6 października 2021

Zmiany nie takie straszne #15 (z serii: motywacja)

Zupełnie nagle naszła mnie przypadkowa  myśl: dlaczego ludzie tak często używają zdania „ale się zmieniłeś/aś” jako obelgi? Zmieniłem się, czy po prostu dojrzałem? A, jeśli faktycznie się zmieniłem: czy to źle? Nie! Zmiany to naturalny element naszego życia i całego świata. Człowiek to złożona osobowość z niebanalną historią, którą tworzy każdego dnia w każdej minucie istnienia. Jeśli ktoś spotyka Cię po dłuższym czasie i jest zaskoczony tym, jak wyglądasz i jak się zachowujesz, najwyraźniej sam nie dostrzegł żadnych zmian w sobie. 


Wszyscy obawiamy sie zmian, podświadomie na pewno w jakimś stopniu nadajemy temu słowu negatywne znaczenie. Czujemy, że jest owiane tajemnicą, która niekoniecznie przyniesie coś dobrego. Tajemnica to coś nieznanego, a nieznane wywołuje w nas strach, stres czy obawy. W pierwszej chwili wydaje się to absolutnie naturalne, że boimy się tego, czego nie możemy przewidzieć. Boimy się tego, czego nie znamy. Zazwyczaj wolimy wyjść z założenia, że nieznane może być dla nas nieodpowiednie, to trochę taka postawa obronna. Z drugiej strony w ten sposób możemy odebrać sobie dużo możliwości, szans i przy okazji energii. Zupełnie niepotrzebnie. Przecież warto wychodzić z własnej strefy komfortu. Czy nie jest tak, że boimy się ciemności, bo nie wiemy, co w niej czycha przez to, w dodatku niczego nie widzimy, ale tuż po chwili nasze oczy przyzwyczają sie do mroku i jednak nic złego się nie dzieje? Tak właśnie jest ze zmianami. Oczywiście nie zawsze i nie w każdym przypadku, różnie bywa, ale wiem z autopsji, że strach ma wielkie oczy. Sam czasem lubię zagnieździć się w jednym miejscu, tylko dlatego, że wydaje się ono najbezpieczniejsze, a tymczasem nieopodal jest jeszcze lepiej. 


Właśnie, zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu, ponieważ chciałbym je poświecić na głębsze rozważenie zjawiska, o którym przed chwilą wspomniałem, mianowicie lęku. Dosłownie dzisiaj dowiedziałem się, że są tylko dwa rodzaje strachu wrodzonego: lęk przed głośnymi dźwiękami i przed upadkiem. Całą resztę nabywamy wraz z wiekiem pod wpływem otaczającego nas środowiska. Istotną rolę w strachu wyuczonym odgrywa wyobraźnia. Nie, nie popełniłem błędu, naprawdę powodem lęku wyuczonego jest nasza wyobraźnia, która często po prostu płata figle. Kluczową różnicę pomiędzy strachem wrodzonym a nabytym stanowi fakt, iż ten pierwszy jest naturalny i potrzebny, ponieważ alarmuje nas przed prawdziwym niebezpieczeństwem. W dużym skrócie i uproszczeniu: chodzi o instynkt samozachowawczy. Z kolei z tym drugim jest zupełnie inaczej i pod żadnym pozorem nie należy go mylić z intuicją. Ten rodzaj strachu nazywany jest również nienormalnym, dlatego uważam, że uleganie mu stanowi anomalię. W końcu człowiek jest stworzony do wysokich zadań, a taki lęk tylko wytrąca go z równowagi i wydłuża drogę do celu.


