Moja poezja

"wojna osobista"

tak bardzo pragnę pozostać w defensywie
ale niestety wciąż trwa wojna
wszystko każe mi walczyć
muszę przeprowadzić ofensywę
mimo że nie mam już sił
i wiem, że mogłabym uciec
ale Bóg nazywa to tchórzostwem
a więc znów probuję odeprzeć atak
wtedy wróg uderza mocniej
każdy nowy dzień, gdy muszę otworzyć oczy
i wstać
zmierzyć się ze sobą
ze swoim największym wrogiem
uczucia nie chcą odpuścić
to walka z wiatrakami
nie chcę być don kichotem
wszyscy wiedzą, kto wygra
uczucia
ciągle te uczucia
wszystko skupia się na uczuciach
boję się kobiet
czasem utożsamiam je ze sztuką
i dlatego przegrywam
sztukę kocham szaleńczo
kolejna bitwa
walka ze słabościami
z wadami
z głupotą
czuję się, jakby porwał mnie prąd morski
jestem pod wodą i tonę
wyciągam ręce i chwilowo jestem nad powierzchnią
probuję się utrzymać, ale się chwieje
nie patrzcie mi w oczy
kryje się tam przerażenie
już nie liczę, ile stoczyłam bitew
wszystkie się zlewają
nawet nie mam szabli
mocnego charakteru
więc atakuję miłością
nie umiem się bronić
muszę walczyć bez zbroi
oni uderzają w moją nagą duszę
bezlitośnie szarpią za złamane serce
nikt go nie chce w kawałkach
dlatego trzeba unicestwić
najgorsza bitwa to bitwa o przetrwanie
czy dam radę przeżyć, gdy jestem n i k i m?
ciągle walczę, by stać się k i m ś
walka z uczuciami
wspomnieniami
obawami
lękami
słabościami
sobą
życiem

wojna osobista





"ostrowiec świętokrzyski"


nigdy nie zacieram brudnych emocji
tak brudnych jak szyby pociągu
tymi najbrudniejszymi zalewam kartki papieru
jadę trasą doskonale mi znaną
w myślach liczę stację
szepczę ich nazwy
wciąż mknę do celu
ostrowiec świętokrzyski 
to był rytuał 
podziwiać te pola skąpane w blasku słońca
może dlatego tak chciałam zbierać dla niej kwiaty
pociąg mknął po szynach, które rozgrzewał tak 
jak ona rozgrzewała moje serce
ciągle wodzę oczami za  
pojawiającymi się obrazami
lasy, łąki, budynki, lasy, łąki, budynki
zapisuję go w głowie
pragnę namalować
przedstawić naszą osobliwą drogę do serc
minuty się przeciągają 
chcę się po prostu przytulić
znów poczuć jej zapach
wchłonąć w płuca
zupełnie tak, jak głucha cisza 
wchłania jazgot sunącego pojazdu
jestem coraz bliżej
nie liczy się nic więcej
tylko ja, ona i stację, którą nazwałam r a j e m
czasem brakuje zasięgu
zupełnie jak rozsądku w mojej głowie
wszystko dlatego, że nie przewidziałam
że końcową stacją jest
r o z s t a n i e 

chyba miałam zły bilet
albo pomyliłam pociągi
tak sobie wmawiałam
miejsce docelowe: jej serce
dla mnie brak miejsca
próbuję ubłagać konduktora
nic z tego

- pani musi wysiąść.



"stagnacja"

stagnacja kiedy zatracam się w tobie już bezpowrotnie dlatego lubię to słowo stagnacja tak zawsze mogę trwać postęp tylko wtedy gdy maryla zabiła gustawa to nie było samobójstwo stagnacja gdy umarł z miłości w miłości zatracił się bezpowrotnie tak jak ja w tobie




"uczucia stylistyczne"

Wyczytujesz krzyk między wersami ale nie rozumiesz słów ociekających miłością Metafor, w których ukrywa się decyzja Pytań retorycznych którymi szukam potwierdzenia w pustce Interpunkcją próbuję uspokoić myśli chwilę zatrzymać dla siebie Czasem w miejsce przecinków wstawiam cierpienie Pragnienia składam z liter i wyrażam słowami, jednak niedostrzeżone zamieniają się w nieistnienie Zabijasz poetę nieobecnością Niezrozumiany staje się upadłym Żyją tylko docenieni Ci, których słowa odnalazły miejsce w ludzkich duszach Chcesz mnie uratować a nie wpuściłaś do serca zamkniętej w formie treści życia Dawno umarłam wśród słów nieistotnych




"Nieznane"

usiądź, przyjacielu
poczęstuję cię uczuciem
którego nigdy nie doznałam
którego nie znam
za którym wciąż gonię
którego poszukuję
którego nie mogę odkryć
chcę się zagłębić
wbić paznokcie
zaczepić o nie rozchwiane myśli
podobno to piękna stabilność
podobno to radość i lekkość
uczucie wygnane z raju
by trzymało śmiertelników przy życiu
boski dar
sączący się z serc 
decyzja, której początek
znajduje się w duszy
gotowej do wszelkich poświęceń
to tysiące sprzecznych emocji
tych najtrudniejszych
i najpiękniejszych
jednak nie znajdziesz
tu nienawiści
nie ma miejsca na obojętność
to ciągła walka i gonitwa za dobrem
to uczucie, o którym szepczą aniołowie
a my próbujemy ich naśladować
nadając temu kształt
uczucie, które w naszych sercach
przybiera osobliwą formę
w ustach specjalną nazwę
- miłość



