Kiedy weszłam do klasy, odczułam to, jak bardzo byłam spięta. Był to mój pierwszy dzień w nowej szkole. W liceum, do którego chodziłam wcześniej czułam się beznadziejnie. Wszyscy byli tam sztywni, aroganccy i "popularni". Chciałam chodzić do normalnej, ucywilizowanej szkoły, gdzie nie dostawało się dobrych ocen tylko i wyłącznie "po znajomości". Byłam osobą ambitną. Miałam marzenia i plany, więc chciałam znaleźć się w odpowiednim środowisku. Mimo to wciąż byłam trochę dziecinna. No, cóż... trzeba być wiecznie młodym, prawda? W każdym razie, właśnie z tychże powodów chciałam trafić do szkoły, w której mogłabym być sobą.
Wyjątkowo dzisiaj czułam się przytłoczona. W końcu byłam "nowa". Te obce i ciekawskie spojrzenia nie były mi miłe. Westchnęłam głęboko i usiadłam w pierwszej lepszej ławce obok jakiejś brunetki. Z reguły byłam śmiała i starałam się być asertywna, ale dzisiaj totalnie zjadał mnie stres. Było pięć minut po dzwonku, a nauczyciela wciąż ani śladu. W klasie panował szum i harmider.
- Tee, Pani Puszczalska? Dla kogo dzisiaj rozkładasz nogi? - krzyknęła jakaś laska z tyłu, na co cała klasa wybuchnęła śmiechem.
- Kurwa - burknęła brunetka, siedząca obok mnie.
Domyśliłam się, że dziewczyna była wyśmiewana, bo sypiała z każdym chłopakiem w szkole. W każdej klasie się taka znajdzie. Są i kozły ofiarne, kujony, księżniczki, sportowcy, maniacy gier komputerowych, nerdy i tak dalej. Moja klasa liczyła całkiem sporo osób, bo aż trzydzieści. Zapewne minie trochę czasu, nim wyrobię sobie opinię na temat każdej z nich.
- Patka, no przyznaj się nam. Z kim pójdziesz do kibla? Co to za szczęściarz?
W tym momencie klasę ogarnęła kolejna fala śmiechu. Następna laska już zaczęła coś dogadywać, ale urwała, gdy drzwi do sali otworzyły się. Do klasy wparowała wściekła nauczycielka.
- Żeby na pięć minut nie można was zostawić! Zaraz darcie, krzyki, śmiechy i hałas! Wyciszycie się albo zrobię kartkówkę!
Odetchnęłam z ulgą dopiero, gdy w klasie nastała cisza. Nie miałam zamiaru słuchać tych głupot. Dziecinada po prostu. Może laska się nie szanowała i była pusta, ale daliby sobie spokój. Jej życie.
Na wszystkich lekcjach nauczyciele pytali mnie o różne rzeczy i zagadywali. Okropnie mnie to krępowało, ale wcale nie dziwiło. Najgorsze były te przenikliwe spojrzenia moich nowych kolegów i koleżanek.
Na długiej przerwie podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Przywitała się ze mną, przedstawiłyśmy się i zaczęłyśmy rozmawiać. Zorientowałam się, że to była dokładnie ta sama laska, która namiętnie wyśmiewała się z brunetki.
- Radzę ci się przesiąść, nie ma chyba chłopaka, który by jej nie dotknął - zaśmiała się.
- Spokojnie, dam radę. Może mnie nie zgwałci - przewróciłam oczami. - Mam nadzieję, że są u was normalni ludzie.
- Oczywiście, że tak - gorąco zapewniła. - Nauczyciele w sumie nas lubią. Nie zwracaj uwagi na ten incydent, który odbył się rano. Czasami się nam zdarzają wybryki, ale nikt idealny jest. Oprowadzić cię po szkole?
- Nie trzeba, zdążyłam się już trochę udomowić. Ale dzięki - uśmiechnęłam się.
Iza okazała się być naprawdę w porządku. Szybko się dogadałyśmy i w sumie dzięki niej poznałam resztę klasy. Po niedługim czasie oswoiłam się z nowymi ludźmi, poza tym "dołączyłam" do paczki Izy. Jej koleżanki również były w porządku wobec mnie. Spotykałyśmy się, plotkowałyśmy, wspólnie się uczyłyśmy i spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu. Nie lubiłam rozmawiać z nimi jedynie na temat chłopaków. Byłam lesbijką i nie spieszyłam się do tego, by im to wyjawić. Zawsze trzymałam ludzi na pewien dystans, bo nie chciałam, żeby ktoś bezprawnie mnie zranił. Nie dawałam sobie w kaszę dmuchać. Dziewczyny były świetne, ale doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, jakie miały poglądy. Byłam chyba jedyną osobą z paczki, która nikogo nie obrażała. Ostatnio pastwiły się nad tą całą Patrycją, która co chwilę miała nowego chłopaka. Owszem, to było żałosne i nawet nie próbowałam się z nią zakolegować. Dziewczyna była pusta, wulgarna i chamska. Wszystkie ścisłe przedmioty praktycznie oblewała, ale humanistyczne i angielski szły jej świetnie. Pisała najlepsze wypracowania z nas wszystkich. Zgorzkniała pseudoartystka? Była śliczna, tego na pewno nie dało się zaprzeczyć. Przez to miała powodzenie, ale... No, cóż - robiła z siebie dziwkę. Nie zależało mi na jej towarzystwie i często miałam ochotę jej coś wygarnąć. Ale szkoda mi było zdzierać głos na jakąś tępą laskę. Poziom jej rozmowy był jak "kurwa" zamiast przecinka. Trudny charakter.
***
Wszystko się zmieniło, gdy pewnego dnia po lekcjach spotkałam ją w łazience. Oparta o umywalkę zanosiła się płaczem. Nie miałam pojęcia, o co mogło chodzić, ale o dziwo zrobiło mi się jej żal. Może to dlatego, że miałam poczucie winy? Dziewczyny przesadzały z tą nagonką na nią. Może ja nic nie zawiniłam, ale nigdy nie wzięłam Patrycji pod obronę. Przecież też miała prawo żyć w spokoju. Tak, okropnie mnie wkurzała i nie znosiłam jej. Była, jaka była, ale wystarczyło się do niej po prostu nie odzywać.
Stałam dobrą chwilę jak wryta, zastanawiając się, co powinnam zrobić. Musiałabym być idiotką bez serca, żeby sobie tak po prostu wyjść.
- Hey... Co się stało? - zapytałam, podchodząc do niej.
- N...nie udawaj, że cię t...to obchodzi... - załkała.
- Chcę ci pomóc...
- Ta, j...jasne. Ty i te twoje p...przyjaciółeczki.
Nigdy nie sądziłam, że zobaczę Patrycję w takim stanie. Wszyscy zawsze spostrzegali ją jako nieczułą twardzielkę. Chyba, że w łóżku. Chłopaki rozpowiadali o niej różne bajki. Było mi głupio, nic dziwnego, że brała mnie za laskę, która ją obraża.
- Ja ci nigdy nic złego nie powiedziałam - westchnęłam.
- Ale pomyślałaś - uśmiechnęła się z ironią.
- Daj spokój... To nie tak...
- Po prostu się odpierdol, Łuczenko - pociągnęła nosem, założyła torbę na ramię i wyszła z łazienki.