Jaki z tego wniosek? Strach przed zmianami jest niemiłą i niekoniecznie autentyczną sugestią naszej wyobraźni. No i na pewno nie warto jej ulegać. Przypomnę tylko, że zmiany są naturalnym elementem ludzkiego życia i przychodzą samoistnie. Może teraz trochę namieszam, ale według mnie stanowią również pewien schemat. Dokładnie tak, wszystkie nadchodzące zmiany stanowią schemat. Pierwszy przykład: cztery pory roku - lato, jesień, zima, wiosna i znowu lato, jesień, zima, wiosna… Nie spodziewamy się przecież zimy po wiośnie, ale jednak nie możemy przewidzieć, czy tegoroczne lato będzie równie słoneczne co zeszłe. Kolejny przykład to proces starzenia się. Sędziwy wiek to kolejny etap ludzkiej podróży po życiu, to nic innego jak faza. Zmiany są fazami, z kolei te tworzą sensowny i uporządkowany schemat. Czy zdołamy przewidzieć czyiś bądź nasz proces starzenia się? Odpowiedz brzmi „nie”. Nie, mimo że będziemy stosować specjalne diety, dbać o wygląd skóry czy kondycję fizyczną. Możemy się tylko domyślać, że te wszystkie elementy w jakimś stopniu pozytywnie wpłyną na proces starzenia się. Natomiast wraz z wiekiem nabywamy doświadczenie i wiele mądrości z wyciągniętych wniosków, odniesionych sukcesów czy porażek. Po upalnym lecie doceniamy przyjemny chłód, a po mroźnej zimie cieszymy się z tylu kwitnących kolorów. Po wielu latach pracy na jednym stanowisku otrzymujemy awans, wraz z którym rosną zarówno obowiązki jak i stawka. Nowa sytuacja, a zarazem schemat. Absolutnie każda faza ma swoje mocne i słabe strony. Jednak co jest ważne? Uważam, że skoro zmiany są naturalne, samoistne i wręcz wskazane, nie należy się ich zbytnio obawiać. Tak naprawdę, bez przychodzących zmian stałby się chaos, błędne koło. To właśnie stagnacja stanowi dla nas największe zagrożenie. Coś się u Ciebie zmieniło? Gratulację, zyskałeś kolejne nowe doświadczenie, tym samym poszerzając swoje horyzonty. Nie zawsze jest łatwo, przeciwnie, zazwyczaj zmagamy się z bardzo trudnymi i sytuacjami. Zmiany to wyzwania. Wymagają od nas umiejętności dostosowania się do nowych okoliczności, co za tym idzie - wymagają od nas czasu i energii, czyli tego, co najcenniejsze. Pozwolę sobie powtórzyć: wszystko ma swoje słabe i mocne strony, ale żeby przeżyć życie dobrze, należy stawiać i skupiać się na tych drugich. 


Trzeba pamiętać, że wobec żadnej sytuacji nie jesteśmy bezbronni, w każdej istnieje jakieś rozwiązanie. To kolejny, odwieczny schemat: jeśli jest problem, to musi być i metoda. Czasem problemy pod wpływem samego czasu rozwiązują się samoistnie. Nawet smierć nie budzi grozy, kiedy zdamy sobie sprawę, że to po prostu kolejny etap podróży po życiu, ale przecież nie ostatni. Dusza nie umiera, jest wieczna.


Oczywiście to bardzo trudne, by nagle przestać się bać tego, co wpoiła nam wyobraźnia głęboko w podświadomości. By zupełnie nagle zacząć dostrzegać pozytywy w skomplikowanych, przykrych i uciążliwych sytuacjach. Czasem to się wydaje wręcz niemożliwe, ale tak naprawdę wszystko zaczyna się od poziomu naszej świadomości. Trzeba zwracać uwagę na to, o czym myślimy i w jaki sposób o tym myślimy. Należy monitorować własne reakcje, myśli i zachowania, by móc coś zmienić. Zawsze polecam od małych kroków, to działa. Jeśli coś nieoczekiwanie zmieni się w Twoim życiu, w pierwszej kolejności postaraj się ochłonąć i uspokoić. Tylko będąc spokojnym, możesz racjonalnie myśleć, a jak już dumasz, to rób to na własną korzyść, nie dokładaj sobie kłód pod nogi. Mam na myśli próbę odnalezienia chociaż jednej korzyści zaistniałej sytuacji albo pomocnego rozwiązania.  


Zmiany były, są i będą. Nie zostało nam nic innego, jak je zaakceptować, a nawet doceniać. 

7 września 2021

Krótko o posiadaniu wrogów #14 (z serii: motywacja)

Jeśli zabić to z klasą 

- zabij uprzejmością.


