23 września 2023

Rozważania o stokrotce

     Chciałabym mieć w sobie ten szczególny rodzaj upartości, który powoduje, że niby mały, lichy kwiat wzrasta pomiędzy kostką brukową. Nawet nikt by nie pomyślał, że właśnie tu może zrodzić się życie, a jednak stokrotka dziarsko zapuściła swoje korzenie. Przyglądam się temu ciekawemu zjawisku i zastanawiam się nad paroma kwestiami: Dlaczego w tym miejscu? Dlaczego akurat stokrotka? Dlaczego nie towarzyszą jej trawa, mech czy chwasty? Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu moja kontemplacja stokrotki rosnącej pomiędzy kostką brukową będzie wydawała się śmieszna, jednak osobiście dostrzegam w tej sytuacji potencjał na filozoficzne rozważania. W końcu mamy ogrom wspólnych cech z naturą, więc dlaczego nie miałabym dostrzec tej zdrowej upartości również w człowieku? Ponadto, chętnie spróbuję odpowiedzieć na pytania, które sobie postawiłam. Kostka brukowa: miejsce niebywale niepozorne, a jednak spomiędzy niej widnieje skrawek życia. Może to znak, że niezależnie, w jakim miejscu się znajduję, mam szansę na rozwój? Na posiadanie nadziei zielonej jak kwiaty stokrotki? A dlaczego stokrotka? Piękna, choć równie niepozorna. Wydawałaby się zbyt mała, krucha i delikatna, aby zderzyć się z wyzwaniem, jakim jest twardy materiał kamienia. Może to znak, że powyższe określenia bywają pojęciami zupełnie względnymi? A może że POMIMO pewnego rodzaju kruchości czy słabości każdy z nas jest w stanie stawiać sobie różne wyzwania i z sukcesem je podejmować? Lubię i cenię sobie ludzki mechanizm obronny, który sprawia, iż dodajemy symbolikę do zjawisk czy sytuacji, które po prostu są i się dzieją. Oczywiście może to pójść w zupełnie odwrotnym, czyli katastroficznym kierunku, jednak ja obrałam sobie ten pozytywny. Jednakże, nawet jeśli miałabym odrzeć ten uroczy obrazek z mojego filozoficznego wywodu, wciąż pozostaje on piękny w swoim zwykłym jestestwie. Rozumiecie, nawet jeśli nie naruszyłabym w żaden sposób stokrotki rosnącej między kostką brukową swoimi ludzkimi myślami czy symboliką - ona po prostu jest. Po prostu rośnie i żyje sobie. Nic więcej, a wciąż tak wiele. I to jest piękne. Może po prostu wystarczyło w kilku zdaniach opisać to piękno, upuścić je na papier, aby podzielić się swoją radością z innymi? Potraktować sprawę czysto po artystycznemu? Nie wiem, może tak, ale ja widzę w naturze coś więcej, znacznie więcej i zawsze o tym pisałam. 

     Wychwytywanie takich rzeczy przychodzi mi lekko, naturalnie i zazwyczaj zupełnie nagle. Najpierw ta stokrotka, potem delikatnie falująca woda zalewu. Doskonale pamiętam, jak wtedy moje plecy przyjemnie ogrzewało słońce. Przysięgam, że obcowanie z naturą to najlepsza technika relaksacyjna, ponieważ połączenie tego przyjemnego ciepła i wpatrywanie się w spokojny ruch wody sprawił, że poczułam błogość. Zupełnie odpłynęłam, ale w takim dobrym sensie - to było coś w rodzaju medytacji. I też wtedy przyszła mi do głowy myśl, że w absolutnie całej naturze możemy doszukać się różnych analogii do codziennego życia. Delikatnie drgająca woda przypomniała mi rozbite lustro. To i to powoduje zniekształcenie odbicia. Pomyślałam sobie, że nawet w tym prostym zjawisku chowa się tak ogromne piękno, że mogłabym napisać wiersz, którym głównym tematem byłaby powyższa metafora. 

     Uważam, że artyści i filozofowie zawsze będą mieć ręce pełne roboty, a dzięki temu motywację do życia. Natura i ludzie, którzy są jej częścią, stanowią bezkresne źródło weny. Zawsze mnie coś zaskoczy lub po prostu przykuje uwagę, a to z kolei rodzi w głowie różne myśli. Dodatkowo, mam silną potrzebę, aby te refleksje przelać na papier, uwiecznić, zostawić dla innych. Proszę, nie uznajcie tego jako przejaw osobowości narcystycznej, bo nie mam zamiaru nikomu wpychać do głowy swojej wizji piękna czy poglądów. Dla mnie sztuka jest dialogiem, żywą relacją pomiędzy twórcą a odbiorcą. Poza tym, kiedy przepełnia mnie coś dobrego, naprawdę pragnę się tym dzielić i to błogosławieństwo, trochę jak dobry wirus. To jest właśnie dar sztuki. Przekazując książkę z rąk do rąk, dzielimy się ze sobą różnymi emocjami, refleksjami czy nauką.

     Znam pogląd, który mówi, że artyści to pasożyty społeczne, ale nie mam pojęcia, gdzie bym się znalazła, gdyby nie sztuka. Jednakże, z pewnością nie byłoby to dobre miejsce. Nie mam tutaj zamiaru debatować nad korzyściami uprawiania i odbierania sztuki, a jest ich cały szereg. Począwszy od rozwijania inteligencji emocjonalnej, poprzez zdrową regulację emocji, kończąc na trenowaniu pamięci czy wyobraźni. Ale fakt, że mogę coś tworzyć (nawet, jeśli nie znalazłby się ani jeden odbiorca!), sprawia, że czuję prawdziwe spełnienie i ba, że posiadam sens życia. Tak było, odkąd pamiętam i przepełnia mnie ogromna wdzięczność, że pasja zawsze trzymała mnie przy życiu. I jestem równie wdzięczna innym twórcom za to, że mogę wzbogacać swoje wnętrze w piękny i przyjemny sposób. 

© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X