***
Resztę dnia zastanawiałam się nad tym, dlaczego brunetka płakała. To była wina moich przyjaciółek? Kolejny chłopak złamał jej serce? A może miała jakieś problemy w domu? Podobno jej kontakty z rodzicami nie były najlepsze. Im dłużej nad tym rozmyślałam, tym bardziej zaczynało robić mi się przykro. Nigdy z nią nie rozmawiałam, a tak po prostu ją osądziłam. Słuchałam opinii innych i tak po prostu je przyjmowałam. To było okropne. Może ona była bardzo zagubiona i dlatego próbowała odnaleźć swoje szczęście, co chwilę zmieniając chłopaków? To było pierwsze, co przyszło mi do głowy. No, chyba że w głupi sposób próbowała komuś zaimponować. Nie wiem, ale postanowiłam, że z nią porozmawiam. Czułam, że to będzie bardzo trudne. Patrycja właściwie z nikim nigdy nie rozmawiała. Każdą przerwę spędzała, siedząc przy telefonie albo pisząc coś w notesie. Czasem, czasem rozmawiała ze swoimi "chłopakami".
***
Kolejnego dnia, gdy weszłam do klasy, przywitałam się z moimi przyjaciółkami i usiadłam w ławce. Kątem oka zerknęłam na Patrycję, która nie wyglądała najlepiej. Westchnęłam ciężko, kręcąc głową. Rozpakowałam książki i mimowolnie spojrzałam na nią po raz drugi. Pochylała się nad kartką i pisała coś z zapałem. Zastanawiałam się, jak powinnam zacząć rozmowę. Czy to był w ogóle dobry moment? Trochę się obawiałam i sama do końca nie wiedziałam czego. Już otworzyłam usta, żeby do niej zagadać, ale zadzwonił dzwonek. Zrezygnowana odwróciłam wzrok. Może tak miało być? Może nie powinnam nic robić? Bzdura! Dziewczyna mocno coś przeżywała i tak po prostu powinnam to olać? Wszyscy zawsze ją oceniali, ale nikt nigdy nie chciał jej pomóc. Moje rozmyślania przerwał nauczyciel, który właśnie wszedł do klasy. Niestety od tego momentu nie mogłam się na niczym skupić. Bazgrałam coś w zeszycie i co chwilę zerkałam na zegarek.
Nagle coś przykuło moją uwagę. A mianowicie to co Patrycja napisała na kartce. Długo wpatrywałam się w słowa, które brzmiały: "Urodziłam się chora w chorym świecie. Mówili, że nie ma Boga, podczas gdy w człowieku zaczęło być coraz mniej człowieka". Zastanawiałam się, skąd ona miała ten cytat. W ogóle o czym on mówił? Okropnie mnie to zaintrygowało i mimo że do końca go nie rozumiałam, bardzo mi się spodobał.
Do końca lekcji zastanawiałam się nad znaczeniem tych słów. Czułam, że nie wytrzymam i po prostu spytam się Patrycji, o co chodzi. Głównie zależało mi jednak na tym, żeby poruszyć temat jej samopoczucia. Nie miałam pojęcia, dlaczego aż tak bardzo mi na tym zależało. No, ale czy to źle?
Gdy zadzwonił dzwonek, Patrycja szybko spakowała książki i wyszła z klasy. Po chwili ja również wyszłam na korytarz i kiedy zaczęłam się za nią rozglądać, podeszła do mnie Iza.
- Kogo szukasz? - spytała, unosząc brew.
- A nikogo, nikogo... Co tam, kochana?
Nie chciałam się jej przyznać. Czułam, że to by się źle skończyło. Chciałam pogadać z Patrycją, ale raczej wtedy, gdy Iza nie będzie widziała. Lubiłam Izę i nie chciałam stać się jej wrogiem. Każda dziewczyna, która stanęłaby po stronie Patrycji, stałaby się kozłem ofiarnym.
- Wszystko w porządku, ale nie mam zadań z chemii... Dałabyś mi spisać?
- No jasne. Za moment dam ci zeszyt.
- Jakaś rozkojarzona jesteś, coś się stało?
- Niee - machnęłam dłonią. - Nie wyspałam się tylko.
Nie odpowiedziała, za to skinęła głową. Nie miałam za bardzo ochoty z nią rozmawiać. Po głowie ciągle krążył mi ten cholerny cytat.
Kiedy dałam jej zeszyt, odeszła, żeby przepisać pracę domową. Od razu wyciągnęłam szyję, żeby rozejrzeć się za Patrycją. Dostrzegłam ją dosłownie po krótkiej chwili. Stała obok jakiegoś wysokiego bruneta. Cholera, czy ona sobie żartowała?
Westchnęłam zrezygnowana i zaczęłam szukać moich przyjaciółek. Postanowiłam, że poczekam na długą przerwę albo porozmawiam z nią po prostu po lekcjach.
***
Tak też i zrobiłam. Poczekałam na odpowiedni moment, którym było zaczepienie Patrycji przed szkołą po zajęciach. Zdziwiła się na mój widok, zupełnie jakbym była kimś całkiem obcym. Rozejrzała się nerwowo, jakby chciała sprawdzić, czy nikt nie na nas nie patrzy i spojrzała na mnie podejrzliwie. Nieco się stropiłam. Przy niej czułam się jakoś mniej pewna siebie niż zwykle, ale po chwili odchrząknęłam i powiedziałam:
- Chciałabym pogadać.
- A o czym? - uśmiechnęła się pogardliwie.
- Nie myśl sobie, że Izka mnie na ciebie nasyła, to nie tak - tłumaczyłam się. - Daj mi chwilkę, serio.
Westchnęła ciężko, znów się rozejrzała i skinęła głową. Bez słowa ruszyła naprzód, więc szybko do niej dołączyłam. Z początku w powietrzu wisiała okropna cisza. Nie miałam pojęcia od czego zacząć i dlaczego tak się przy niej czułam. To było coś w rodzaju respektu, ale niby czemu? Nie czułam się dobrze z faktem, że przyjaźniłam się z laską, która bez ogródek obrażała brunetkę. Podejrzliwość wciąż biła od Patrycji, ale nie było to dla mnie ani trochę dziwne.
- Jak się czujesz? - wypaliłam w końcu.
- Ciebie to nie obchodzi, laska, po co pytasz? - wybuchnęła śmiechem.
Nie był to szczery, wesoły śmiech. Wręcz przeciwnie. Był to przerażająco smutny śmiech.
- Obchodzi. Serio. Długo o tobie myślałam.
Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, co ja w ogóle powiedziałam. Przygryzłam nerwowo wargę.
- Kiepsko - odparła krótko. - A ty?
- Dobrze, dziękuję. Słuchaj... Mogę o coś spytać? Konkretnie o to... Co napisałaś dziś na kartce... Ten cytat. Co to za książka?
Spojrzała na mnie wyraźnie sfrustrowana. Nie mogłam wywnioskować niczego z wyrazu jej twarzy, więc cierpliwie czekałam na odpowiedź.
- Nie istnieje książka z takim cytatem. To tylko moje uczucia, które nie umieją siedzieć cicho.
- Chcesz powiedzieć, że... ty to napisałaś? - zadałam głupie pytanie.
- No - wzruszyła ramionami.
Po krótkiej chwili zadałam kolejne, okropnie nurtujące mnie pytanie: co miała na myśli? Od razu pogrążyła się w zadumie, patrząc na czubki swoich butów. Przyglądałam się jej z uwagą. Wcale nie wyglądała na głupią i pustą, a tym cytatem utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
- Wiesz, bo - zaczęła w końcu. - Często nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z ludźmi. Ale jestem pewna, że wiele z nich pieprzy potworne farmazony, mają się za nie wiadomo kogo, oceniają innych. Słuchają się stereotypów, lubią dużo mówić. Wszystko byłoby okay, gdyby nie to, że ta paplanina jest bezcelowa i zakłamana. Wszystko jest przesłonione kłamstwem i nienawiścią. Ludzie powinni skupić się bardziej na sobie, bo oni chcą przechytrzyć Boga, nie zważając na to, jakimi są kretynami. No, i to właśnie miałam na myśli.