Ostatnio naszło mnie na taką refleksję: jak to jest mieć wroga? Słowo daję, nie zaznałem tego i wciąż nie chcę, bo domyślam się, jak ten cały żal, wrogość i negatywne uczucia mogą stopniowo wyniszczać człowieka. Jeśli żywisz wobec kogoś urazę, nieustannie czujesz się spięty, zły i smutny. Jak widzisz, nie przynosi Ci to niczego dobrego, wręcz przeciwnie, odbiera energię. Lepiej odpuścić albo dać upust negatywnym emocjom w czymś, co będzie dla Ciebie korzystne: rozwinie Cię albo zrelaksuje. Zawsze dziwiłem się innym, że marnują cenny czas i energię na zajmowanie się nie swoim życiem. Czasami nawet na celowe i nieustanne sprawianie przykrości drugiej osobie. Tylko po co? Nawet jeśli ktoś Cie skrzywdził, niczego to nie rekompensuje i nie daje, chyba że masz na myśli to chwilowe poczucie przyjemności z dokonania zemsty, które szybko ustępuje miejsca pustce, niezadowoleniu, a nawet rozgoryczeniu. Nie mam wrogów, nigdy ich nie miałem i wątpię, by ktokolwiek widział wroga we mnie. Nie wiem, jak wspominają mnie ludzie z liceum, ale przysięgam, że nie było osoby, której bym szczególnie nie lubił, zawsze staram się być życzliwy wobec każdego, a przychodzi mi to naturalnie, bo z natury lubię ludzi i jestem do nich pozytywnie nastawiony. To jest super, bo nawet jeśli ktoś warczy pod nosem, to nie mój problem, nie mam sobie nic do zarzucenia. Jeśli ktoś plotkuje na mój temat, to po prostu współczuje, że woli skupić się na cudzym życiu niż na swoim. Strata czasu. Współczuję też braku odwagi, bo mógłby mi po ludzku powiedzieć w twarz, jaki ma problem, zawsze jestem otwarty na rozmowę. Szczerze nienawidzę plotek, trzymam się od nich z daleka, nigdy o niczym nie wiem i wolę nie wiedzieć, jeśli to nie moja sprawa, zresztą mam swoje zmartwienia czy powody do radości. (Jeśli boli Cię fakt, że ktoś o Tobie plotkuje, pomyśl, że dla tej osoby Twoje życie jest bardziej interesujące niż jej własne… więc to chyba nie Ty masz problem)…


No, dobrze, drogi czytelniku, zapewne już się w środku gotujesz, żeby mi powiedzieć coś w stylu: „A ty niby jesteś taki pozytywny? To przecież niemożliwe!” Zapewniam Cię, że jest możliwe. Nie boję się być sobą, nie boję się być szczęśliwy i nie boję kochać się siebie. Dlaczego? To proste: jeśli ktoś ma z tym problem, to znaczy, że sam boi się być sobą, boi się być szczęśliwy i nie potrafi siebie kochać. Ja takim osobom szczerze współczuję i nie czuję żalu. Życzę im wszystkiego co najlepsze, zwłaszcza miłości i akceptacji, bo właśnie tego najbardziej im brakuje. To jest właśnie powód, dla którego dotyka ich moje szczęście. W życiu nie wypadłoby mi do głowy, żeby mówić komuś jak ma żyć, co ma robić ze swoim ciałem, z kim ma być i jakie decyzje ma podejmować - nie mam do tego prawa. Mogę tylko wspierać i dobrze radzić, jeśli o to poprosi. Nie czuję potrzeby, by odbierać komuś wolność, bo sam jestem wolny. Wolny od tego, co ktoś o mnie powie czy pomyśli, wolny od wrogiego nastawienia do innych i świata. Zapewniam Cię, że Ty też możesz, każdy może. Po prostu skup się na sobie, na swoich pasjach, przyjemnościach, rozwoju, no i przy okazji patrz chociaż trochę pozytywniej na świat, a to z kolei przełoży się na dobre samopoczucie. Udowodniono zresztą, że osoby, które czują stały żal, zawiść i gniew cierpią na choroby układu krwionośnego o wiele częściej niż pozostali.


Największym dla mnie szokiem było zaobserwowanie nienawiści wśród różnych dyskryminowanych osób wobec innych dyskryminowanych osób. Do dzisiaj zastanawiam się, czy to daje im chociaż pozorne poczucie akceptacji i bezpieczeństwa, ale… to wiadome, że nie, no bo skąd? Jak? Zło rodzi zło. W nerwowej atmosferze nie może być inaczej niż nerwowo i koniec końców nie wnosi to niczego pozytywnego. Naprawdę dziwne zjawisko. Zawsze też bawią mnie dwie strony, z której żadna nie umie być mądrzejsza i nie potrafi odpuścić. Jeśli ktoś mnie atakuje, myślę nad tym, mimo że mówi pod wpływem emocji. Staram się wyciągać wnioski, bo… najzwyczajniej w świecie mogę się mylić, no nie jestem idealny. Nie byłem i nie będę - to ludzkie. W dodatku bardzo staram się nie kierować uprzedzeniami, bo przede wszystkim próbuję dostrzegać najważniejszą istotę całej sytuacji, czyli drugiego człowieka, z którym mam do czynienia. Po prostu. Trzeba widzieć drugiego człowieka. Jeśli ja mam czasem gorszy dzień, on też może. Zastanawiałeś się czasem, że osoba, w której masz wroga to w sumie człowiek taki jak Ty? Ma swoje radości, smutki, gorsze dni, ulubiony serial czy książkę (może nawet tą samą co Ty), chodzi do pracy i tak dalej, tak dalej. W pierwszej chwili brzmi to niedorzecznie i możesz nawet pomyśleć, że wysuwam kontrowersyjne tezy, a w skrajnym przypadku idiotyczne. Jednak to są po prostu fakty. Jakby tak w końcu odsunąć od siebie urazę i włączyć otwartość na rozmowę i zrozumienie, to można zobaczyć, że wszystkich coś łączy i nie ma sensu się nieustannie sprzeczać. Jeśli z kolei Ty jesteś otwarty i potrafisz odpuścić, a druga osoba nie, to po prostu nie walcz, znowu powtórzę: bądź wolny. 


