25 marca 2018

Chwila dla siebie #4 (z serii: kilka strzałów)

Myślę, że każdy człowiek potrzebuje czasem pobyć sam. Żyjemy w czasach, w których każdy dzień dostarcza nam solidną dawkę informacji i bodźców. Z każdej strony zalewają nas nowe wieści, nowinki, wiadomości. Nierzadko czujemy się tym zmęczeni i chcemy odpocząć, potrzebujemy znaleźć się w pewnego rodzaju ciszy. Nie byle jakiej, czujemy potrzebę przywrócenia spokoju ducha. Jednak to nie jest jednoznaczne z potrzebą odsunięcia się od innych. Myślę, że wręcz przeciwnie, że to pragnienie zbliżenia się do innych. Nie chodzi o to, żeby wyjeżdżać jak najdalej od cywilizacji, żeby znaleźć się w głuchej ciszy. Wiecie, to takie ważne momenty, kiedy powinniśmy się wsłuchać w rytm własnych organizmów, bicie serc czy pęd myśli. Chwila dla siebie. Innym wystarczy dziesięć minut, jeszcze innym tydzień, niektórym jeden dzień. To taki czas, gdy wyłączamy się z codziennej gonitwy i przypominamy sobie o reszcie świata. O duchowych potrzebach, otaczającym nas pięknie i o innych ludziach.
Ostatnio wybrałam się na Krakowski Kazimierz w celu odbycia długiego, porządnego spaceru. To była właśnie ta "chwila dla mnie". Zdążyłam się rozmarzyć, wzruszyć, zasmucić, zachwycić i przemyśleć wiele spraw.  Zastanowiłam się nad sobą, zrobiłam nawet rachunek sumienia, a dzień później poszłam do spowiedzi. Przyglądałam się każdej kamienicy, kilkakrotnie przystawałam, by dłużej podumać. Ciekawiło mnie, jakie były historię tych budynków. Kto w nich mieszkał? Co robił? Czego by mnie nauczył? Wiecie, dla młodej osoby żyjącej w demokratycznej, wolnej Polsce to coś niesamowitego - kroczyć żywymi śladami historii. Właśnie w tej dzielnicy mieszkali Żydzi, przecież jeszcze nie tak dawno. To właśnie oni stworzyli w tamtym miejscu porządny dorobek kulturalny i artystyczny. Kazimierz przyciąga swoją niesamowitą atmosferą i pięknem. Te wszystkie knajpki, restauracje i kawiarnie wręcz błagają o to, by do nich wejść. Posiedzieć, napić się gorącej herbaty i wyjrzeć za okno. Spoglądać na ludzi, którzy akurat tutaj się nie spieszą. Kazimierz tętni życiem, ale zauważyłam, że serce tej dzielnicy bije swoim specjalnym rytmem. Innym niż sam Kraków. Tutaj trudno się nie zatrzymać, tak po prostu ominąć piękno i iść dalej. Sam ryneczek - mały, niby zwyczajny, a jak przytulny. Słynne zapiekanki, którym zwiedzający nie mogą się oprzeć. Targ staroci, który bardzo mnie zafascynował, a nawet głęboko wzruszył. Pamiątki po Żydach czy polskich żołnierzach z drugiej wojny światowej, pocztówki, monety, stare aparaty i wiele innych. Jednak największe wrażenie wywarła na mnie Żydowska opaska - symbol powstania w getcie warszawskim. Zaparło mi dech w piersiach, łzy od razu podeszły do oczu. Ktoś ją kiedyś nosił. Ktoś przeżywał to piekło związane z wojną. Niby wiem, niby uczę się o tym na historii, ale... Kiedy mogę dotknąć żywy fragment tej bolesnej i trudnej przeszłości, prawdziwie doświadczam, że to coś wielkiego, coś niesamowicie ważnego. Ważnego dla wszystkich, jednak w moim osobistym odczuciu najważniejsze dla mnie. Wszystko dlatego, że to wiąże się z moimi ideami. Nie trudno zgadnąć, że jestem wielką idealistką, a patriotyzm to