"Uniesienie"


jedyny słuszny upadek
to ten w miłości
pragnę dosięgnąć jej dna
poczuć smak
przeniknąć
unieść się, wzlecieć
i znów opaść
niech doda mi skrzydeł
potem wyrwie wszystkie pióra
upadnę
wszystko to, by poczuć 
miłość
niech to będzie namiętność
którą zrozumiemy tylko my
reszta świata ucichnie
zatrzyma się
może upadnie nam do stóp
ukorzy się przed miłością
prawdziwą
bez świateł
kolory mogą wyblaknąć
niech pozostanie uniesienie
stworzymy własne barwy
dusze wypełnimy śpiewem
zabrzmi hymn
wykrzyczysz manifest
który zrozumiem tylko ja
pozwól mi poznać
tę boską tajemnicę
szczelnie zamkniętą
w granicach serca
tętniącego pragnieniem
chcę mieć dostęp do żył
w których mieszczą się moje uczucia
zerwij kajdany z duszy
chcę ją widzieć nagą 
odkryć każdy kawałek
musnąć ustami, zbadać palcami
przeniknąć na wskroś
by pokochać każdy jej szczegół
tylko tak mogę się unieść, kochanie
teraz ty
wsłuchaj się w rytm mojego serca
ufaj tylko jemu
poprowadzi cię miłością 
przez miłość
aż do miłości
unieś się ze mną



"moje demony"

moje demony zabraniają spać
każą tańczyć danse macabre
stale dolewają czarnej kawy
serce wybija niebezpieczny rytm 
cóż to za przedziwna muzyka ⠀

moje demony wkładają mi bzdury w usta
chyba zaczęłam się dławić 
jaka szkoda, że nie mogę ich wypluć
a jedynie gorzko przełknąć ⠀

moje demony tresują mi duszę
chcą zabawiać ludzi jak w cyrku 
katują ją w klatce niby tygrysa 
dziki i nieokiełznany nagle staje się słaby ⠀

moje demony topią mnie w mroku
lęku, bólu, apatii, tragedii 
żywcem palą dobro, które zostało 
podziwiam ich cudowną bez-litość ⠀

moje demony podcinają mi skrzydła 
lubią kiedy w sobie upadam
przeszywają duszę na wskroś 
zwracają tylko puste kości ⠀

moje demony wzniecają niepewność 
nienawiść do siebie, wyrzuty sumienia 
piorą mi mózg w nieporadności 
stałam się nieśmieszną karykaturą człowieka ⠀

moje demony ukochały stałość 
monotonny jęk cierpienia
nic się nie zmienia, bo nie może 
nauczyły mnie: mojra, fatum - taki los ⠀

moje demony dały mi puszkę pandory
nawet nie zawahałam się otworzyć 
wyskoczyła z niej samotność 
zgrabna, powabna, jedyna która pokochała

moje demony uzależniły mnie od siebie
uczuć, ludzi i kawy
zgubiłam się w sobie dla innych 
nie istnieję, bo nie wpuściliście mnie do serc

moje demony głośno się śmieją 
bo choć serce pękło i dusza złamana
wciąż gdzieś się kłębi zgubna nadzieja
i tak mogę tworzyć te strofy bez końca


"kraków"

to miasto jest specyficzne
trochę artystyczne
trochę trudne do życia 
kiedyś stąd uciekałam 
dzisiaj z przyjemnością wracam 
duszę się smogiem
ale wchłaniam go chętniej niż ból 
jeżdżę zatłoczonymi tramwajami
bo tłok nie sprzyja moim demonom
chociaż dzisiaj niczego się nie boją
nawet ludzie nie pomogą 
nie ma dla mnie miejsca 
w żadnym sercu
rynek znów jest przepełniony
kraków nie chce takich ludzi jak ja
dlatego nigdzie nie umieram
tylko w sobie 



"estetyczne jeansy"


pytasz, jak to się stało

jak zaczęła się cała przygoda 
już wyjaśniam 
otóż miałam myśli estetyczne
więc włożyłam jeansy estetyczne
tworzę w nich poezję 
wychodzę na miasto 
zbieram refleksję
kolekcjonuję jak pocztówki 
nie wszystkie kolorowe
każde inne 
przeżywam wzloty i upadki 
przez to w jeansach pojawiają się dziury 
równie estetyczne 
w głowie formułuję słowa
to chyba sztuka
postanawiam je spisać 
tak zrodziła się moja poezja



CYKL "DO M********"