Odczuwasz zazdrość? W takim razie niech ona zmotywuje Cię do działania. Ciesz się, że druga osoba posiada coś więcej, że tak wiele osiągnęła. Przecież też możesz. Nie przywiązuj się do uczuć, które trzymają Cię ciągle w jednym miejscu, a zazdrość właśnie tak działa. Karm się pozytywnością, bo dzięki niej zyskujesz. 


Ktoś Cię skrzywdził? Nie czuj nienawiści, problem zawsze leży po stronie, która krzywdzi, bo w ten sposób największe przykrości wyrządza sobie. Pamiętaj, że jeśli postępujesz dobrze, nie masz sobie nic do zarzucenia i nie musisz czuć się źle, wręcz przeciwnie. Ciesz się SWOIM życiem, bo tylko je możesz przeżyć i tylko Ty decydujesz, w jaki sposób. Czyjeś słowa nie definiują Ciebie, jesteś kimś więcej. Jeśli ktoś sprawił Ci przykrość, to jest to coś, czego wcale nie musisz przyjmować i możesz dalej dobrze żyć. W końcu nikt poza Tobą nie ma kontroli nad Twoim życiem i samopoczuciem. Możesz być szczęśliwy niezależnie od tego, co mówią inni, bo to Ty odpowiadasz za miłość do samego siebie.


Bądź wolny i szczęśliwy. Życzę Ci tego. Dużo miłości i akceptacji.

12 czerwca 2021

Poczucie własnej wartości #13 (z serii: motywacja)

    Nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek przyjdzie mi do głowy napisanie tekstu na temat poczucia własnej wartości, ale życie jest nieprzewidywalne. Nigdy nie wypowiadam się o czymś, o czym nie mam bladego pojęcia, a to znaczy, że w końcu dotarłem do etapu, w którym faktycznie zacząłem budować poczucie własnej wartości.

    Chcę zacząć od tego, że nie wstydzę się tego, kim jestem. Nie wstydzę się moich poglądów, gdyż opierają się one na szacunku do drugiego człowieka. Nienawidzę nienawiści, więc staram się nie odpowiadać atakiem na atak. Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo mam świadomość swoich wad i potrafię przyznać się do błędów. Wręcz lubię to robić i lubię, gdy ludzie konstruktywnie mnie krytykują, bo wtedy wiem, co mogę w sobie udoskonalić i zmienić na lepsze. Kluczem do sukcesu jest zaakceptowanie faktu, że robimy coś źle. Najpierw oczywiście trzeba to dostrzec. No i pamiętać, że popełnianie błędów to ludzka i całkowicie naturalna sprawa. Cała ta świadomość sprawia, że poczucie własnej wartości nie jest kruche. Pewność siebie opiera się na zdrowej miłości do siebie, co za tym idzie - zdajemy sobie sprawę zarówno z naszych zalet jak i wad. Samoakceptacja pozwala tworzyć zdrowe relacje z innymi, bo dzięki niej potrafimy popatrzeć na siebie i pozostałych obiektywnie. Tylko żyjąc ze sobą w zgodzie, możemy żyć w zgodzie z resztą świata. Dlaczego tak jest? Bo kiedy darzysz siebie zdrową miłością, potrafisz zaopiekować się sobą lepiej niż ktokolwiek inny. Ponadto umiesz wyznaczać granice, których ludzie nie mogą przekraczać. Z kolei to wszystko umożliwia Ci troszczyć się o innych.

