17 lutego 2020

Rozliczenie się ze sobą, czyli tym razem bez serii

Ostatni post, jaki dodałam, pojawił się osiemnastego maja, dwa tysiące osiemnastego roku. Półtorej roku temu. Nie sądziłam, że minęło aż tyle czasu, ale... Uwaga: ten blog nie umarł. On wciąż żyje i żyć będzie. Skąd zastój? To pytanie nurtujące przede wszystkim mnie, bo nie sądzę, by ktokolwiek inny mógł o to zapytać. Gdyby blog posiadał stałych czytelników, raczej dostałabym kilka wiadomości. Dzisiaj spróbuję odpowiedzieć na to pytanie choćby po to, by rozliczyć się ze samą sobą.

Zacznijmy od chronologicznej analizy mojego portfolio. Nie lubię się chwalić, ale faktem jest, że ciągła praca pozwala się rozwijać. Uważam, że w mojej twórczości nastąpił progres.

Już w zerówce umiałam płynnie czytać i pisać. Jednak trudno powiedzieć, dlaczego zaczęłam tworzyć własne opowiadania, po prostu mi się to podobało. Miałam wiele pomysłów, moja wyobraźnia stworzyła sporo historii, więc pewnie chciałam je jakoś zachować. "Jakoś", to znaczy nadać konkretny kształt i formę. Po prostu coś stworzyć. Od początku ciągnęło mnie do słów. Słowa to mało. Pragnęłam stworzyć własny świat. Tak powstała moja pierwsza książka fantasy, która liczy sto dwadzieścia stron A4. Nie została skończona, ale... Nie ma czego żałować, nie byłabym w stanie odratować tej fabuły. To jednak historia stworzona przez dziewięcioletnie dziecko. Może jeszcze młodsze, nie pamiętam. Książka ma ciekawą historię, bowiem została napisana na podstawie zabawy, w którą wciągnęłam niemal wszystkie moje koleżanki i kolegów. Dokładnie na tym skupiła się spora część mojego dzieciństwa. Początkowo pisałam ją w zeszytach, dopiero później całość przepisałam i ba! - Poprawiłam na komputerze. To był pewnego rodzaju projekt, bardzo ważny. Chciałam wydać tę książkę, żyłam nią wiele, wiele lat i wcale nie przesadzam.

Potem pojawiały się blogi, na których pisałam przeróżne opowiadania. Całe mnóstwo opowiadań. W większości nie zostały dokończone. Ogólnie to proza skradła moje serce i nie wyobrażałam sobie pisać czegokolwiek innego niż opowiadania. Dopiero potem pojawił się pomysł pisania esejów. To było na pewno w gimnazjum, dokładnie w drugiej klasie. Zaczęłam spisywać moje myśli, poglądy, doświadczenia i wnioski, które wyciągałam z życiowych lekcji. Przyznam, że nie mam pewności, ale pierwsze eseje zaczęły pojawiać się chyba na Tumblerze. Możliwe, że były i na bloggerze, ale na pewno nie na tym, na którym aktualnie czytacie post. Bowiem ten blog jest szczególny i ma szczególną historię. Wraz z moją byłą dziewczyną stworzyłyśmy go w roku dwa tysiące szesnastym, a pierwszy adres brzmiał: "all-in-history.blogspot.com". Stanowił on połączenie nazw naszych dwóch ulubionych piosenek: "History" One Direction i "All in it" Justina Biebera. Moja była dziewczyna dodawała swoje prace, a ja swoje. W momencie rozstania, usunęła je. Usunęła wszystko, co było było z nią związane. Zniknęła z zakładki "o nas". Zostałam ja. Moje opowiadania i eseje. Od tej pory nie zmieniłam ich treści, mówię o pracach związanych z byłą dziewczyną. Oczywiście to celowe, bo mimo że zamknęłam ten rozdział, był on zbyt ważny w moim życiu, żeby tak po prostu wszystko zatrzeć czy wyrzucić.