"Do M********"

coraz częściej nie śpię
coraz mniej piszę
znowu ręce śmierdzą papierosami 
znowu duszę się emocjami 
spędzam tę noc z kimś innym 
spedzam tę noc na niczym 
wciąż milczysz
a ja wciąż umieram 
próbujesz mnie pogrzebać 
zagrzebać gdzieś w myślach 
bo przecież nie w sercu 
próbuję się wskrzesić 
właśnie tam
miotam się i walczę 
zapewne na darmo
zupełnie jak zawsze 
nie mam sił 
a krzyczę 
ile jeszcze zdołasz wykrzesać 
z tych ran
które krwawią pustką
ile jeszcze mogę Ci dać
już nie wiem
za dużo 
za mocno czuję
dławię się bólem




nie pozostało mi po tobie nic

oprócz paru zbyt pięknych chwil 
cudownie nieprzespanych nocy 
i kolorowanki znalezionej na ulicy 
widzę u ciebie narastający żal 
a może już gniew 
nienawidzę tej gradacji 
we mnie rośnie ból 
dla ciebie zgubiłam wereszczakównę
ocenzuruj moje uczucia 
oczywiście nie znikną  
przynajmniej nie będą widoczne 
możemy udawać
twierdzisz, że ich nie dostrzegasz
dobrze wiesz, że tonę w uczuciach 
na moment zabrałaś mnie do raju
jak mogłabym nie wyrażać emocji 
podarowałaś coś, czego łaknęłam 
poznałaś moją nagą duszę 
zostawiłaś w niej cholerny ślad 
to zbyt wiele, by zapomnieć 
by przestać czuć



po co uczysz mnie jeździć

gdy potem każesz się zatrzymać 
po co dajesz mi miłość
gdy zaraz wpajasz nienawiść 
sprawiasz, że przestaję czuć się samotna
po czym odchodzisz 
dobrze wiesz, ze nie wsiadam na rollercoaster
chociaż z tobą to lubię 
to źle
to błąd 
lubię tak błądzić w sobie
szukając czegoś, czego mogę się chwycić 
i nic
wciąż ty
tylko znów Cię nie ma
na pewno nie dla mnie



boję się błękitnych oczu 
bo nie umiem pływać 
ale już trudno 
utonęłam w nich na dobre 
osobisty ocean miłosny
bywam na jego dnie
kiedy patrzę ci głęboko w oczy
wtedy to ja zbieram wszystkie skarby
nikt inny
pytają mnie
czemu jestem taka bez serca
przecież powierzyłam je tobie
a więc kim bez niego jestem?
na pewno nie van goghiem
nie odetnę dla ciebie ucha
już wystarczy ci aorta
moich myśli, marzeń i uczuć
a płyniesz w nich ty

tak jak ja w tych błękitnych oczach



"antybohaterka"

wykreowaliście antybohaterkę
rozsypaliście mnie 
teraz pochylam się nad tą dziwną układanką
plątaniną myśli i uczuć 
nie wiem, kogo widzę w lustrze
jednak wiem, kogo pragnę zobaczyć 
bohaterkę 
główną bohaterkę własnej historii 
chcę pokochać człowieka
na którego zostałam skazana 
inaczej
chcę pokochać człowieka
który ma być mi darem
ja
mnie
sobie
dla siebie
ze sobą w zgodzie 
miłości 
                   w końcu chcę oddać serce w całości ⠀ ⠀ ⠀ ⠀ ⠀ 




Głęboki błękit Twych oczu 
przypomina mi fale, 
które poruszają moje serce. 
To spokojne morze, 
wzburzone tylko, 
gdy walczy z cierpieniem. 
Wpatruję się w ten błękit, 
źrenice pochłaniające światło, 
które wysyłam. 
To niebywałe, 
jak Twoje oczy  
zmieniają się na mój widok. 
Każdy trzepot rzęs wyraża  
miłość, 
a mrugnięcie jest wiecznością.




"Do dziecka" W końcu biel Symbol Twoich uczuć czystych jak grudniowy śnieg Niczym nieskażony Wkrótce ktoś zostawi ślad Pozbawi Cię puszystej miękkości Więc podaruj mi ten nienaruszony fragment którym się zaopiekuję i nikomu nie pozwolę przerwać żadnej z mieniących się nitek Duszyczko niewinna zimowy puchu Nie potrzebujesz światła, by lśnić Okrywasz świat białą pierzyną czyli radością wypełniasz serca tych, którzy przynieśli Ci życie Przyodziewasz nagie gałązki tym puszystym szalem to Ci podpowiada troskliwe serduszko Skąd w nim błyszczące cekiny? Skąd tyle piękna w tak nowym ciele? Choć kiedyś przybędzie Ci dni i zamienisz się w wiosnę wciąż będziesz zagadką której pozostawię tę pytania i nieskończoną miłość



[incipit]


przedstaw siebie jako sztukę
oczaruj mnie
a więc nie bądź perfekcyjny 
bądź sobą na swój sposób 
nie musisz mieć nieskazitelnej duszy 
czy doskonałego ciała 
ani nawet pięknej twarzy
pokaż mi siebie 
zadaniem sztuki jest wzbudzanie emocji
uświadamianie świata 
o wzajemnie zwalczających się siłach
dobra i zła 
kontrastującego piękna i brzydoty 
bieli i czerni
sztuka tworzy nowe barwy 
zatem bądź swoim własnym kolorem
namaluj dla mnie inny świat 
nie gorszy
nie lepszy
twój osobisty 
stań się żywiołem
jakiego jeszcze nie było
nie pozwól się zniewolić 
bo sztuka jest wolnością 



"trzy godziny"

na próżno cię szukać o poranku
w mokrej trawie
w szeleście liści 
i lekkim wietrze
godzina rozpaczy
kiedy nie mogę cię odnaleźć 
uczucia schowane w listach 
między zgrabnymi literami
zaciągam się zapachem
wspomnień
wyraźnych 
zapisanych na zawsze

wybija godzina miłości 
przeklinam romantyków 
którzy nauczyli kochać 
miłością nieodwzajemnioną
teraz muszę wyrazić ból
gdy tęsknota naznacza 
każdą minutę życia 

godzina przestrogi 
kiedy muszę poradzić 
młodym romantykom
żeby oddali swoje serce
na pożarcie   