Cały czas słuchałam z uwagą, przyswajając każde jej słowo. Nawet nie zauważyłam, kiedy usiadłyśmy na ławce w parku, a ona podpaliła papierosa i zaciągnęła się nim. Już miałam palnąć kolejne głupie pytanie, jakim było "ty palisz?!", ale powstrzymałam się. To było istotne, ale nie w tej chwili.
- To prawda - powiedziałam krótko, patrząc na nią.
Uśmiechnęła się smutno, wypuszczając dym z ust.
- Cieszę się, że ktoś mnie rozumie.
- To cholernie mądre.
- Nie, to nie jest mądre. To prawdziwe. Żyjemy w czasach, w których dla ludzi największą przyjemnością jest krzywdzenie innych i kupowanie najgorszych pierdół w supermarketach. Śmieją się, że "Mały Książę" to bajka dla dzieci, ale te zjebańce nie wiedzą, że to lektura skierowana do nich. Nikt nie ma czasu, żeby kochać, poznawać, oswajać się. Po co być dobrym człowiekiem? To wymaga pracy, wysiłku. Trzeba być odważnym, by żyć dobrze, wiesz? Nikogo nie chcę oceniać, sama nie jestem lepsza. Ale lubię ludzi. Nie widać tego w tej chwili, ale serio chciałabym być dobrym człowiekiem. Ech... Wybacz, że się tak otworzyłam.
- Nie, nie! - powiedziałam szybko. - Nic nie szkodzi, o to mi chodziło... Kurcze, bo ja... Chciałam ci pomóc. Dalej chcę. Przepraszam za to pytanie, ale... Dlaczego to robisz? Ci chłopaki i to wszystko...
- Zabawne jest to, że wiesz to od tych popierdolonych lasek. A te tępe chujki umieją wszystko rozgadać. No, cóż. Nie chcę tego robić - spojrzała na mnie z powagą. - Serio, nie chcę. Wiesz, codziennie zakładam pelerynę, pod którą znika prawdziwa "ja". Marna ochrona przed światem, ale jednak. Słuchaj, to głupie, co ja robię. Nie myśl jednak, że chodzi tu o szpan... Nie, ja po prostu próbuję coś w sobie zmienić. Marnie mi jednak to wychodzi.
- Po co zmieniać? Jesteś świetną dziewczyną i powinnaś pokazywać tą prawdziwą siebie. Przez to kogo udajesz, ludzie uciekają od ciebie, Patrycja.
- Huh - uśmiechnęła się ironicznie. - Uciekają ci, którzy nie chcieli poznać tej prawdziwej mnie. Pierwsze wrażenie czy pozory nie decydują o człowieku, czyż nie? W tobie cenię to, że chciałaś się do mnie jakkolwiek zbliżyć, że mnie słuchasz i wyciągasz rozważne wnioski. Lubię takich. Lubię tych, którzy słuchają.
Przyglądałam się jej z nieukrywaną aprobatą. Patrzyłyśmy sobie w oczy, jakbyśmy z nich czytały. Jednak po krótkiej chwili Patrycja spuściła wzrok, odchrząkując. Wyrzuciła niedopałek i podniosła się gwałtownie.
- Na mnie czas. Dzięki za rozmowę i sorry... Nigdy nie powinnam tyle mówić... Serio. Udawajmy, że tego nie było. Cześć, Łuczenko.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo brunetka odeszła szybkim krokiem. Nadal siedziałam tam z rozdziawionymi ustami, a w głowie cały czas siedziały mi jej słowa. Żałowałam, że poszła. Naprawdę, chciałam z nią jeszcze porozmawiać. Właściwie to mogłam słuchać jej bez końca. Czarne oczy Patrycji odmieniły się podczas naszej rozmowy, zupełnie jakby pojawił się w nich blask. Jej spojrzenie było inteligentne i myślące.
Podniosłam się z cichym westchnieniem i ruszyłam w stronę domu. Całą drogę myślałam o tych czarnych oczach. One dużo w sobie kryły i ja chciałam to wszystko odkryć. Dziewczyna miała potencjał, dlaczego miałby się zmarnować? Potencjał. Ale i sporo problemów. Chciałabym, żeby się na mnie otwarła, naprawdę miałam dobre intencje. Zastanawiałam się, czego tak w sobie nie akceptowała. I czy ci chłopcy potrafiliby pomóc jej w akceptacji siebie. Widać było, że nie była ani trochę pewna siebie. To błąd. Była śliczna i mądra. Ta jej "ochronna maska" była kompletnie niepotrzebna.
***
Kiedy wróciłam do domu, uświadomiłam sobie, że nie miałam jej numeru telefonu. A miałam ochotę do niej napisać. Sama nie wiedziałam po co. Jej osoba zaczęła mnie naprawdę intrygować i miałam ochotę poznać ją bliżej.
Zjadłam obiad i po godzinnym odpoczynku zabrałam się za naukę. Nie bez trudu skupiałam się na tych wszystkich pojęciach z biologii. Właściwie to w ogóle się na nich nie skupiałam. Leżałam na łóżku, na moich kolanach znajdował się podręcznik z biologii, a ja zamyślona wyglądałam przez okno. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień w szkole. Po tej rozmowie z Patrycją, po tym wszystkim. Zastanawiałam się, co by było, gdyby Iza się o tym dowiedziała. Wykopałaby mnie z paczki, zostałabym sama, wszyscy w szkole by się ode mnie odsunęli. Ale... Dlaczego?
Kiedy w końcu wróciłam do nauki, skupiłam się na niej na dobre. Odłożyłam tamte myśli na później.
***
Kolejny dzień w szkole wyglądał zupełnie tak samo jak poprzednie. Niezmiernie mnie to dziwiło. Patrycja nawet na mnie nie spojrzała. Zupełnie jakby nic się wczoraj nie stało. No, tak. Tego w końcu chciała, ale dlaczego? Chyba zadawałam sobie zbyt dużo pytań, na które nie znajdę raczej odpowiedzi.
Rozmawiałam z moimi przyjaciółkami tak jak zawsze. Jak zawsze umówiłyśmy się po lekcjach u którejś z nas, żeby wspólnie spędzić trochę czasu. Iza tradycyjnie chwaliła się nowymi ciuchami, a mi szczerze mówiąc - bardzo to obrzydło. Dopiero w tamtym dniu zorientowałam się, że one przez cały czas gadały o najgorszych bzdetach. I to mogłoby być jeszcze do zniesienia, gdyby nie fakt, że ciągle kogoś obgadywały i chichrały się z tego, z czego chichrać się nie powinny. Nie wiem, skąd zaszła u mnie taka zmiana, być może to przez rozmowę z Patrycją. Jedno było pewne - nie zamierzałam uczestniczyć w ich dennych dyskusjach.
Z początku stałam obok nich, przysłuchując się tylko i wlepiając wzrok w czubki moich butów. Potem jednak odeszłam od nich bez słowa i postanowiłam odszukać Patrycję. Wyciągnęłam szyję, żeby rozejrzeć się za nią w tym całym tłumie. Była długa przerwa, na korytarzu panował istny zgiełk. Jakieś ciała cały czas wędrowały w jedną lub drugą stronę, ktoś zatrzaskiwał szafkę, a jakaś para namiętnie flirtowała na środku przejścia. Patrycji ani śladu. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie mogłaby być. W łazience jej nie znalazłam, ale tam dostałam olśnienia. Na pewno była za szkołą. Tam nikt z reguły nie chodził, ale było cicho i przyjemnie.
