(Post z 28.07.2016)
Przychodzę do was z nową, mam nadzieję, ciekawą serią. Nie będę się w niej skupiać na konkretnych tematach i drążyć je przez cały post. To nie będzie też żadna kartka z pamiętnika. Będą to myśli całkiem wyrwane z kontekstu, ale wciąż zachowujące sens. Stąd więc nazwa serii. Jak zawsze będę wyrażać swoje zdanie, ale bardziej na temat codziennych, przyziemnych drobnostek. Zamierzam przytaczać tu sytuacje, w których się znalazłam i analizować je. Znacie mnie doskonale z moich postów, lubię dużo myśleć. Lubię wyciągać wnioski. Ta seria nie jest mniej ambitna od pozostałych dwóch. Jak zawsze będę w nią wkładać całą siebie, nie umiałabym inaczej. Tu będzie jednak nieco swobodniej, bo będę przechodzić z jednego wątku do drugiego, ale nie przerażajcie się - wciąż będę dbać o logikę i sens. No, bo jak bardzo marną wypocinko-pisareczką musiałabym być, żeby pisać całkiem bez ładu? Doskonale wiecie, że pragnę wam przekazać wszystko co najważniejsze. Wszystko, co najlepsze w sobie mam. Tak więc zapraszam was do czytania, udzielania się i oczywiście dyskutowania!
Obecnie trwają w Polsce, w Krakowie Światowe Dni Młodzieży. Hm, nie oszukujmy się - jest to wielkie i piękne wydarzenie. Nieważne, czy jesteście wierzący, czy nie. To nadal wielkie wydarzenie, którym jednak każdy powinien się odrobinę zainteresować. Co mnie boli? To, że niektórzy młodzi Polacy całkiem sobie z tego zakpili. "Głupi TVN puszcza relacje ze Światowych Dni Młodzieży, a ja nie mogę oglądać serialu <Szpital>". Przeczytałam taką wypowiedź na Twitterze i cóż, zrobiło mi się zwyczajnie wstyd za postawę tej osoby. Po pierwsze: ten durnowaty serial bez najmniejszego przekazu transmitują zbyt często i można go obejrzeć w każdej chwili. Po drugie: dla mnie to zaszczyt, że papież wybrał nasz kraj na miejsce spotkań młodzieży z całego świata. Dla ciekawskich: Polska została wybrana po raz drugi, a twórcą tego wielkiego wydarzenia był Jan Paweł II. Myślę, że w ciągu tych paru pięknych dni Polacy powinni być bardziej powściągliwi i zachować pewien poziom kultury. Nie chcę nikogo obrażać, jednakże wypowiedź tej osoby nie świadczy o niej najlepiej. A po czym człowieka poznać jak nie po jego światopoglądzie i czynach? W każdym razie bardzo żałuję, że nie uczestniczę oficjalnie w Światowych Dniach Młodzieży. Jednak chętnie oglądam transmisje i bez bicia przyznaję, że co chwilę się wzruszam. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to święto łączy wszystkich ludzi, nawet tych nie wierzących i mam na to dowód. Pisałam z osobą niewierzącą, która chciałaby znaleźć się na tym wydarzeniu, ponieważ bardzo spodobała się jej tamtejsza atmosfera. Niektórzy stwierdziliby, że niewierzący nie powinni się w to mieszać. Broń, Panie Boże przed takimi opiniami. Kościół ma jednoczyć, łączyć wszystkich ludzi! Tego chce Pan Bóg, tego chce Pan Jezus. I właśnie tym klimatem, tą radością i miłością do Boga mamy przyciągać do siebie niedowiarków! Tak więc nawet jeśli nie możecie tam być, módlcie się i świętujcie. Radujcie się, bo to jest obowiązek chrześcijan, tak jak powiedział papież Franciszek. Słuchajcie jego słów, jeśli jest wam ciężko na sercu. On naprawdę naprawdę potrafi podnieść człowieka na duchu, potrafi dodać skrzydeł. Ale jeśli czujecie się szczęśliwi, też polecam wam go posłuchać. Jest wspaniałym człowiekiem. I przy okazji zachęcam do słuchania Słowa Bożego, które jest źródłem życia człowieka. Zaufajcie mi, wiem, co mówię.