"Bez"

Bez(senność)
Bez(sens)
Bez(imienność)
Bez(barwność)
Bez(nadzieja)

Więc wytnijmy bez z naszych dusz,
niech zostanie w ogrodzie
i pachnie miłością
ocieka słodką wonią
przyobleczony w fiolet,
który lubisz
Niech nada sen,
doda otuchy,
nazwie i pokoloruje
wypełni dusze nadzieją
- tak niech pachnie bez w naszych sercach  




"Poetyzacja"

Do tego nie potrzebujemy metafor
To, co nas łączy 
to wszystkie rozbite szklanki
dwie różne skarpetki
i wzdychania śpiącego dziecka
jego krzyk, śmiech, łzy 
owoc naszej miłości
tej prostej, zwyczajnej
której źródłem są najzwyklejsze serca 
Mogę upiększać życie słowami
nimi kreować nową rzeczywistość 
Potrafię ładniej wyznawać miłość
niż „kocham Cię”, ale po co?
Kiedy w dwóch słowach 
zawiera się cała istota
naszego pięknego „my”
"Nieistniejąca"

ta, którą widzę, gdy zamknę oczy
o której tak często śnię
kocham Twoje słodkie usta
kiedyś uroczyście złożę pocałunek
a ramiona będą najbezpieczniejszym miejscem
wyraźnie zarysowana linia szczęki
którą będę czule muskać
podziwiać trzepot rzęs
wysłuchiwać kroków
zapisanych w pamięci
odnajdź mnie
pragnę być kimś, kogo szukasz
jeśli istniejesz
i zostawiasz podobne ślady
na planecie, którą nazywamy Ziemią
złap mnie gzieś po drodze
proszę
nie chcę kochać przypadkiem
przypadkowo
przypadkowych ludzi
chcę powierzyć serce właśnie Tobie
pisać wiersze i całować usta
które będą tę poezję wychwalać



"Mityzacja"*

serca nasze
oddzielone lianami
serce moje jak dżungla
nie masz do niej wstępu
wejdzie najodważniejszy
serce jak dżungla, frajerze
nie dla Ciebie
rządzi się dziwnymi prawami
twoje chce kochać
zupełnie inaczej niż moje
smutny nieużytek
którego nie zmienisz
nie zamienisz w nic dobrego
choć próbowałeś
moje serce jak dżungla
zamknięta przestrzeń
zbyt niebezpieczna dla Ciebie
nie jesteś tym odważnym podróżnikiem
nie odkryjesz jądra ciemności
nie Twoja miłość
zamieni je w czyste piękno
wciąż czekam na kogoś
el hombre dorado**
stwórz z tej dżungli prawdziwe El Dorado


_______________________________
*zabieg literacki polegający na wykreowaniu świata jako zamkniętej, odrębnej od reszty przestrzeni, która rządzi się swoimi specyficznymi prawami
**Człowiek olśniony złotem


"Zło"


Weź tę duszę zabij
albo napraw ją

Nie masz pojęcia,
jak demony we mnie grasują
wygrywają groźny rytm
nie ma miejsca na światło
tu panuje mrok

Weź tę duszę zabij
albo napraw ją

Uważaj, zło się czai
wygląda zza najbliższego rogu
znowu chwyta i dopada mnie
upadam pod ciężarem grzechu

Weź tę duszę zabij
albo napraw ją

krzyczę z wami
z nienawiści do mnie
demony się cieszą
gdy umieram przez zło




"Ja, Konrad"

W mojej duszy dwa demony
po co się miotacie, gdy przegrywam?
W mojej duszy dwa anioły,
po co walczycie, gdy umieram?
Jestem jak Konrad*,
niby w szponach zła,
niby ratowana przez modlitwy
Gdzie się tak naprawdę znajduję?
Szarpią moją duszą nieznane siły,
czy jestem już wybitną jednostką?
Kiedy stanę się poetą?
Dosięgnę Boga, ale nie zbluźnię
nie będę jak Konrad
Moja Mała Improwizacja,
żale i powątpiewania,
uporczywy ból
Moja Wielka Improwizacja,
postanowienie
i bezwzględna walka.
Boże, będę poetą
- stworzę swój świat,

podobny do Twojego


"1918-2018"

Matko, co nas wychowałaś na tych krasnych polach Tyle krwi przelałaś w te czerwone maki Ile krzywdy zasmakowałaś tyle nosimy goryczy w sercach Całujemy usta Przeszłości, więc nadaremno oczekujesz bukietu świeżych kwiatów My uroczyście składamy ci wieniec zwiędniętych chryzantem Kiedy będziemy cieszyć się razem z Wisłą przemierzającą istotę potęgi - te wszystkie piękne miejsca? Kiedy zaczniemy uśmiechać się do Tatr kochających halne i srogie zimy? Chcemy Cię kochać, Polsko, zatem dlaczego zerkamy na sąsiadów z taka przykrą zawiścią? Przecież Twoje granice to miłość która każe obejmować ramionami nieistotne czy silnymi czy tymi słabszymi byleby wszystkich do siebie przygarniać - ponieważ Twoje granice to wolność. Chcemy Cię kochać, Polsko rany Twoje zamieniać na polne kwiaty Już nigdy nas nie zostawiaj na mapie trwaj a przede wszystkim w naszych sercach Bądź kochana, Ojczyzno nieskończenie i szczerze przez nas Polaków