Bez namysłu ruszyłam do drugiego wyjścia, znajdującego się z tyłu budynku. Na dworze było zimno,wokół wszędzie leżała kolorowa płachta liści. W momencie się skuliłam i potarłam dłońmi ramiona. Rozejrzałam się i dostrzegłam znajomą mi sylwetkę na pobliskiej ławce. Patrycja wyglądała na smutną. Siedziała ze spuszczoną głową, a w palcach trzymała dymiącego się papierosa.
Zmarszczyłam brwi i ruszyłam wolnym krokiem w jej stronę. Bałam się, że może za bardzo się jej narzucam. Ale z drugiej strony wyraźnie czułam pod skórą, że ona potrzebuje kontaktu.
- Hej - usiadłam obok niej.
Spojrzała na mnie lekko zdziwiona. Zaciągnęła się papierosem i po chwili wypuściła dym z ust.
- Hej - odparła. - Szukałaś mnie?
- Tak.
Przez kolejne parę chwil siedziałyśmy w zupełnej ciszy. Nie patrzyłam na nią, ale doskonale wiedziałam, że miała spuszczony wzrok.
- Dlaczego... Zachowywałaś się od rana tak... Jakbyśmy się nie znały? - zapytałam bardzo cicho.
- Nie chcę psuć ci reputacji i dobrych kontaktów z przyjaciółkami - westchnęła.
- Och... - zmarszczyłam brwi, uprzytomniając sobie, że nie wzięłam takiej kwestii w ogóle pod uwagę.
- Poza tym dlaczego masz ochotę marnować czas na przesiadywanie ze mną?
- Po prostu cię lubię. Chcę cię poznać bliżej. Wiesz... Nie mam ochoty się z nimi zadawać, to nie dla mnie towarzystwo. Niech ludzie sobie gadają, co chcą. Nie wstydzę się z tobą pokazywać, jesteś świetną laską - powiedziałam z mocą.
W tym momencie spojrzałyśmy na siebie, a ona uśmiechnęła się. Był to szczery, szeroki i ciepły uśmiech. Nigdy jeszcze nie widziałam takiej Patrycji, ale bardzo mi się to spodobało. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech.
Niestety nie trwało to zbyt długo, dziewczyna jakby zreflektowała się, westchnęła i znów spuściła wzrok. Znów pojawiła się ta szara, smutna brunetka. Okropnie tego żałowałam, bo mogłam przysiąc, że to był najpiękniejszy uśmiech na świecie.
- Patrycja, mogę cię o coś prosić?
- No? - spojrzała na mnie, jednocześnie rzucając niedopałek na ziemię.
- Przestań palić. Jesteś za młoda, żeby truć się tym gównem.
Brunetka roześmiała się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Hej, mówię serio!
- Wyjdź dziś ze mną po lekcjach. Pogadamy sobie więcej. Wciąż nic o tobie nie wiem.
- Och... Jeju, jasne! Z chęcią! Zaprowadzę cię do fajnej kawiarni. Jest dziś zbyt zimno, żeby siedzieć na zewnątrz. No i jestem ci wdzięczna. Nie mam ochoty z nimi siedzieć.
- Też bym nie miała. Chodź, zaraz zadzwoni dzwonek na lekcję.
Uśmiechnęłam się lekko, a po chwili podniosłyśmy się z ławki i wróciłyśmy do szkoły. Szłam tuż obok Patrycji, nie zwracając uwagi na żadne oskarżycielskie spojrzenia. Cały czas uśmiechałam się pod nosem. Nie wiedziałam dlaczego, ale czułam się naprawdę dobrze. Czułam się, jakbym uczestniczyła w początku czegoś wielkiego. Ciekawe wrażenie.
Kiedy zadzwonił dzwonek, a spóźniony nauczyciel otworzył klasę, weszłyśmy do niej jako pierwsze. Od razu zajęłam miejsce i po krótkiej chwili napotkałam na wzrok Izy. Była w przejmującym szoku, patrzyła na mnie z obrzydzeniem. W ostatniej chwili zauważyłam, jak pokazała mi środkowy palec, zanim usiadła na swoim miejscu. Zaśmiałam się cicho na ten gest. Zapewne zauważyła, jak gadałam z Patrycją na korytarzu jakby nigdy nic. Każdy to zauważył. Nic sobie z tego nie robiłam, ci ludzie nie byli warci mojej uwagi.
***
Po lekcjach napisałam wiadomość do rodziców, że wrócę do domu później. Nie mówiłam, gdzie idę. Byli przekonani, że idę gdzieś z dziewczynami, bo zawsze to z nimi wychodziłam. Na dworze zrobiło się potwornie zimno, wiał przejmujący wiatr. Żałowałam, że nie ubrałam dziś zimowej kurtki. Jednak Bogu dziękowałam, że wzięłam ze sobą duży, ciepły szal na wypadek, gdyby pogoda zrobiła sobie figle. Opatuliłam się nim porządnie, rozglądając się po ulicy.
- No, to prowadź - usłyszałam głos mojej towarzyszki.
Bez słowa ruszyłam w stronę mojej ulubionej kawiarni, prowadząc ze sobą Patrycję. Zadrżałam na samą myśl o tym ciepłym, przytulnym i pachnącym kawą lokalu.
Poczułam ogromną ulgę, gdy na horyzoncie ujrzałam znajomy budynek. A kiedy weszłyśmy do środka, od razu buchnęło na nas ciepłe powietrze. Zajęłyśmy wolny stolik i rozebrałyśmy płaszcze.
- No, no. Elegancko tu - powiedziała Patrycja, kiwając głową z uznaniem i rozglądając się.
- Wiem - roześmiałam się cicho. - Uwielbiam tu przychodzić. I szczerze? Nie zabierałam tu nigdy byle kogo. Dla mnie to takie... Mega, mega prywatne miejsce, choć to nie moja miejscówka oczywiście. Każdy tu może wejść, ale chodzi mi o to, że...
- Czujesz sentyment - odgadła brunetka, unosząc brew.
- Zgadza się! Na co masz ochotę?
- Mi wystarczy latte.
- Tak, też mam na nie ochotę. No, więc... Mówiłaś, że chcesz się czegoś o mnie dowiedzieć.
Patrycja nie zdążyła nic powiedzieć, bo do naszego stolika podeszła kelnerka. Złożyłyśmy zamówienie, a gdy odeszła, znów na siebie spojrzałyśmy.
- Chciałabym cię poznać. Bliżej oczywiście. Wydajesz się być w porządku - powiedziała, na co ja uśmiechnęłam się.
- No, więc... Marzy mi się wydać własną płytę. Wiesz, uwielbiam śpiewać. Nie mam pojęcia, czy wychodzi mi to dobrze, ale to kocham. I staram się być w tym coraz lepsza. Jestem samoukiem, ale mam nadzieję, że do czasu.
- Dlaczego nie zdecydowałaś się na specjalną szkołę, gdzie mogłabyś się kształcić w tym kierunku?
- Rodzice - odparłam krótko z westchnieniem. - Bo wiesz, taka szkoła jest kawałek drogi od naszego miasta i... Nie chcieli mnie puścić.
- A lekcje śpiewu? Na pewno ktoś prowadzi takie zajęcia u nas w pobliżu.
Po chwili namysłu przytaknęłam jej. Nie był to głupi pomysł, wręcz przeciwnie. Miałam sporo kieszonkowych, nie miałam ich na co wydawać, więc mogłam poświęcić siebie i pieniądze całkowicie dla pasji.
