widzów oraz Bohaterów, abym mógł żyć. Liczy się tylko ich zdanie, osąd i opinia. Sumienie nie ma litości i czuję, jakby nigdy do mnie nie należało, bo próbuje mnie całkowicie unicestwić, nie bacząc na żadne moje starania. Stoję zupełnie skołowany i lekko kiwam się na boki przez brak sił w nogach. Czuję uciążliwe mdłości - tak bardzo pragnę zwymiotować swoje wnętrzności, jakby to miało przynieść ulgę. Nie mam pojęcia, w czym zawinił organizm, który robi wszystko, by po prostu utrzymać się przy życiu. Chyba właśnie to - pozwala oddychać komuś, kto nie jest wart ani jednego wdechu. Czuję do siebie ogromny wstręt i chciałbym pozbyć się tego, co powoduje wszystkie moje porażki, ale doskonale wiem, że musiałbym po prostu skończyć ze sobą, ale… Antybohater nie ma na to odwagi, a co najgorsze - posiada on jeszcze jakieś resztki chęci do życia. Kolejny powód do poczucia winy, te wszystkie momenty, w których coś sprawia mi szczerą przyjemność. 

Przyglądam się Bohaterom z zazdrością. Są tacy piękni, wartościowi, utalentowani, godni miłości i szczerej akceptacji. Widzowie są oczywiście zachwyceni, a gdy kierują wzrok na mnie, ten zmienia się diametralnie. A ja to przyjmuję, ale wcale nie z lekkością. Wiem, że nie pasuję do żadnego scenariusza i w żadnym nie jestem mile widziany. Reżyser uparcie twierdzi, że nic nie zaszło przez pomyłkę, ale pozostali tłumaczą to równowagą i tym utartym frazesem: „u boku dobra musi kroczyć zło”. Ciągle to słyszę - „nie przejmuj się, Antybohaterze… Obok piękna musi stać brzydota, aby się nam przypadkiem nie znudziło”, „obok szczęścia musi być nieszczęście”. Wszystko to wypowiadają z przekąsem i odrazą. Udają, że rozumieją, ale w rzeczywistości gardzą moją sytuacją. Najtrudniej znosić mi ich wyznania miłości. Robią to zawsze chwilę po tym, gdy stwierdzą, że nie jestem wystarczająco wystarczający. Kochają mnie, ale kiedyś byłem lepszy. Kochają mnie, ale kiedyś byłem ładniejszy. Kochają mnie, ale tylko gdy nie jestem sobą, bo jestem obrzydliwy. Kochają mnie, ale nie mają ochoty zrozumieć. Kochają mnie, ale jestem leniwy, bezczelny, użalający się. Kochają mnie, ale powinienem się zmienić, a jak bym już się zmienił, to znajdą kolejny powód do wdrożenia następnej zmiany.

Kiedy przedstawienie się kończy, najczęściej pozostaje pustka i lęk. Za każdym razem z ogromnym niepokojem wyczekuję Reżysera niosącego nowy scenariusz, zapewne podobny do poprzedniego. Przyzwyczaiłem się, a mimo to za każdym razem doznaję cierpienia. Bohaterów wcale to tak bardzo nie przeraża, każdy z nich ma w sobie coś, co pozwoli im przetrwać, mają nawet wiele takich cech. Ja nie posiadam ani jednej. 

Uśmiecham się blado, a w myślach liczę sekundy, które płyną nieubłaganie. Czas również nie jest moim sprzymierzeńcem, przeciwnie, stale przypomina, że wciąż tkwię w miejscu i nie za wiele mogę na to poradzić. To znaczy pewnie bym mógł, ale nie mam sił, poza tym wszystkie próby polepszenia sytuacji kończą się fiaskiem. Tracę nadzieję, która dosłownie spływa stróżką potu i krwi z otwartych ran mojego serca. Z nadziei uchodzi życie, kolejne niewykorzystane szanse przepadają. Wraz z opadającą kurtyną, opadam i ja. Z sił, już całkowicie. Jednak wiem, że wstanę, w końcu zawsze się podnoszę. Nawet nie słyszę oklasków Widzów, Bohaterowie jeszcze długo będą stać na scenie i radować się gromkimi brawami, podczas gdy mnie pochłania zupełny mrok. Wiecznie oddzielony od reszty normalnych Bohaterów, wiecznie niepasujący, wiecznie perfekcyjnie nieperfekcyjny. 

W końcu do moich uszu dociera jakiś głos. Pada pytanie:

     - A kim w końcu jest ten Antybohater?

    Ale nie mogę odpowiedzieć. To znaczy próbuję, ale zagłuszają mnie odpowiedzi Bohaterów.  

    Więc po prostu milknę. 

   

© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X