    Jakie konsekwencje przynosi brak poczucia własnej wartości? Absolutnie tragiczne. Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie mam na myśli wszystkich i zdaję sobie sprawę, że brak pewności siebie przejawia się różnie u różnych osób. Skupię się na swoim doświadczeniu i na tym, co osobiście zaobserwowałem. Otóż człowiek, który zmaga się z brakiem poczucia własnej wartości, bardzo często ma większe skłonności do oceniania innych. Oceniania, ośmieszania, atakowania, zaprzeczania i wypierania niewygodnych czy bolesnych dla niego faktów. Ponadto skupia się na dostrzeganiu wad u drugiej osoby, by zapomnieć o swoich. Chętnie wytyka jej błędy, by zatuszować własne. Znacznie bardziej interesuje się cudzym życiem aniżeli swoim. Oczywiście bardzo często nie ma odwagi, by wyrazić dezaprobatę bezpośrednio przed drugą osobą, dlatego robi to za jej plecami. W taki też sposób narodziło się zjawisko hejtu w internecie. Skrzywdzeni ludzie czują się w nim anonimowi i wylewają całe oceany swoich frustracji. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie wymierzali agresywnego zachowania w inne osoby i przy okazji w siebie. To duży problem, bo słowa mają wielką moc i w istocie mogą zabić, a jeśli nie zabić to potwornie skrzywdzić, sprawić rany na całe życie. Nawet jeśli umiemy wybaczać, z pewnością nie mamy możliwości, by zapominać. Oczywiście nie należy mylić tego z wypominaniem, bo ono wiąże się z brakiem wybaczenia. Kilka zdań wcześniej użyłem wyrazu „skrzywdzeni" i chciałbym się do tego odnieść. Otóż, ludzie, którzy cierpią na brak poczucia własnej wartości, zostali kiedyś skrzywdzeni. Obawiam się, że na pewnym etapie życia takich osób najbardziej zawinili rodzice, ponieważ to oni od samego początku odpowiadają za ukształtowanie w nas różnych wartości i za to, jak postrzegamy samych siebie. Jednak należy pamiętać, że nawet jeśli ktoś nas skrzywdził, nic straconego, to wszystko można naprawić czy odbudować. Czasem niestety nie jesteśmy w stanie sami popracować nad zaakceptowaniem i pokochaniem siebie, dlatego wtedy należy udać się do specjalisty. To może okazać się niezbędne i zbawienne. 

    Nie da się być szczęśliwym bez miłości do samego siebie. Życie jest piękne, gdy nie czujesz potrzeby porównywania się do innych, gdy wiesz, że chcesz osiągać swoje, a nie cudze cele. Brak pewności siebie wiążę się też z poczuciem bycia niewystarczającym czy niegodnym miłości. Są też takie osoby, które na skutek braku samoakceptacji po prostu się w sobie zamykają, wycofują, boją się zawalczyć o marzenia. To bardzo przykre i trudne, ale powtórzę: Nic straconego, wręcz należy o siebie zawalczyć i zyskać miłość do człowieka, z którym spędza się dwadzieścia cztery na siedem. 

    Przyznam szczerze, że sam wciąż o to walczę, właściwie niedawno rozpocząłem walkę, ale już czuję się o niebo lepiej. Nie poddam się, bo widzę, ile mogę zyskać. Co daje pewność siebie? Przede wszystkim odwagę do walki o siebie, szczęście, marzenia i relacje, na których nam zależy. Ponadto sprawia, że nie czujemy potrzeby walczyć z innymi. Nie czujemy potrzeby udowadniania innym, kim jesteśmy, a kim nie jesteśmy. Nie dotyka nas konstruktywna krytyka, za to potrafimy ją dobrze wykorzystać. A już w szczególności nie przejmujemy się słowami skrzywdzonych, smutnych ludzi, bo mamy świadomość, że problem nie leży w nas. Oczywiście, to zawsze będzie bolesne, gdy ktoś probuje zranić, uderzyć w czułe punkty, ale pamiętaj: to nie Twój problem. Prawdziwy problem ma osoba, która Cię rani, bo jest cholernie skrzywdzona. Próbuje pomóc sobie, uderzając w drugą osobę. No, i niestety nigdy sobie nie pomoże, jeśli nie będzie chciała rozwiązać problemów u ich prawdziwego źródła. 

    Pójdźmy zatem dalej: poczucie własnej wartości w pełni pozwala być nam sobą. Pozwala nam wyrażać siebie bez obaw o to, co pomyślą inni. Kochani, niezależnie, co zrobicie - i tak pomyślą! Ludzie po prostu mają skłonności do oceniania siebie nawzajem. Oczywiście pojawiają się też takie uczucia jak zazdrość czy zawiść, ale musisz wiedzieć, że niewiele z tym zrobisz, bo mali ludzie nigdy nie będą chcieli odpuścić, popatrzeć na siebie obiektywnie czy obdarzyć kogoś empatią i zrozumieniem. Pamiętaj: to nie jest Twój problem. Po prostu nie odpowiadaj tym samym i staraj się zrozumieć, to może najbardziej pomóc takiej osobie, a przede wszystkim Tobie. 