Kiedy weszłyśmy już na temat pasji, dowiedziałam się od Patrycji, że dużo pisze. Uwielbiała pisać opowiadania i eseje. Byłam bardzo ciekawa jej prac, więc poprosiłam, żeby dała mi coś do przeczytania. Ucieszyła się i zapewniła, że podrzuci mi coś w szkole. Mimo że nie przeczytałam jeszcze żadnej jej pracy, byłam pewna, że dziewczyna miała do tego wielki talent. Na dodatek była całkiem niezłym obserwatorem świata i ludzi. Widziała więcej niż inni. Nie musiała dużo mówić, ona dużo rozumiała. A jeśli już mówiła to konkretnie. Lubiła słuchać. Kiedy ktoś do niej mówił, marszczyła brwi w skupieniu, od razu wyciągając trafne wnioski.
- A teraz pograjmy w banalną, ale jakże skuteczną grę integracyjną: pytania - zaproponowała nagle.
- Jasne! - upiłam łyk kawy i zastanowiłam się. - Ja zacznę. Ulubiony kolor?
- Niebieski - roześmiała się, a jej śmiech był szczery i... Naprawdę piękny.
- A mój pomarańczowy. Ogień i woda? Dopełniamy się, Patka.
Zachichotała.
- Okay. Teraz ja. Podoba ci się jakiś chłopak?
- Jestem lesbijką - powiedziałam wprost, czując przypływ zaufania wobec Patrycji.
- Och, ja... - urwała, a jej twarz spoważniała. - Ja też.
- CO?! - szczerze się zdziwiłam.
Przypomniałam sobie wszystkie plotki, wszystkich chłopaków, z którymi widziałam brunetkę. W pierwszej chwili pomyślałam, że dziewczyna sobie żartuje, ale ona była naprawdę poważna. Poważna jak nigdy.
- Wiem, wiem. Wiem doskonale o czym myślisz. Marina... To była pieprzona przykrywka. Mi się to nigdy nie podobało... Ja... O tym ci mówiłam, tego w sobie nie akceptuje. I nie myśl sobie, że nie akceptuję tego też u ciebie czy u kogokolwiek. Akceptuję, oczywiście. Ale nie u siebie. Może to przez rodziców, mam z nimi fatalny kontakt, co na pewno już wiesz.
- Patrycja, ale to, że oni tacy dla ciebie są, nie znaczy, że ty masz się nie szanować i kochać. Jesteś piękną i mądrą dziewczyną... - od razu, gdy to powiedziałam, spłonęłam rumieńcem.
Przeklinałam się w duchu za to, że przy brunetce stawałam się kimś całkiem innym. Kimś otwartym, pokazującym prawdziwego siebie - wrażliwego i wcale nie nieustraszonego człowieka. Za to gotowego na każde wyzwanie i nawiązanie nowych kontaktów.
Spojrzała na mnie z tym samym wspaniałym uśmiechem co wcześniej. Natychmiast go odwzajemniłam, nie zważając już na nic. Podziękowała mi i skromnie spuściła wzrok. Nie wyglądała na taką, co prawienie jej komplementów przez ludzi było na porządku dziennym. A szkoda. Była zbyt niepewna siebie i byłam przekonana, że ktoś przez długi czas ją niszczył. Na całe szczęście zostało w niej to, co miała najlepsze. Jej wartości.
Długo jeszcze rozmawiałyśmy, zanim wyszłyśmy na zimną ulicę. Bawiłam się pustą filiżanką, tłumacząc Patrycji, że to nic złego. Że ma prawo kochać każdego człowieka i nieważne, jakiej on będzie płci. Nieważne, czy jej rodzice to akceptowali, ważne, by ona kochała siebie. A miała milion powodów, żeby się kochać. Słuchała mnie uważnie, mimo że była zawstydzona do granic możliwości. Nie rumieniła się jednak i szczerze zazdrościłam jej tej wrodzonej zdolności. Ja rumieniłam się przy każdej okazji. Tak poza tym to właśnie w tamtej kawiarni, w tamten dzień i w tamtej chwili zauważyłam, jak bardzo podobały mi się te jej czarne oczy. Ciemne, długie włosy i pełne, różowe usta. Miała w sobie to coś, co automatycznie mnie do niej przyciągało. I to nie tylko w wyglądzie. To jej osobowość przemawiała do mnie w sposób szczególny.
- W końcu będę miała z kim gadać o dziewczynach - roześmiałam się, by rozluźnić atmosferę.
- Oj, tak - zawtórowała mi śmiechem. - Więc masz jakąś dziewczynę na oku?
- Hm... - zastanowiłam się, bo to nie było łatwe pytanie. - Tak - odparłam po chwili.
- Ja też. Nie sądziłam, że do tego dojdzie. Przekonałaś mnie jednak i... Dam sobie szansę, czemu nie?
- No, i prawidłowo! Życzę ci szczęścia, Patrycja, zasłużyłaś na nie.
- Dziękuje, Marina. Ty też.
- Wiesz... Od dłuższego czasu przemawia do mnie coś czego nie widać wyraźnie, za to wyraźnie to czuć. Coś podpowiada mi przez cały czas i są to słuszne rady. Dzięki temu poznałam ciebie.
- Czasem nawet w myślach nie wypowiadamy słów na głos. Po prostu odczuwamy ich znaczenie. To taka definicja podświadomości. Ona ci podpowiada. Twoje serce. Ono nie musi widzieć wyraźnie, bo pięknie czuje.
Uśmiechnęłam się na to szeroko, a ona odwzajemniła uśmiech. I znów wszystko rozjaśniło się, poczułam przyjemne ciepło. I to nie dzięki temperaturze, która panowała w lokalu. Nie dzięki gorącej kawie, którą wypiłam przed chwilą. Ten uśmiech był warty wszystkich skarbów świata, bo to on potrafił rozświetlić każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień. Był po prostu piękny i uwielbiałam go, mimo że widziałam go tak niewiele razy.
- Hej - powiedziała, wyrywając mnie z zamyślenia. - Zobacz na tych wszystkich ludzi - rozejrzała się po lokalu.
- Hm?
- To takie niesamowite, że jest tak dużo ludzi na świecie, a każdy z nich jest inny. Jest wyjątkowy i ma swoją wyjątkową historię. Nie znamy tych historii i nie bylibyśmy w stanie poznać ich wszystkich. Codziennie mijamy na ulicy mnóstwo ludzi, których nawet nie kojarzymy. Często zastanawiam się, jak mają na imię, co lubią robić. Jakie przeżywają radości i smutki. Często myślę sobie, że chciałabym podejść do każdego człowieka i go przytulić. Tak po prostu. Uśmiechnąć się z troską i zamienić chociaż parę słów. Lubię ludzi.
Czujnie obserwowałam profil Patrycji, podczas gdy jej wzrok wędrował od jednego do drugiego stolika. Słuchałam jej z delikatnym uśmiechem. Była taka dobra i niewinna, że o mało co się nie rozczuliłam. Ale podzielałam jej zdanie.
- Ja też ich lubię. Ale potrafią być straszni - wyznałam.
- To prawda. Ale co tu się na nich długo gniewać, jak sama nie jestem idealna. Łatwo się wszyscy gubimy, ale przy odrobinie chęci odnajdziemy drogę.
***
Kiedy zorientowałyśmy się, że za oknem panowała ciemność, zerwałyśmy się na równe nogi. Obie się wystraszone, że zastaniemy w domu wściekłych rodziców, ubrałyśmy płaszcze, zapłaciłyśmy i wyszłyśmy.