jedna z moich przewodnich wartości. Najwyższą oczywiście jest Bóg, potem rodzina, miłość i pasja. Zamiłowanie do sztuki, wena, moje amatorskie prace. Oprócz tego kierowanie się zasadami, które sobie obrałam. Jestem tradycjonalistką, ale nie skrajną, bo otwartą na świat. Przede wszystkim na dobre zmiany, które miałyby wprowadzać szczęście w życie ludzi. No, i właśnie między innymi o tym myślałam, przechadzając się pośród wysokich, pięknych kamienic. Wyciszyłam się, dzięki czemu znowu dostrzegłam piękno i w duszy podziękowałam za nie Bogu, a także ludziom. Dodatkowo obudziło się we mnie wiele pragnień. Silnych, popychających ku działaniu, cierpliwemu dążeniu do celu. Nie zawsze wierzę w marzenia, przyznaję, ale wtedy zapragnęłam je spełnić. Po prostu robić to, co kocham i starać się, by miało to sens. Jednak o, ironio... Wyszłam na spacer, żeby pobyć sama, a kogoś zapragnęłam. Patrzyłam na wszystkich roześmianych ludzi, pary trzymające się za ręce i poczułam brak. Ciążącą pustkę, z którą od dawna walczyłam. Fakt, niby przywykłam, jednak potrzeba bliskości często daje się we znaki. Zatęskniłam za tym osobliwym uczuciem, ciepłymi uściskami i nocnymi rozmowami. Noszę w sobie ogromne pokłady miłości, którą mogłabym podarować, ale nikt nigdy nie chciał jej przyjąć. Doskonale wiem, że nie jestem idealna, ale za to gotowa na to, by kochać. Spacerując po tak pięknym miejscu jak Kazimierz, szczerze zapragnęłam mieć kogoś obok. Kiedy w pewnym momencie znalazłam się przed barem, w którym leciał hit lat siedemdziesiątych: "September" zespołu Earth, Wind & Fire, w oczach wyobraźni zobaczyłam siebie tańczącą z moją drugą połówką. Stałam tam chwilę, pozwalając ponieść się marzeniom i wsłuchując się w świetną piosenkę. Zastanawiałam się, jak długo muszę czekać. Dlaczego jeszcze muszę czekać. No i doszłam do całkiem przykrego wniosku. Gdyby zebrać wszystkie cechy kochanka romantycznego, nie ma takiej, która nie pasowałaby do mnie. Jestem i Gustawem, i Werterem, nieco Kordianem czy nawet Hrabią Henrykiem. Gdybym mogła wybrać sobie nazwisko, wybór od razu padłby na Wokulską. Dla wielu to żałosne, bo typowy ze mnie romantyk, więc średnio pasuję do realiów współczesnej epoki. Dla nielicznych to fascynujące i nietypowe, ale... Co z tego? W życiu kieruję się miłością, która jest dla mnie najważniejsza. To w końcu wartość pochodząca od Boga, najważniejsza cnota. Myśląc, że robię coś niezgodnego z zasadami, które wyznaję, bierze mnie na mdłości. Jestem wierna swoim wartościom, wymagam od siebie, ale potrzebuję u boku kogoś, kto zrozumie. Kogoś, kto patrząc na niebo, również zobaczy niesamowite dzieło Boga. Nasze oczy będą zwierciadłami dusz, które będziemy znać na wylot. Może idealizuje, może wzdycham do czegoś nieistniejącego. Możliwe, że wytyczyłam sobie utopijne cele, a potem spotka mnie przykry zawód. Jednak wiem, że Mickiewicz pisał z sensem, a romantyzm nie jest przepełniony banalną ckliwością. Przekonana o sensie idei pokrewnych dusz, szukam, czekam i wypatruję. Jestem pewna, że po świecie krąży druga tak bardzo zbłąkana dusza jak moja i kiedyś w końcu trafi w ramiona swojej ostoi. Już teraz uczę się tego, jak mogłabym stworzyć wspaniały dom.