    Poczucie własnej wartości pozwala żyć ze sobą w zgodzie, umożliwia stawianie jasnych granic i sprawia, że nie uzależniamy siebie i swoich uczuć od innych. Pierwszą, najważniejszą osobą, która umie się Tobą najlepiej zaopiekować jesteś Ty sam. Nawet, jeśli twierdzisz inaczej, zaufaj mi, po prostu musisz to odkryć. Oczywiście możesz zacząć pracę już teraz, wręcz zachęcam do tego, niekoniecznie potrzebujesz specjalisty. Na początku warto dostrzec swoje mocne strony i zapewniam, że takie posiadasz. W dalszej kolejności skup się na nich. Twoje słabsze strony pomogą ci się udoskonalać i wcale nie ma potrzeby, byś czuł się z nimi gorzej. Wyrzuć z głowy wszelkie obawy o to, co pomyślą inni, o to, czy będą oczerniać i kpić. Pamiętaj, podczas gdy Ty pracujesz nad lepszą wersją siebie, niektórzy ludzie tracą swój cenny czas na podcinanie Ci skrzydeł.

    Z przykrością obserwuję u innych niezdrowe zainteresowanie moim życiem. Serio, na moim instagramie notorycznie pojawiają się osoby, które nie żywią do mnie sympatii, wręcz przeciwnie. Wśród tych osób jest nawet mój były chłopak. Zastanawiam się: zablokować? Ale po co? Wciąż się łudzę, że każdy tchórz, który ma problem z moją tożsamością po prostu zechce się skonfrontować. Niestety to poszło o krok dalej, bo stalkowana jest nawet moja dziewczyna. Rozumiecie ten absurd? Mój były chłopak, który ma własne życie, czuje jakąś frustrację związaną z tym, kim ja jestem. Zastanawiacie się, czy nie boję się narażać na jakieś docinki. Nie, dlaczego miałbym się bać? Powtarzam: nie wstydzę się tego, kim jestem. Nikogo nie krzywdzę. Jeśli komuś pojęcie „transpłciowości" jest obce, to uprzejmie informuję, że korzystanie z encyklopedii nie boli. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie zajmują się nie swoimi sprawami, brutalnie wtrącając się w osobiste życie innych, ale to już nie mój problem. Nienawidzę tchórzostwa, za to jestem zwolennikiem rozmowy jako narzędzia służącego do rozwiązywania wszelakich konfliktów. Jestem bardzo otwarty na innych. Podyskutujmy, chętnie pomogę każdej niezadowolonej osobie wyzbyć się niepotrzebnej frustracji. Kochani, mam pełną świadomość tego, że ludzie w moim rodzinnym miasteczku dyskutowali albo wciąż o mnie dyskutują, ale co z tego? Czy mam rezygnować ze szczęścia i bycia sobą tylko dlatego że komuś się to nie podoba? W dodatku obcym? Albo byłemu chłopakowi, który dawno powinien rozstać się z przeszłością i w końcu obudzić się w teraźniejszości? Tak, jestem wkurzony. Jednak to nie ja jestem tym małym człowiekiem. Nikomu nie uda się mnie zasmucić, bo nie noszę w sercu żadnych uraz, zawiści czy uprzedzeń do kogokolwiek. Smutni mogą być jedynie ci, którzy zajmują się nie swoimi sprawami i krzywdzą innych.

    Nie bez powodu zwierzyłem się w poście z osobistego doświadczenia. Chcę, by was to umocniło. Nie bójcie się ludzi, którzy sami są tchórzami i budują ego, wymierzając ciosy w innych. Znajcie własną wartość, gońcie za marzeniami i zawsze róbcie swoje. Koniecznie zaopatrzcie się w pokorę, zaufajcie - przyda się. No, i przede wszystkim pamiętajcie o tym, że jesteście cudowni, wartościowi, wasze pasje są wspaniałe i macie milion powodów, by darzyć siebie miłością. A przyznawanie się do błędów to nie słabość, a największa siła, jaką może mieć człowiek. Ta siła jest wielka, bo pozwala się udoskonalać. Natomiast, jeśli macie obawy, że nie podołacie w bitwie o odzyskanie pewności siebie, jeszcze raz gorąco zachęcam do udania się na terapię. Warto kochać siebie, bo wtedy cały świat maluje się w jaśniejszych barwach. 

    Na koniec ciekawostka. Inspiracją do napisania tego posta nie są ludzie, którzy mnie wspierają, umacniają i sprawiają, że moja pewność siebie wzrasta. Wręcz przeciwnie, zainspirowały mnie osoby, które same cierpią na brak poczucia własnej wartości i które najchętniej podcięłyby mi skrzydła. Nie dam się nikomu zgasić i nie potrzebuję udowadniać innym, kim jestem i że to, co robię jest w porządku. Wystarczy, że to wiem. Niech i was najmocniej motywują ludzie, którym nie jest na rękę wasza samoakceptacja. 

Zacznij kochać życie. Jednak najpierw zacznij kochać siebie. 