- Daleko mieszkasz? - zapytałam, kuląc się z zimna.
- Nie, a ty?
- Też nie.
- Odprowadzę cię.
- Daj spokój...
Nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo Patrycja złapała mnie za rękę i ruszyła przed siebie.
- W tamtą stronę? - zapytała tylko.
- Tak - zachichotałam. - Dziękuję.
- Przyjemność po mojej stronie.
W cudownie wesołej i swojskiej atmosferze, przywędrowałyśmy pod mój dom. Zamieniłyśmy pod nim jeszcze parę zdań, po czym się pożegnałyśmy. Było mi przykro, że musiałam się z nią rozstawać, mogłam z nią gadać bez końca. Na szczęście stała się moją bliską koleżanką, z którą na dodatek siedziałam w ławce. Będzie zatem jeszcze wiele okazji do rozmów.
***
Kiedy pokazałam się w domu, rodzice nie byli źli. Byli odrobinę zmartwieni, ale wiedzieli, że jestem odpowiedzialna. Dlatego też powstrzymali się z niepotrzebnym wpadaniem w panikę. Cholernie ceniłam w nich to, że nie traktowali mnie jak wiecznie małą dziewczynkę, delikatną kruszynkę rodziców. Byli świetnymi rodzicami, bo owszem - troszczyli się, zwracali mi uwagę, ale nigdy nie do przesady.
Zjadłam kolację, wykąpałam się, a następnie rzuciłam na łóżko. Na całe szczęście nie miałam dużo lekcji na jutro. Na wszystko byłam przygotowana, bo nauczyłam się już wcześniej. Musiałam jedynie odrobić parę zadań z matmy. Zanim jednak się do tego zabrałam, sięgnęłam po telefon i napisałam do Patrycji. Nie zapomniałam o tym, by poprosić ją o numer telefonu, gdy byłyśmy w kawiarni. Długo zastanawiałam się nad treścią wiadomości, więc wysłałam tylko "dziękuję za świetny dzień, dobranoc, Pacia :)". Miałam ochotę dopisać "uśmiechaj się częściej, masz cudowny uśmiech", ale to byłoby przesadne. Było jeszcze za wcześnie na takie komplementy. I tak spaliłam się już wystarczająco dużo razy, mówiąc jej, że jest śliczna i mądra. Oczywiście było to prawdą, ale... To wyglądało tak, jakbym była nią zainteresowana. No i byłam. To ją miałam na myśli, mówiąc, że mam jakąś dziewczynę na oku. Jednak ona też jakąś miała. Postanowiłam, że będę dyskretna, nie chciałam niczego zepsuć.
Odrobiłam szybko lekcje i zadowolona położyłam się spać. Cały czas o niej myślałam. I usnęłam, wciąż o niej myśląc.
***
Kolejnego dnia, kiedy weszłam do szkoły, byłam przekonana, że ten dzień będzie wspaniały. Niestety. Przeliczyłam się z tym, bo zaczął się wprost beznadziejnie. Standardowo włożyłam rzeczy do szafki i postanowiłam, że pójdę odszukać Patrycję. Coś jednak było nie tak. Na korytarzu panowała dziwna, niecodzienna zawierucha. Coś się działo. Wokół stało mnóstwo gapiów, ledwo się przez nich przeciskałam. W momencie się zdenerwowałam, spodziewałam się najgorszego.
Kiedy w końcu wydostałam się z tłumu, zobaczyłam przed sobą straszną scenę. Zapłakana Patrycja opierała się o szafki, a ze wszystkich stron otaczały ją moje byłe przyjaciółki. Jednak najbliżej niej stał jakiś wysoki szatyn. Był wściekły, ale co jakiś czas odwracał się do gapiów, by powiedzieć coś poniżającego brunetkę. Ona wybuchała kolejnymi falami płaczu.
W pewnym momencie uderzył ją w twarz na oczach wszystkich. Coś się we mnie wzburzyło, krew zahuczała mi w uszach z oburzenia. Podeszłam do niego energicznym krokiem i oddałam mu cios. Natychmiast złapał się za obolały policzek i skierował na mnie swoje spojrzenie. Zmierzył mnie nim i uśmiechnął się triumfalnie. Najwyraźniej był takim dupkiem, że mój wyskok nic nie poskutkował. Odszedł bez słowa, żeby po chwili wtopić się w tłum.
- No i na co się gapicie, co?! - warknęłam, a wtedy znów powstało poruszenie.
Ludzie zaczęli stopniowo odchodzić, przypominając sobie o swoich sprawach. Zastanawiałam się, czego oni w ogóle byli warci. Potrafili stać i patrzeć, jak jacyś idioci wyżywają się na niewinnej dziewczynie. Nikt poza mną nie zareagował, to było przerażające.
Odwróciłam się, by spojrzeć na Patrycję. Patrzyła na mnie z wdzięcznością, ale jej zapłakane oczy wyrażały jednocześnie okropny ból. Przeniosłam wzrok na Izkę, która uśmiechała się łobuzersko.
- Co to miało być do cholery?! - wybuchnęłam.
- To co widziałaś - wzruszyła ramionami. - Należało się dziwce.
- Sama jesteś dziwka. Największa jaką znam. Ta dziewczyna nikomu nic złego nie zrobiła. Chodź, Patrycja - przygarnęłam brunetkę do siebie. - Zrobię wam taką aferę, że się nie pozbieracie, tępe zdziry, obiecuję.
Ruszyłam do przodu, czując na plecach jej spojrzenie. Dalej mocno obejmowałam brunetkę, słysząc jej cichy szloch.
- Pedały! Pedały i dziwki! - krzyknęła nagle Izka, a mnie ogarnęła kolejna fala agresji.
Puściłam Patrycję, by odwrócić się i rzucić się na blondynkę. Nikt mnie nie powstrzymał, nikt nawet nie zdążył kiwnąć palcem. Rzuciłam się na nią z pięściami, chcąc pokazać jej, na co zasłużyła.
Byłam tak zdenerwowana i poruszana, że niewiele z tego zapamiętałam. Ktoś mnie od niej odciągał, a ja długo się rzucałam. Jej twarz była cała we krwi, a mnie bolały ręce i kolana. Moje ubrania były pomięte, a ja byłam posiniaczona. Nic do mnie nie dochodziło, gdy siedziałam w gabinecie dyrektorki. Dopiero po dłuższym czasie byłam w stanie odpowiadać na jakiekolwiek pytania. Obok mnie siedziała Patrycja, Izka i ten szatyn. Okazało się, że wezwano i naszych rodziców. Nie przyszli jedynie rodziciele Patrycji, twierdząc, że mało ich to interesuje. Nie dziwiło mnie to, jednak widziałam, że brunetka mocno to przeżywała.
- Hej... Nie jesteś sama, masz mnie - wyszeptałam i uśmiechnęłam się kojąco.
- Wiem. I cholera, byłaś świetna.
W tym momencie obie cicho się roześmiałyśmy.
- Dziękuję, Marina - dodała po chwili. - Dziękuję, że jesteś.
- Przyjemność po mojej stronie.
Wszyscy dostaliśmy ostrzeżenie. Dyrektorka i rodzice wiedzieli, że byłam pilną uczennicą, do mnie mieli najmniej pretensji. Rozumieli moje zdenerwowanie, jednak wytłumaczyli, że nie powinnam reagować w ten sposób. Do Patrycji nic nie mówiono, bo wszyscy wiedzieli, że to ona była poszkodowaną. Izka i szatyn dostali długi wykład i dodatkowe prace po lekcjach. Dla mnie to było za mało, oni byli odrażający. Nie mogłam na nich patrzeć i byłam wściekła na siebie, że wcześniej zadawałam się z kimś takim jak Iza.