"Lato"

Żegnam Cię, rześki poranku,
ściągający nocny chłód i heban.
Rozstaję się z liliową suknią i zielonym wieńcem noszonymi na tym ślicznym ciele
Pani Lato, tak pięknie dziś umierasz
Przyodziewasz drzewa w kolorowe suknie.
Potem je zrywasz, a czerwone i złote falbany szaleją na wietrze, 
tańczą, biegają, bawią się wyniośle.
Wzniecasz wichry, bo walczysz
i szarpiesz z nadchodzącym końcem.
Ronisz łzy, bo tak bardzo pragniesz żyć,
więc spadają strudzone krople deszczu.
Niby Twój płacz, a jednak jesienny manifest i korowód mglistych mar,
październikowy lament ociężałych chmur.
O Pani, dowodzisz temu, że smierć
potrafi być piękna, a nawet szlachetna
zatem dlaczego cierpisz?
Wkrótce się odrodzisz, a róże 
rozsieją piękną woń, 
zwiastującą błogi okres 
stąpania po porannej rosie.
Z daleka przylecą bociany,
i inne rozmaite ptactwa, by 
najpierw przyjrzeć się krokusom, a potem
kąpać w letnim blasku.
Wrócisz tu za rok, kiedy wiosna
znowu odda Ci potężne władanie 
i wydasz przesłodkie owoce,
zielone liście jabłonki, z których 
na nowo spleciesz wieniec.
Będziesz nas kładła na złotych dziewicach* i czerwonych makach.
Teraz ustąp miejsca Jesieni,
urodziwej pani, kochance impresjonistów.
bądź w swej śmierci trwała i czuwaj!
Znów się spotkamy na leśnych polanach! 
________

*gatunek rośliny wieloletniej należący do rodziny astrowatych



Zwykły wiersz, bo nie hymn, ale jednak pochwalny. By wychwalić Stwórcę i Jego dzieło. 

Bezsensownie kroczyć przez świat,
i nie przyglądać mu się wcale.
Szukając piękna, szukasz Stwórcy.
Rozglądając się,
widzisz pędzący strumyk.
Słuchasz
szumu fal
i świst wiatru.
Dotykasz
aksamitnych traw 
czesanych promieniami słońca
Smakujesz
owoców Ziemi, Matki Opiekunki.
Cieszy oczy i koi duszę
natura.
To w niej szuka się Boga,
to ona przyodziewa Cię w spokój
i radość, 
daje schronienie.
Czemu akurat natura jest pięknem?
Bo czystością swą zadziwia,
niepostrzeżenie obok Ciebie przemyka.
Niewinność nobilituje 
i Dobro miłuje.



Krótki cykl "Do A**", powstał kiedy podobała mi się pewna osoba :)

Gdyby oczy Cię nie ujrzały,
to by dusza nie cierpiała.
Patrząc na Ciebie, wiem, 
że nie wszystko jest do zdobycia.
A Ty całkowicie nieświadoma, 
ale z uporem katujesz moje serce
nieosiągalnym pięknem.
Tyle mogę powiedzieć
- piękno.
Tylko nim mnie napawasz.
Bo miłość jest tak odległa,
że niknie gdzieś na horyzoncie.
Dlatego już na nic więcej 
nie czekam.
Chcę Cię po prostu podziwiać.



Uśmiech
to nie tylko uniesione kąciki ust
Uśmiech
to iskierki w oczach,
które przeskakują do mojego serca
i tak dobrze je czuję
I nie muszę Ci się przyglądać,
żeby widzieć
uśmiech
Kiedy Twoje piwne oczy świecą
wysyłają światło w każdy zakątek mojego serca
Uśmiech
 tworzy specjalny blask,
rozjaśnia wszystkie noce
i nagle przestaję być sama
Uśmiech,
za który oddałabym wiele,
żeby gościł na Twojej twarzy częściej
Za to dzisiaj dziękuję
Za uśmiech,
którym codziennie mnie ratujesz



Kocham Cię jak jesień w Starym Mieście,
gdy blask zachodzącego słońca zalewa kamienice
Niech ten sen przyoblecze się w rzeczywistość
Niech różowa poświata zostanie z nami na dłużej
Niech przyćmiewa mrok
Niech spadają na nas tylko kolory jesieni
Złoty splot dłoni
i czerwony wieniec
Żółte cienie
i pomarańczowy deszcz
Widzisz, bo
odnajduję Twoje blond włosy i piwne oczy
w kolorach jesieni.


Z kolei ta praca została napisana dosyć dawno, kiedy jeszcze byłam zakochana, a moje serce coraz bardziej się łamało.