22 marca 2021

Siła umysłu #12 (z serii: motywacja)

    Obawiałem się, że zacząłem tracić miłość do ludzi, której miałem w sobie całe pokłady. Ponadto zauważyłem dosyć dziwną i frapującą zależność, że jeśli za każdym razem coś zyskuję, jednocześnie tracę część siebie, którą wcześniej szczerze lubiłem. Zacząłem siebie akceptować, wręcz lubić, ale zmieniłem podejście do ludzi. Znacząco czy nie, ale zmieniłem, i to na gorsze. Jechałem tramwajem, obserwując sunący za brudną szybą miejski krajobraz i myślałem, że nie byłbym w stanie być tak wyrozumiały jak kiedyś. 

    Szala goryczy przelała się w momencie, gdy stałem jednocześnie świadkiem, jak i uczestnikiem feralnej sytuacji. Otóż, byłem jedyną osobą na zatłoczonym dworcu autobusowym, która postanowiła pomóc kobiecie w stanie nietrzeźwości. Dosłownie na oczach wszystkich spadła się ze stromych schodów. Chwilę przed tym z ust przechodniów i ochrony padły obrzydliwe słowa: „kobiecie nie wypada”, „wstyd” itp. Osobiście boję się pijanych ludzi i żywię ogromną niechęć do patologii, jaką jest alkoholizm. Jednak w momencie, w którym człowiekowi grozi utrata życia, zapominam o wszystkich swoich uprzedzeniach. Liczy się tylko człowiek i jego zdrowie. Nie obchodzi mnie, dlaczego ta kobieta była aż tak pijana. Może to ktoś doprowadził ją do takiego stanu? Może usiłowała odreagować załamanie nerwowe? A może zwyczajnie chciała się dobrze bawić. Takie pytania w tamtym momencie były nie tylko nie na miejscu, były po prostu zbędne. Niestety, ale tylko ja chciałem jej pomóc i sprawić, że bezpiecznie wróci do domu. Za pierwszym razem olała mnie nawet ochrona dworca autobusowego. Zareagowali natomiast Panowie z ochrony dworca pociągowego i chwała im za to.

    Po tym wydarzeniu stwierdziłem, że nie ma sensu być dłużej patriotą w tym kraju. W innym na pewno zareagowałaby większość świadków zdarzenia. Kilka tygodni trwałem w tym przekonaniu, aż do dziś. Otóż gówno prawda, kochani. Po pierwsze: nie wiemy, jak zareagowaliby ludzie w innym kraju. Do tego zdarzenia doszło w Polsce, późnym popołudniem na dworcu w Krakowie. Koniec kropka. Po drugie: w tamtym czasie znalazłem się ja (absolutnie nieprzypadkowo) i dużo innych ludzi. Również nieprzypadkowych. W Polsce żyje prawie 38 milionów, a w Krakowie około 800 tysięcy. Boże, 800 tysięcy ludzi i ja śmiałem myśleć, że jestem jakimś wyjątkiem. Nie byłem żadnym wyjątkiem, zapewne sytuacja była wyjątkowa i powinniśmy się cieszyć, że kobieta przeżyła. Owszem, wszyscy powinni zareagować, na pewno nikt nie miał prawa jej oceniać. Ja zareagowałem za późno, za co również się karcę. Mogłem uchronić ją przed upadkiem, niestety powstrzymały mnie beznadziejne blokady wewnętrzne, których nie mam zamiaru niczym usprawiedliwiać. Otrzymałem wspaniałą nauczkę: reagować od razu, żeby nie mieć ludzkiego życia na sumieniu. Stało się, trzeba zrozumieć błąd, wyciągnąć wnioski i działać. Nie można też żywic urazy do innych, bo rzeczywistość jest tym, co stanowią nasze myśli. Ludzie są tacy, jak o nich myślimy. Nienawiść i uraza stanowi skutek wielu chorób (to nie żadna metafora, wystarczy poczytać o chorobach nadciśnienia, atakach serca itp). Zakładam, że ludzie są dobrzy. Też jestem człowiekiem, popełniam błędy i po prostu nie chciałbym, aby ktoś myślał o mnie tak, jak ja myślałem przez jakiś czas o ludziach. Każdy potrzebuje szansy, bez niej na starcie jest skazany na przegraną. Zresztą tak dużo ludzi robi ogrom wspaniałych rzeczy i na tym należy się skupiać. Przecież dlatego powstał ten blog, zawsze byłem przekonany o wspaniałości każdego z nas i dlatego pragnąłem dla wszyskich najlepszego. Bogu dzięki, że jednak tego nie utraciłem. W końcu w pełni uwierzyłem w każdy swój post i mogę nieść świadomą pomoc. Naprawdę możesz mi uwierzyć, że świat robi się barwniejszy, gdy widzisz go w różnych barwach.Kiedy myślę pozytywnie o sobie, innych i całym moim otoczeniu, żyje mi się lepiej. A jeśli ktoś robi do mnie grymas, odwdzięczam się szerokim uśmiechem i wtedy twarz tej osoby momentalnie promienieje.Zacznij kochać życie, ale bez pokochania siebie i ludzi to będzie trudne, a nawet niemożliwe. 