***
Reszta dnia upływała w ciężkiej atmosferze. Cały czas trzymałam się blisko Patrycji. Byłam zadowolona, że zdołałam choć odrobinę poprawić jej humor. Powiedziałam, żeby pod żadnym pozorem nie brała do siebie słów tych idiotów. Mimowolnie pogładziłam jej policzek, w który uderzył szatyn. Szybko jednak cofnęłam dłoń zawstydzona. Zauważyłam jednak, że Patrycji to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, odetchnęła z ulgą na mój dotyk.
Brunetka wyznała, że wcześniej z nim "chodziła". Chodziła, czyli uprawiała z nim seks, kiedy tylko chciał. Kręciłam głową z niedowierzaniem, gdy opowiadała mi o tym wszystkim. Co ona narobiła? Chłopak miał na imię Kamil i grał w szkolnej drużynie sportowej. Był przystojnym dupkiem, miał na koncie tysiące lasek. Nie wierzyłam, że Patrycja robiła takie głupoty. Była wspaniałą dziewczyną, a ona się nie szanowała. A powinna.
- Ale przestałam już z tym... Dzięki tobie... I widzisz. To wszystko przez to. Ale kurwa, słuchaj. Ja niczego nie żałuję. Pierdolę to, jestem szczęśliwa - spojrzała mi głęboko w oczy, na co ja uśmiechnęłam się.
- I słusznie. I nie przejmuj się już niczym. Jestem z tobą, pamiętaj. Słuchaj! Chciałabyś nocować u mnie w piątek? Pogadamy, pośmiejemy się, obejrzymy jakieś filmy, nażremy się pizzy - zaproponowałam/
- Ojacie piracie! - zakrzyknęła. - Oczywiście! Z największą przyjemnością. Rany, dziękuję. Jesteś najlepsza.
- Jeju - roześmiałam się. - Za co ty mi dziękujesz? Lubię cię.
- A ja ciebie - uśmiechnęła się i znów rozświetliła wszystko tym cudownym uśmiechem.
A kiedy to się stało, już niczym się nie martwiłam. Wystarczył ten jeden uśmiech, żeby mój dzień stał się wspaniały. W dodatku Patrycja już się nie smuciła. Na każdej przerwie wesoło sobie gawędziłyśmy, jakby nigdy nic.
***
Bardzo się niecierpliwiłam, zanim przyszedł piątek. Każdego dnia myślałam o tym nocowaniu i byłam nim cholernie podekscytowana. Postanowiłam, że zamówimy ogromną pizzę. Oprócz tego kupiłam nam całą górę słodyczy. Nie było to zdrowe, ale świetne na poprawę humoru. Poza tym szaleństwo od czasu do czasu było wręcz wskazane. Ogólnie myślałam o tym, jak to będzie. Zapewne będziemy dużo gadać, słuchać muzyki i się zwierzać. Chciałabym powiedzieć jej, jak bardzo ważna dla mnie jest, ale wciąż nie wiedziałam, czy to było na miejscu. Zależało mi na niej i cieszyłam się, że byłyśmy tak blisko siebie.
Kiedy w końcu nadszedł piątek, moje podekscytowanie sięgało zenitu. Patrycja też bardzo się cieszyła, widziałam to. I to sprawiało, że byłam w pełni szczęśliwa. Poza tym wyglądała o wiele lepiej. Nie była już taka przygnębiona ani blada. Brunetka odzyskiwała swoje kolory, których tak właściwie nikt wcześniej nie widział. Trudno było mi powiedzieć, co było tego powodem. Dziewczyna wciąż miała beznadziejne kontakty z rodziną, awantury były na porządku dziennym. A mimo to uśmiechała się. Była silna, ceniłam to w niej. Nie wyobrażałam sobie, jak ona przechodziła przez fale tych podłych słów. Ja bym tak nie umiała. Zamknęłabym się w pokoju na całe życie i płakała. Rodzina to najbliżsi ludzie, dlaczego tak się działo? Nie chciałam poruszać z nią tego tematu zbyt często, jednak regularnie pytałam, czy jest w miarę dobrze.
Kiedy wieczorem usłyszałam dzwonek do drzwi, zerwałam się na równe nogi i pobiegłam, żeby otworzyć. W ich progu ujrzałam piękną dziewczynę o ciemnych włosach i czarnych oczach. Od razu uśmiechnęłam się szeroko, a ona odwzajemniła ten uśmiech.
- No co tam, kochana? - roześmiała się. - Przyszłam na bitches party. Jest tu niejaka Marina Łuczenko, którą kocham całym sercem?
- Stoi przed tobą, głupku! - czule zmierzwiłam jej włosy i wciągnęłam brunetkę do środka.
- Dobry wieczór! - powiedziała w przedpokoju, zdejmując buty.
- Weź, nie ma ich. Jesteśmy same.
- Wolna chata! - krzyknęła, unosząc ręce ku górze, a ja wybuchnęłam śmiechem.
Nie poznawałam jej. I cholernie się z tego cieszyłam. Ona była po prostu wesoła. A ja chciałam, by stała się szczęśliwa. I postanowiłam, że zrobię wszystko, by do tego doprowadzić.
Po krótkiej chwili znalazłyśmy się w moim pokoju, w którym wszystko było już przygotowane. Patrycja powiedziała krótkie "wow" na ten widok, a ja zachichotałam.
- Kurwa, ale będziemy grube - znów się roześmiała. - Chociaż moment... Ty nigdy nie przytyjesz, zapewne zawsze będziesz taka piękna i zgrabna.
- A weź! - od razu się zarumieniłam. - Dziękuję, no...
Moja przyjaciółka rzuciła się na łóżko i odetchnęła radośnie. Spojrzałam na nią z szerokim uśmiechem.
- Heeeej... - zerwała się nagle.
- Nie, Patrycja. Żadnego alkoholu i papierosów. Nie, nie.
Wydęła wargę wyraźnie niezadowolona.
- Papierosy są niezdrowe, a co do alkoholu: uwierz, że będziesz wolała zapamiętać tę noc.
- Brzmi obiecująco - zaśmiała się.
- Zaufaj mi - zawtórowałam śmiechem i usiadłam obok niej.
No, i tak zaczęła się rozmowa. Było śmiesznie i głośno. Dusiłam się śmiechem, kiedy Patrycja wydurniała się, robiąc śmieszne miny. Wydawała z siebie tak dziwne dźwięki, że nie umiałam siedzieć spokojnie. Zginałam się w pół ze śmiechu. W zamian zaczęłam opowiadać jej naprawdę dobre kawały. Była inteligentna, więc od razu je łapała i wybuchała śmiechem. Oglądając jej reakcje, uśmiechałam się triumfalnie. Już myślała, że mnie w tym pobije. A jednak! To było coś w rodzaju "Nie Śmiej się Wyzwanie" i żadna z nas nie wygrała. Był remis, Patka też to przyznała.
W pewnym momencie podniosłam się, by włączyć odtwarzać. Włożyłam do niego płytę One Direction "Midnight Memories". Ciche dźwięki poniekąd wypełniały pokój, bo reszta to były nasze głosy. Dla mnie był to bardzo sentymentalny album. Właśnie przy takiej muzyce otwierałam się i można było ze mną porozmawiać dosłownie o wszystkim. Tak też było i tym razem. Zaczęłam mówić o szkole, o ludziach... I o tym, jak bardzo lubiłam moją przyjaciółkę. Powiedziałam Patrycji, że powinna się zawsze uśmiechać, bo ma cudowny uśmiech.