A teraz coś z innej beczki. Są wakacje i każdego dnia chodzę bardzo późno spać. Rozmawiam sobie z Magdą po nocach, bo... Nie mamy zbyt często innej możliwości. Chodzi o moich rodziców, oni nie za bardzo akceptują mojego związku z nią. Właściwie w ogóle nie biorą go pod uwagę. Hm, dla nich nie liczy się moje szczęście, nigdy nie będę nawet dobrą córeczką. Ale nieważne. W każdym razie, pewnej nocy, kiedy akurat Magda zasnęła bardzo wcześnie - leżałam na łóżku, słuchałam muzyki i myślałam. Na początku byłam przeraźliwie smutna, czułam się samotnie. Patrzyłam się w sufit, rozmyślając o wszystkim i o niczym. Czasem mam taki chaos w głowie, że na pytanie "o czym myślisz?" nie umiem odpowiedzieć. A śmieszne jest to, że właśnie w tym momencie moja głowa pęka od nadmiaru myśli. Dziwne. Nie chciało mi się jednak płakać. W pewnym momencie natrafiłam na piosenkę Justina Biebera "Stay Together". Jest to wyciek, którego nie ma już w internecie, ale na szczęście zdążyłam ściągnąć ten kawałek na komputer. Mimo że piosenka jest spokojna i raczej smutna, zmieniła moje samopoczucie o sto osiemdziesiąt stopni. Miły dreszcz przebiegał przez moje ciało, uśmiechałam się. Myślałam o tym, jak bardzo kocham moją dziewczynę. Jak bardzo kocham moje życie i jak cholernie chcę budzić się każdego dnia. Wiecie, ja ogólnie nienawidzę nocy bez niej, bo wtedy analizuję wiele rzeczy i dochodzę do przykrych wniosków. I do tego właśnie zmierzam. W nocy wszystko jest jasne i proste. Nic nas nie rozprasza, łatwiej jest się nam skupić. Stajemy się bardziej melancholijni, refleksyjni. Zaczynamy dostrzegać piękno i odczuwać ból, który tkwił w nas długo, ale do tej pory był nieaktywny. Co ciekawe: żadna rozmowa, żadna myśl, żaden kawałek, którego słuchamy nocą, nie będzie taki sam jak w dzień. Nigdy nie otwieramy swoich dusz tak jak w nocy. Nasze emocje nigdy nie są tak żywe. Nie wiem, dla mnie jest to piękne i ekscytujące. Nocą nigdzie się nie spieszymy, świat śpi. Ale kiedy my nie śpimy, to czujemy, że naprawdę żyjemy. I radzę wam to kiedyś wykorzystać.
Posiadanie własnego zdania. Trzy słowa, a budzą tyle dyskusji. Każdy ma swoje definicje posiadania własnego zdania. A to rzecz dziwna, bo miałam wrażenie, że nikt nie powinien mieć wątpliwości w tej kwestii. Ja to widzę tak: każdy ma prawo mieć własne zdanie. Świat byłby smutny, gdyby wszyscy byli tacy sami, gdyby wszyscy myśleli podobnie. Indywidualność nie gryzie, kochani. Jeśli nikogo nie obrażamy, nie przeklinamy, a nasza wypowiedź zachowuje odpowiedni poziom, to wszystko gra. Uważam się za osobę kontrowersyjną, ponieważ ja zawsze mówię głośno o tym, co myślę. Oczywiście nigdy nie zapominam być przy tym kulturalna i taktowna. Nienawidzę kłótni, niejasności, nieporozumień, ugh - zgroza! Często bywa tak, że mam zupełnie inne zdanie od reszty społeczeństwa. A... Społeczeństwo nie przyjmuję tego chętnie do swojej świadomości. Rozumiem, nikt nie musi się ze mną zgadzać, ale czy powinnam zostać obsypywana różnorakimi obelgami? Przepraszam, ale nie sądzę. Nigdy nie wyzywałam nikogo, dlatego bo ktoś powiedział "nie podoba mi się głos Louisa". Przecież może mu się nie podobać. Z całą przykrością muszę powiedzieć, że często zdarza mi się nie rozumieć ludzi. "Moim zdaniem to nie jest dobry pomysł" - to zdanie brzmi w porządku. Nie ma w nim cienia perswazji, podkreślam "moim zdaniem". Jeśli nikt nikogo nie szykanuję, nie nalega i nie oczernia, to ma prawo mieć to swoje zdanie. Tolerancja u ludzi często kończy się na tolerancji homoseksualistów, innowierców czy obcokrajowców. Albo i nawet na tym się nie kończy. Poza tym to brzmi tak beznadziejnie - jak można używać słowa "tolerancja" wobec normalnych ludzi? Żyjących, mających uczucia? Beznadzieja. Tolerować nie musimy pewnych zachowań, ale ludzi? Wracając! Tolerancja według mnie to też słuchanie i rozumienie innych. Nie musi się to dziać od razu, absolutnie. Ale uważam, że każdy ma obowiązek starać się słuchać innych. Nie powinniśmy wybuchać, tylko cierpliwie pozwolić skończyć komuś wypowiedź. Przemyśleć, przetrawić i spokojnie odpowiedzieć. Przypominam! Co w końcu opisuje człowieka jak nie jego słowa i czyny?