  
    Pamiętaj, proszę, o sile swojego umysłu. Świat jest taki, jaki chcesz, żeby był. Zatem walcz ze złymi nawykami i złymi założeniami. Ty decydujesz, w co wierzysz... A jeśli decyzja należy do Ciebie, dlaczego miałbyś skazywać się na cierpienie? Owszem, nie masz wpływu na ludzi, ale masz wpływ na siebie, swoje myślenie i postępowanie. Nie zbawisz całego świata, ale zdecydowanie możesz go ulepszyć. Jeśli masz w dupie świat, w porządku, pomóż przede wszystkim sobie. Zastanów się, ile razy znajdowałeś się sytuacji, która wydawała się być bez wyjścia? Która Cię przerażała i przygniatała? Mnóstwo razy, no właśnie. Teraz już nawet o nich nie pamiętasz. Pamiętaj, że wszystko, czym dysponujesz, sprawia, że jesteś bogaty. Zauważ to i doceń. A przede wszystkim z tego korzystaj. I pamiętaj, że poniedziałek będzie beznadziejny, jeśli znów pomyślisz o nim w kategorii „najgorszy dzień tygodnia”. Z góry zakładasz, że będzie trudno i w istocie tak będzie. Życie nie polega na bezustannym czekaniu na piątek, podczas gdy powinieneś cieszyć się z każdego dnia. Każdy dzień powinien być lekcją, a nie czymś, co trzeba przetrwać. A więc powtórzę: wszystko, czym dysponujesz, sprawia, że jesteś bogaty, a dzięki temu nie będziesz musiał „przetrwać" czy „przeżyć", ale po prostu „żyć".

Nie można być ciągle na fali – trzeba być falą; nie należy się przejmować, że "odpływa" – fale wracają.” - Tadeusz Kantor
    Jest jedna rzecz, którą lubię w narzekaniu. A jest nią zwiastun nadchodzących zmian. Tylko nie myśl, że same nadejdą, o nie, wręcz przeciwnie. Jeśli zajmiesz się tylko i wyłącznie narzekaniem, zostaniesz w miejscu i będzie tylko gorzej. Jednak jeśli szybko dojdziesz do wniosku, czego chcesz, przestań narzekać i zabierz się za działanie. Tylko ono doprowadzi Cię do upragnione celu. Odwaga i siła, które towarzyszą Ci na tej drodze, sprawiają, że stajesz się falą. Bycie na fali może trwać chwilę, a falą będziesz już na zawsze. Nie liczy się sam sukces, ale głównie cała droga, którą pokonujesz, by go osiągnąć. To wszystko czyni Cię lepszą wersją siebie i doceń to. Nie zapominaj, o tym, co dokonujesz każdego dnia, a liczy się każdy najmniejszy krok. A jeżeli chwilę stoisz lub się cofasz, nie martw się, przecież„fale wracają". Pamiętaj też, że wszystko w Twoim życiu zaczyna się od Ciebie, będzie Ci trudno cokolwiek zdziałać bez miłości do siebie. Dlatego piszę, że powinieneś docenić każdy swój krok, bo czasem ten najmniejszy doprowadza najdalej. 

    To wszystko nie jest czczym gadaniem, dojrzałem do tego i staram się stosować do wszystkich swoich słów, bo wiem, że pokrywają się z rzeczywistością. Wciąż bacznie obserwuję świat i czytam książki, które szczególnie otwierają moje oczy i umysł. Może powiesz, że optymizm i pesymizm nie mają nic wspólnego z realizmem, również tak myślałem, ale to nieprawda. Nastawienie jest czymś, co może nas zniszczyć lub wyleczyć. Efekt placebo jest dobitnym przykładem, ale tylko jednym z wielu. Znam mnóstwo przypadków, gdzie ludziom, którzy odrzucili zmartwienia, udało się wyleczyć z przeróżnych chorób, bo uwierzyli, że to możliwe. Jeśli ci trudno, werbalizuj swoje pragnienia: spisz je na kartce albo nawet pomódl się. Łatwiej uwierzysz, jeśli siebie usłyszysz albo po prostu przeczytasz „czarno na białym".

Powtórzę na koniec: Pamiętaj, proszę, o sile swojego umysłu. Świat jest taki, jaki chcesz, żeby był.
            
© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X