- Wiesz... Ta moja cała zmiana... To wszystko dzięki tobie - powiedziała wtedy. - Dziękuję, Marina. Dziękuję, bo teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
- Cieszę się. Ale... A rodzina?
Westchnęła smutno i zmarszczyła brwi. Chwilę myślała nad odpowiedzią.
- Tak, jest mi z tym ciężko. Bo zważam na każdy mój ruch czy decyzję. I mimo że wiem, że nigdy nie będę idealną córeczką, dążę do tego. Jednak zawsze jest za mało.
- To błąd, Patrycja. Rób wszystko, byś czuła się dobrze. Jesteś dobrym człowiekiem. A błędy popełnia każdy. Ale ty nie zbłądzisz, ja to wiem. Jesteś wyjątkową osobą. Te wszystkie głupoty, które robiłaś... To przez to, że nie było nikogo, kto mógłby cię wspierać.
- Teraz jesteś ty i wszystko się zmienia. Kocham moje życie.
Uśmiechnęłam się szeroko na ten komunikat.
- Cieszę się, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. A mogłabym... Zrobić coś, by było jeszcze lepiej? - spojrzałam na nią.
Akurat leciało "Something Great", Patrycja uśmiechała się pod nosem, spuszczając wzrok.
- Mogłabyś - powiedziała w końcu. - Pocałuj mnie - popatrzyła mi w oczy.
Kiedy to powiedziała, zamarłam. Wydawało mi się, że się przesłyszałam. Serce zaczęło łomotać mi w piersi tak mocno, że obawiałam się, że muzyka tego nie zagłuszy. Patrzyłam na nią zszokowana, a moje wargi lekko drżały. Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć, ale pytanie "możesz powtórzyć?" byłoby najmniej stosownym.
Po dłuższej chwili ocknęłam się, a brunetka wciąż na mnie patrzyła. Zbliżyłam się do niej niepewnie i równie niepewnie ujęłam jej twarz dłońmi. Spojrzałam na jej cudowne usta, wiedząc, że za chwilę ich posmakuję. Uśmiechnęłam się delikatnie i musnęłam jej wargi, żeby zaraz potem pogłębić pocałunek.
Całowałyśmy się długo i namiętnie, ale i zarazem czule. W tle nadal leciała "Something Great", a ja miałam motylki w brzuchu. Czułam dreszcze na całym ciele, marząc, by móc całować te usta każdego dnia.
Kiedy odsunęłyśmy się od siebie, by nabrać powietrza do płuc, spojrzałyśmy sobie w oczy. Patrycja uśmiechnęła się szeroko. Ja też. Jakby mogło być inaczej? Czułam się szczęśliwa i spełniona.
- Jesteś cudowna - powiedziała.
- Ty też. A twoje usta są najsmaczniejsze.
- Dziękuję - zachichotała. - Ale twoim nie dorównują.
- Kocham cię, Patrycja.
- A ja ciebie, Marina.
Przez chwilę trwałyśmy w zupełnej ciszy. Słuchałyśmy "Little White Lies" i uśmiechałyśmy się pod nosami.
W pewnym momencie Patrycja wstała z łóżka i uklęknęła przede mną.
- Ze względu na to, że trzeba mi mówić wszystko wprost, bym była pewna... Czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Mój Boże, Patrycja! Oczywiście, że tak - poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
Brunetka delikatnie ujęła moją dłoń i schowała ją w swoich.
- Dzięki tobie jestem szczęśliwa, pamiętaj - uśmiechnęła się i musnęła moje usta.
- Nawzajem, skarbie. Nawzajem - oddałam muśnięcie.
***
Reszta wieczoru minęła nam na radosnych rozmowach, śmiechach, pocałunkach i flirtowaniu. Brakowało nam tego i każda z nas marzyła o tym od dawna. Ganiałyśmy się po domu z poduszkami. Rzucałyśmy się po ziemi jak szalone pięciolatki. Obejrzałyśmy też komedię romantyczną, na której oczywiście się rozpłakałam. Moja ukochana szybko otarła moje łzy i złożyła czuły pocałunek na czole. Objęła mnie mocniej i powiedziała "jestem z tobą, skarbie". To sprawiło, że rozczuliłam się bardziej, więc po prostu schowałam się w jej szyi. Zjadłyśmy ogromną pizzę, popiłyśmy colą, a gdy zachciało się nam czegoś słodkiego, otwarłyśmy żelki. Patrycja dostała po nich napadu głupawki, więc stwierdziłam, że cukier w dużej ilości nie jest dla niej wskazany.
Kiedy zorientowałyśmy się, że dochodzi 3:00 w nocy, stwierdziłyśmy, że czas najwyższy położyć się spać. Umyte i gotowe do spania położyłyśmy się do łóżek.
- Patrycja... - powiedziałam nagle.
- Hm?
- Jesteś idiotką.
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Na co ty jeszcze czekasz? Nie zamierzasz spać ze swoją dziewczyną?
- Myślałam o tym, ale nie wiedziałam, czy mogłabym...
- Jestem cała twoja - przewróciłam oczami w ciemności. - Poza tym chce się do ciebie tulić całą noc, oki.
- Okay - roześmiała się, a już po chwili leżała u mojego boku.
Bez słowa objęła mnie w pasie. Leżałyśmy w pozycji zwanej "na łyżeczkę". Ona za mną. Co jakiś czas muskała ustami mój kark. Głaskała mnie po ręce, a ja odpływałam z przyjemności. Uśmiechałam się przez cały czas, dziękując Bogu za tą dziewczynę.
Nie miałam pojęcia, kiedy zasnęłam. Ale nigdy w życiu nie miałam tak wspaniałego snu. Byłam spokojna i czułam cudowne ciepło. Zakochałam się. W końcu przyznałam to przed samą sobą. Ale i przed Patrycją. Wyznałyśmy sobie miłość, stałyśmy się parą. To ja sprawiłam, że zaakceptowała swoją orientację, a po tym zakochała się we mnie. Czyż to nie był słodki paradoks? Byłam pewna, że nic nie dzieje się przypadkiem. Patrycja mówiła, że Bóg nieprzypadkowo stawia ludzi na naszej drodze. Wszystko ma swój sens, cel, znaczenie. Nasza przygoda i historia też. To wszystko było piękne, kawałki złożyły się w cudowną całość. A ja wyciągałam ręce po więcej. Wyciągałam ręce do Patrycji, bo chciałam zatrzymać ją przy sobie już na zawsze. Kochałam ją jak nikogo innego. I byłam wdzięczna za to wszystko, co wydarzyło się w moim życiu.
***
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam obok siebie śpiącą Patrycję. Dotknęłam swoich warg, przypominając sobie pocałunki z ostatniej nocy. Bałam się, że to wszystko było tylko pięknym snem, ale nie. To wszystko miało swoje miejsce, wydarzyło się.
Nachyliłam się, by delikatnie musnąć usta mojej dziewczyny. Wyglądała tak cudownie, gdy spała. Miała rozczochrane włosy i lekko rozchylone usta. Była urocza. Wiedziałam, że ten obraz pozostanie w moim sercu już na zawsze. Zupełnie jakby ktoś zrobił zdjęcie, którego nikt mu nie odbierze.
Uśmiechnęłam się, patrząc na nią, a po chwili wyszeptałam:
- Kocham cię. Tak bardzo cię kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zachęcam do dyskusji i komentowania. Będę wdzięczna za każde słowo. Pamiętajcie, że robię to dla was i wszelka opinia jest bardzo mile widziana.