Na koniec muszę się z wami podzielić czymś osobistym. Jakiś czas temu został do mnie skierowany dosyć nieprzychylny epitet. Nieprzychylny, hm - nietrafny! Moja koleżanka wielokrotnie powtarzała, jakaż ja jestem aspołeczna. Dobrze, na początku wyjaśnijmy sobie wyraz "aspołeczny". Osoba społeczna to taka, która niechętnie wychodzi do ludzi. Wycofuje się, z reguły jest domatorem, czuje się źle wśród ludzi. Nie angażuje się w sprawy społeczeństwa, nie udziela się. To osoba, która najchętniej stałaby się niewidoczna, jeśli byłoby to możliwe. W porządku, skoro sobie wyjaśniliśmy znaczenie tego słowa, to teraz przeanalizujemy, czy ono faktycznie mnie opisuje. Jestem osobą głośną. Głośną, ale co mam na myśli? Ano nie tylko to, że mój śmiech słychać na drugim końcu miasta. Ale też to, że ja zawsze wypowiadam się na każdy temat, lubię dyskutować, lubię rozmawiać z ludźmi i bardzo potrzebuję ich towarzystwa. Lubię słuchać ludzi, lubię ich obserwować, poznawać. Jestem ciekawa świata. Owszem, mam wiele fobii, czego w sobie nienawidzę i co wręcz hamuje mnie do poznawania świata, ale staram się łamać bariery. Byłam wiceprzewodniczącą w mojej szkole, każdy mógł na mnie liczyć i ludzie o tym doskonale wiedzieli. Aspołeczna wiceprzewodnicząca? Dobre sobie. Tak, tak, też bawi mnie oszczerstwo mojej koleżanki. Może to zbyt mocne słowo, ale ona ewidentnie chciała zrobić mi na złość. Doskonale pamiętam ten jej uśmieszek, gdy mówiła "ty to taka aspołeczna jesteś...". Teraz wam powiem, dlaczego nie przepadam za towarzystwem w moim mieście. Moje miasto jest małe, młodzieży "garstka". A większość z nich jest jak "alkohol, papierosy, przeklinanie, seks, tumblr girls, lajki na instagramie, profilowe na facebooku i piękne paznokcie 24/7". Żenada prawda? Cóż, dla tych, którzy mierzą więcej żenada, rzecz oczywista. A że ja zaliczam się do myślicieli, moli książkowych, ale też ludzi ciekawych świata szukam raczej innego towarzystwa. Nie mówię, aniołem nie jestem. Próbowałam różnych rzeczy jak inni nastolatkowie, ale błagam was - zawsze z umiarem, zawsze. Mogłam wydawać się więc aspołeczna, ale tylko dlatego że potrzebuję mieć przy sobie mądrych ludzi. Ja lubię ludzi i to nie jest tak, że odpycham od siebie innych. Przygarniam dosłownie wszystkich, aczkolwiek z niektórymi nie da się obcować. Wiecie, moi przyjaciele (Madzia i Marysia) twierdzą, że mnie nie da się nie lubić, ale ludzie chyba mnie nie lubią. Tak, to ci co piją i palą, zgadza się. Nie zależy mi na ich zdaniu ani trochę. I ja mam bardzo małe grono znajomych. Wolę mieć małe grono zaufanych, mądrych ludzi niż wielkie i głupich hipokrytów. Tak więc nie uważam, żebym była aspołeczna. Wręcz przeciwnie, moi drodzy.
Kocham i pozdrawiam moją Madzię i Marysię.
(Ostatnie dwie osoby wymienione w poście nie biorą już żadnego udziału w moim życiu, jednak niczego nie zmieniam. Chcę to zostawić na pamiątkę i dowód, że życie jest niesamowicie przewrotne. Po prostu niektórzy okazują się fałszywymi przyjaciółmi.)
Pamiętaj ze Twoja historja może i zaczyna się tu gdzie jesteś ale na pewno tam się nie skończy. Kasiu powodzenia i Pamiętaj kim jesteś
OdpowiedzUsuń