"Do M***"

czemu sięgam dna,
gdy dotykam twoich słów
które płoną
-muszę je wypluwać
czemu zapominam o każdym kolcu wbitym w moje serce
kiedy patrzę Ci w oczy
ja tylko piszę na ścianach jakieś wyrzuty
żeby przypadkiem nie zapłakać Ci w ramię
niedokończone sny, w których odgrywałaś główną rolę
nie stały się rzeczywistością,
bo jedyne szczęście rysuję sobie na twarzy chwilami 
marzę, żeby być dla Ciebie wszystkim
tym wszystkim, co w huragany się zmienia
i huragany znosi
wszystkim, co szczyty zdobywa
i szczytów się nie boi 
a nie niczym
jakimś pustkowiem, bezdenna krainą
co Ci tylko suchość w gardle nasila
sił odbiera
bo gdy wodzę wzrokiem, to dostrzegam,
jak rozglądasz się za kolorowymi duszami, 
bo zapewne ja Ci nie wystarczam.
ta miłość, którą zbudowałam Ci dom  
serce, do którego zabrałam
tylko nie zamykaj mi oczu na ból
bo nie chcę zboczyć z trasy
którą znam na pamięć 
być przygotowana na większość
bo więcej dopiero poznam 
czy potrafisz zobaczyć miłość w moich oczach,
która ucieka Ci jak piasek przez palce?
nie myśl tylko, że odejdę
bo ja zawsze tu będę
dla Ciebie z bukietem róż,
wplecionych w miłość.



przecinam powietrze,
ale ono wciąż gęstnieje
to nie moje miejsce,
bo nie jestem obok Ciebie
masz tlen, którego potrzebuję
więc uratuj mnie, proszę
zmarznięte ręce, 
już ich nie trzymasz
pisałam ci wiersze,
o drugiej w nocy mówiłam, że kocham,
jestem taka niepoprawna
że nagle mija pół roku,
a listy jeszcze nieschowane,
już dawno powinnam spać
i ty wiesz
nie wbija się noża w serce
zawsze byłaś największą słabością
i ty wiesz
że każda część mnie prosi się o c i e b i e




Kolejne wiersze o miłości, ale tym razem nie zawierające konkretnego adresata. Niespełnione sny, marzenia, cierpienie wywołane samotnością - po prostu to, co podyktowało mi serce.


Lśnisz jak gwiazdy nocą,
gdy migoczą 
i drżą z zachwytu, oglądając ziemię
Cieszą się
ponad naszymi głowami,
zrzucając blask 
na twarze bez mask
W nocy Prawda nasila swój wyraz
i wytęża wzrok
bo szuka dusz, 
nim przeminie noc
i wszyscy znowu zaczną udawać
Ale nie my
Ja Cię kocham miłością szczerą bez granic
i gwiazdy to wiedzą
Dlatego księżyc kładzie srebrną poświatę na nasze splecione dłonie 
I gwiazdy to wiedzą, 
że kochasz mnie miłością prawdziwą bez końca
A ja oddam Ci za to wszystko
i to jest zapisane w gwiazdach



Nie chcę sobie wyobrażać
życia bez Ciebie,
tej ciągłej gonitwy
za niczym
i bezkresnej rozpaczy.
Pustki wypełniającej 
cały pokój
i zwiędłej róży na stole.
Spalonych zdjęć,
wyblakłych wspomnień.
Bo serce pomieści największą miłość,
ale nie wytrzyma jej braku.



Lubię być w swoim ciele, 
ale tylko wtedy, 
gdy trzymasz mnie za rękę 
i patrząc mi w oczy
mówisz, że jestem wszystkim
i nie szukasz gwiazd na niebie
gdy cały świat masz obok siebie



Boże, jesteś artystą,
więc napisz mi wiersz.
Ona będzie w nim alegorią piękna
i epitetem "wspaniała".
Pełną kontrastów,
bo i dobrą królową,
i wcale nie aniołem.
Moim porównaniem,
bo będzie jak mantra,
którą powtarzam, 
żeby nie zwariować.
Hiperbolą, bo będzie
przesadzać, że niby się zadręczam,
i zamęczam codziennością.
Pytaniem retorycznym,
bo zapyta, czy ją kocham,
a ja nie odpowiem,
doskonale zna odpowiedź.
Onomatopeją,
bo wieczorami będzie 
wydawać z siebie głośne "och".
Oksymoronem,
bo czasem będzie sobie przeczyć,
a ja i tak zrozumiem.
Powtórzeniem,
żeby ciągle trzymała mnie za dłonie
i powtarzała, że kocha nad życie



Przeszywa mnie ból,
miłości brak.
Skroń pulsuje,
myśli kołaczą
- jak zwinnie umyka mi
życie bez Ciebie



Opadła na mnie kotara uczuć
i nie potrafię się wygrzebać.
Moje serce oplata wąż,
więc nie łap mnie za grzech.
Biegnę ciemnym korytarzem,
chwytam się cudów i marzeń
i to tyle co mam.
Pytasz, co mogę Ci dać,
a ja wciąż nie wiem.
Tylko nie milcz, 
gdy krzyczę do Ciebie miłością,
z miłości
o miłości



Sen to bezsens,
bo nie chcę zamykać oczu na ból.
Jestem jak wicher,
rozwiewam wspomnienia, tracę kontrolę,
a próbuję żyć dobrze
i nie cofać się.
Tylko kiedy biorę głęboki wdech
znów zapominam,
jak to jest
żyć chwilą i łapać Cię garściami,
bo powinnam się spieszyć 
i nie czekać,
bo wiem, jak jest w niebie,
dopóki patrzę Ci w oczy,
a gdy przestaję to wszystko zamiera.
Cisza doskwiera, zapada głęboki sen
bezsens
Nie powinnam długo myśleć
i się zastanawiać
Zatrzymać się to jak przespać życie