Jeden spacer, ale tak wiele myśli. Te wszystkie kolory, dźwięki, zapachy czy twarze przechodniów za każdym razem uzmysławiały mi coś nowego. Coś niebywale istotnego. Uwielbiam spacery, bo podczas nich dużo myślę, dzięki czemu wciąż siebie poznaję. Jedynie czego żałuję to tego, że czas ze skutkiem próbuję przegonić każdy mój plan i niestety wiele marzeń. Pociesza mnie fakt, że jestem młoda. Młoda, ale świadoma, że trzeba zakasać rękawy. Kiedy tak zatrzymywałam się przed oknami restauracji czy kawiarenek, wyobrażałam sobie, jak siedzę przy stoliku, piję herbatę i czytam dobrą książkę. Niestety nie miałam chwili, by wdrożyć to w życie. Za to wiem, że niewiele potrzeba mi do szczęścia. Niektórzy mogliby pozazdrościć. Po co pędzić za rzeczami, które i tak przepadną? Gdzie w tym sens? Czy nie lepiej skupić się na tym, co naprawdę przynosi człowiekowi szczęście? Co zostaje w nim do końca? Wspomnienia nigdy nie blakną, jeśli się o nie odpowiednio zadba i zatroszczy. Nie zapomnimy o nich, gdy po prostu będą dla nas ważne.
Dużo myślałam o tym, że chcę zobaczyć jak najwięcej obrazów, obejrzeć mnóstwo dobrych filmów, skosztować wiele nowych smaków czy przeczytać tysiące świetnych książek. Poznać wielu ludzi, z którymi mocno się zaprzyjaźnię, a od pozostałych dużo nauczę. Tego właśnie mi brak i tego jestem złakniona. Otwieram się na nowe rzeczy, bo potrzebuję przeżyć życie w pełni i dobrze. Nie chcę żałować, że czegoś nie zrobiłam, bo wiem, że świat stoi przede mną otworem. A owszem, jestem idealistką i mam marzenia. A to obowiązuje mnie do walki o nie. Oprócz tego pragnę dobrych zmian, przede wszystkim chcę szczęścia innych ludzi. Gdybym mogła, zbawiłabym cały świat i szczerze żałuję, że tego nie potrafię. Mimo to zastanawiałam się, co mogę zrobić i tak naprawdę odpowiedź brzmi: bardzo wiele. Pamiętajcie, że małe gesty nigdy nie są małe. Stwierdziłam, że co rusz pojawia się okazja do czynienia dobra i nie można tego pomijać. Ponadto zauważyłam, jak bardzo interesuje mnie historia, którą chcę zgłębiać, ale w taki sposób, by odcisnęła na mojej duszy ślad, bym dobrze ją widziała. Ze wszystkiego pragnę wyciągać wnioski, uczyć się i doskonalić. Chcę odkrywać piosenki, o których wcześniej nie słyszałam. Czuć każdy dźwięk całą sobą, reagować na pojedynczą nutę jak na pocałunki. Pozwolić, by przyjemne dreszcze ogarniały moje ciało. Młodzi ludzie potrzebują intensywnych doznań i nie ma w tym niczego dziwnego. Pamiętajcie, że świat na was czeka.
A to wszystko to moje indywidualne sposoby na chandrę, nudę czy "chwilę dla siebie". Każdy może mieć własne podejście i inne upodobania. I prawidłowo. Odnajdujmy w tej całej pogoni za sukcesami szkolnymi czy zawodowymi chwilę dla siebie. Warto. Naprawdę warto się zatrzymać, wyciszyć i zastanowić. Zrobić restart i popatrzeć na świat oczami dziecka. Pokochać siebie i otaczające nas piękno jeszcze raz albo wreszcie. Rozejrzeć się dookoła, ale inaczej niż zwykle. Najważniejsze: nie bójcie się wyzwań, nie cofajcie się. Każdy krok przybliża was do marzeń, o które musicie dbać. Póki marzycie, możecie być kreatorami kolorowej rzeczywistości. Twórzcie, działajcie, bo gdy jesteście aktywni, to wiecie, że żyjecie.




© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X