Nie pamiętam, ile było mnie w sobie,
ile jest teraz 
Wiem jedno,
że gdy się budzę, za oknem ciągle pada deszcz
Pamiętam te poranki,
gdy byłaś obok, widziałam Cię
Pachniałaś wiosną, we włosach młodość
Wiatr jej nie rozwiał 
Łapałyśmy krople rosy,
tonęłyśmy w blasku słońca
i goniłyśmy za wschodem,
bo wiedziałyśmy, że zachód i tak nadejdzie 
W naszych żyłach płynęło pragnienie
i choć nie raz stanęłyśmy nad przepaścią,
łapałam Cię za rękę 
i choć bez skrzydeł,
to wiedziałam, że miłość unosi najwyżej 
A teraz znowu szukamy siebie 



Nie rozumieją, gdy gubię
siebie dla Ciebie
Gdy tracę zmysły,
by tam dotrzeć
Gdy piszę te wiersze o drugiej  w nocy,
żeby powiedzieć "kocham cię"
Nie potrafię szukać sensu,
gdy nie ma Ciebie



Jak uspokoić serce,
gdy płonie 
i pragnie się wyrwać do Ciebie?
Smakować chwil,
gdy jest ich tak dużo, 
ale brak w nich Ciebie?



Listy dawno przeczytane
już wyblakłe
nic nieznaczące 
przez wspomnienia
które nie zostawiają śladu
czemu nie nakreśliłaś w nich miłości,
widzę tam same litery
nic więcej



Widziałaś mnie,
gdy wyglądałam dobrze,
a pod makijażem łzy.
Pytasz, co ukrywam
- uczucia.
Nie chcę ich,
więc nie zapraszam do swojego świata,
wolę byś nie widziała
- uczuć.
Tych, które niszczą mnie,
tych, przez które kocham Cię
tych, które prowadzą mnie
tych, których za dużo jest


Chyba trudno potraktować to jako wiersz, bo jest tak potwornie nieregularny, że nawet romantycy by się załamali. Napisane pod wpływem silnych uczuć i... no takie tam cosik. ;)

"Każdy dzień"

Piąta pięć -
za oczy, które będą patrzeć na mnie z miłością, a ja się odwdzięczę

Szósta sześć -
miasto dalej śpi, kiedy wyglądam przez okno.
Ciemna kotara nocy przysłania widok, widzę tylko białą płachtę, która przykrywa zwiędłe liście i nieco rozjaśnia mrok

Siódma siedem -
czekam, aż przeminie letarg
i wszystko się obudzi
Piję kawę, mimo że ona też nie wleje we mnie życia

Ósma osiem -
i mogę trwać,
wciąż łapać oddech, który sprawia mi ból.
Każda minuta staje się cięższa, czas wydłuża się w nieskończoność

Poranek -
bez ciebie zimny, zbyt szybko go tracę.
Zapominam, jak to jest stąpać po rosie, bo bez ciebie wciąż panuje zima

Południe -
Niebo smutne, wciąż szare i wyblakłe
chmury ani razu się nie rozdarły i
nie ukazały blasku słońca

Południe i wieczór -
Cóż tu mówić? Puste są bez ciebie.
Codzienne czynności wyprane z sensu, obleczone w rutynę.
Pod powiekami żal, a w sercu tęsknota.
Z tyłu głowy pojawia się słowo „porażka”,
tylko czy to moja wina, że wciąż szukam i nie mogę odnaleźć?

Każdy dzień -
gdybyś w nim była, zima by przeminęła.
Znów ujrzałabym jasność i poczuła ciepło.
Ja bez ciebie, ty beze mnie
ciągle omijamy szczęście.
Kiedy się znajdziemy, żeby w naszych sercach zagościło lato?



"Aurora borealis*"

Unoszę głowę, by na Ciebie spojrzeć,
jesteś zorzą rozwianą przez słońce**.
Mienisz się jaskrawymi barwami,
by nieustannie mnie zachwycać.
Krążysz wysoko w atmosferze,
nie potrafię Cię dosięgnąć.
Spoglądasz na mnie z góry,
na duszę dławiącą się bólem.
Wyciągam ręce z mętnej otchłani,
próbuję złapać za Twoje różowe wstęgi,
które dla mnie są tylko złudzeniem.
Pozwalasz dosięgnąć mi dna,
bo jesteś piękną zorzą,
a ja tylko cichym wielbicielem.
___________________________________________
*(z łac. zorza północna) - znajdująca się na północnej półkuli
**zorza powstaje na skutek burz magnetycznych na słońcu



"Dom"

Budujemy dom z uczuć,
bo każdą cegiełką są łzy i miłość.
Otaczamy się ciepłymi murami
naszych silnych ramion.
Mówimy, że wracamy do domu,
gdy wracamy do siebie.
Łączy nas jedno miejsce,
które tworzymy w naszych sercach.
Wpuszczam Cię do siebie
i pragnę byś została na dłużej.
Proponuję ciepło,
które przyjemnie rozleje się po ciele,
zostawi po sobie wspomnienie,
ale my o nim nie zapomnimy.
Będziemy wychodzić,
nierzadko wędrować
i nawet się tułać,
ale i tak wrócimy do domu



"Sztuka"

Niebo jest galerią sztuki,
w której Ty, Boże, ciągle zmieniasz wystawę.
Używasz pastelowych barw,
czasem zostawiasz białe płótno.
Codziennie dbasz o to,
by nas zachwycać.
Zwieńczasz dzieło jaskrawo żółtą plamą.
Niekiedy wszystko zasłaniasz szarą płachtą,
a nocą używasz granatowej farby,
niebo ozdabiasz cekinami.
W jednej chwili potrafisz
przeciągnąć pędzlem tak,
by obraz zmienił cały swój wyraz.
Bywa że płótno płacze razem z nami,
ale potem ozdabiasz je tęczą,
by nasze dusze ozdobić uśmiechem.



Jakieś drobniejsze i bezimienne teksty, myśli, aforyzmy... :)



Połóż się ze mną na złotych kłosach. Pozwól, by promienie słońca beztrosko padały na nasze twarze. Unieś głowę, gdy będzie padał deszcz, podziękujmy chmurom za wszystkie wylane łzy. Śmiało, połóż dłoń na mokrej od rosy trawie, zostawiłam tam serce, które bije dla Ciebie



uwielbiam, kiedy złoto zalewa całe miasto
kładzie się na budynkach i naszych twarzach
dociera do kochających serc
całujemy się w tym złocie pod pięknymi kamienicami
kiedy stoimy na błyszczących posadzkach
uwielbiam, gdy słońce tak uroczyście wita księżyc
zobacz, jak dla niego umiera, by mógł lśnić
więc dokonajmy obietnicy
że nasza miłość również taka będzie
i jeśli to nazywa się grzechem
pragnę z Tobą grzeszyć



Jestem podróżnikiem, bo wędruje po Twoim sercu, szukając w nim chociaż małego skrawka, w którym mogę się osiedlić



Moim celem jest odnalezienie siebie w tym wszystkim



To nieprawda, że tego kwiatu jest pół światu.
Pół świata trzeba przemierzyć, aby znaleźć właśnie ten kwiat.



Istniałam do momentu, w którym mieściłam się w Twoim sercu
- bo nie chcę być nikim
Chcę być Twoja



Boże, dziękuję za to, że tak pięknie rzeźbisz w chmurach. I kiedy spoglądam na niebo, to dostrzegam anioły podziwiające sztukę. Co jeszcze kryje się w tej galerii, która zwie się rajem?



Próbowałam odnaleźć w Twoich oczach własny świat. Lepszy świat. Niestety nie udało się, bo na mnie nie patrzyłaś



gdy cię obejmuje to brak przestrzeni między nami odejmuje mi bólu



Wariuję, gdy w powietrzu nie ma ani grama Ciebie



to moja mantra powtarzanie jak cię kocham żeby przypadkiem w żadnym dniu nie przeoczyć niczego ważnego bo kochanie ciebie to już priorytet



Z mojego złamanego serca wypadają kwiaty
wszystkie, które Ci podarowałam
wypływa krew tętniąca tylko, gdy jesteś obok



To niepoważne jak poważnie traktujemy rzeczy nieważne



Serce pomieści największą miłość, ale nie wytrzyma jej braku



Nie ma złych ludzi. Są bolesne historie, budzące złe nawyki. Dobro jest u ludzi naturalne i dobrem należy je w nas rozniecać



Miłość nie zabija, to my zabijamy miłość



Lubimy się ograniczać, wszystko wyliczając i ważąc. Lubimy ograniczać się wiedzą. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, czasem bądź wolny



Kreujmy życie tak, by z ust czy głów wylatywały nam kwiaty, a nie pociski



I nie pokochasz mnie nigdy, nawet jeśli nauczyłabym się latać



Zostawię Ci miłość w bukiecie róż,
więc nie ich wyrzucaj,
zasusz, daj drugie życie
pozwól kochać Cię nieskończenie




Dotknij duszy
obleczonej smołą,
ubrudź się,
dosięgnij jej,
przeniknij na wskroś,
przetnij nić
- pozwól umrzeć złu.



ja zawsze
za bardzo
za mocno
za dużo 
zbyt emocjonalna
zbyt skrajna 
albo mi serce bije za mocno
albo wcale, gdy je sobie łamię 


1 komentarz:

  1. Heeej, a więc jestem tak jak mówiłam ;)
    Cóż tych wierszy jest zbyt wiele w jednym miejscu żebym opisywała każdy po kolei więc napisze ogólnikowo.
    Nie jestem jakąś specjalistką w pisaniu wierszy za to uwielbiam recytacje i często biorę udział w takich konkursach. Twoje wiersze bardzo mi się podobają i myślę, że idealnie pasowałyby do jakiegoś z tych właśnie konkursów. Nie potrafię wybrać mojego ulubionego wiersza z tych wszystkich, bo każdy jest inny i na swój sposób piękny. Mam jedno pytanie. Myślałaś kiedyś o wysłaniu ich na konkurs pisarski? Może akurat ci się poszczęści, bo są naprawdę, ale to naprawdę dobre. Niektóre skojarzyły mi się nawet z Marią Pawlikowską Jasnorzewską, którą osobiście uwielbiam.

    Życzę ci powodzenia w dalszym pisaniu i przyszłości wydania tych wierszy w postaci przyjemnego do czytania tomiku.

    Trzymam za ciebie kciuki
    Szczęściara x

    Ps. Jeśli będziesz miała czas i pojawi się coś nowego to proszę o informacje na tt - @Tommo_91xx

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do dyskusji i komentowania. Będę wdzięczna za każde słowo. Pamiętajcie, że robię to dla was i wszelka opinia jest bardzo mile widziana.

© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X