Lata dwa tysiące czternaście - dwa tysiące szesnaście były przełomowe, jeśli chodzi o moją twórczość. Nie ukrywam, że miłość była tego powodem. Tworzyłam więcej dla niej i dzięki niej. Kryzys pojawił się po rozstaniu i do dzisiaj piszę nieporównywalnie mniej niż wtedy. Wprawdzie blog rozwinął się o dwie zakładki: z fotografią i poezją. Dodałam sporo nowych esejów i kilka opowiadań. No, i oczywiście zmieniłam adres. Zacznij kochać życie. No, i tutaj pojawia się istotne pytanie. Czy dziewczyna, która cierpi na pewne zaburzenie, ma prawo pisać o tym, czego sama nie realizuje? Końcówka szkoły podstawowej i gimnazjum było najgorszym okresem w moim życiu, pragnęłam umrzeć. Czując potworny ból, pragnęłam ratować przed nim innych. Nie miejcie mnie za hipokrytkę i oszustkę. Ja wierzyłam w swoje słowa, pragnęłam w nie wierzyć, po prostu nie umiałam ich wdrożyć w życie. Bardzo chciałam pomóc innym. Niestety nie tak bardzo jak sobie i to mnie w pewnym momencie zgubiło. Zgubiłam siebie.

"Estetyczne Jeansy" to cała zgromadzona dotychczas poezja mojego autorstwa. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek zabiorę się za wiersze. Początkowo wychodziły mi koszmarnie, wręcz żałośnie. Dopiero z czasem nabrały charakteru i to w tak wielkim wymiarze, że proza zeszła na dalszy plan. Teraz widzimy tego skutki. Jeśli jesteście ciekawi, w dwa tysiące siedemnastym roku powstało specjalne konto na tweeterze: @aestheticjeans. To był właśnie ten wielki krok, który pchnął mnie w stronę poezji. Moment, kiedy zaczęła stawać się lepsza. Emocje wzięły górą, byłam nimi przepełniona i pragnęłam jak najszybciej z siebie wyrzucić. Znalazły swoje ujście, a tym ujściem stała się poezja. Ratunek dla mojej poszarpanej duszy.

Fotografia. Tego całkowicie się nie spodziewałam, przyszło równie spontanicznie jak poezja. Zaczęło się chyba od pielgrzymki do Włoch w dwa tysiące siedemnastym, czyli stosunkowo późno. Ten kraj wzbudził we mnie miłość do uwieczniania chwil właśnie w taki sposób. Chwil, uczuć, piękna - wszystkiego, co zaintryguje oko i duszę. Od tamtej chwili przestałam rozstawać się z aparatem. Była Bydgoszcz, Muszyna, Gdańsk, Sopot, Toruń, Kraków, Międzywodzie, Świebodzin, Irlandia, a dokładnie Belfast i w końcu zwykłe miejsca, które tak naprawdę są niezwykłe. Miasteczka, wsie, uliczki, parki. Czasem wystarczy mi iść na spacer albo wyjrzeć za okno. No, i sięgam po aparat.

W międzyczasie powstawały opowiadania - każde nowsze lepsze od poprzedniego, ale wciąż kiepskie. Żadne nieskończone. Każde czeka na zakończenie i wierzę, że uda mi się dopiąć swego. Tylko jedno już nigdy nie ujrzy światła dziennego, mimo że doczekało publikacji. "Więcej niż pamiętnik", czyli zbyt osobisty rodzaj przeżywania cierpienia. Ta artystyczna perełka, czyli "List do Magdy", perełka, przez którą to opowiadanie musiało zostać zdjęte, bowiem tego chciała adresatka.  Uszanowałam jej prośbę. No, i opowiadania nieopublikowane, ale przeczytane przez kilka osób, na przykład "Raise the bar" albo "Theatrum Mundi". Mogłyby być dobre, dlatego cały czas mam na uwadze ich kontynuację. Oczywiście istnieje o wiele więcej tytułów, ale wymienianie zajęłoby sporo czasu.

Patrycja, czyli moje alter ego. Bohaterka, która przewinęła się przez dziewięćdziesiąt procent opowiadań. Rozwijała się wraz ze mną i wciąż ją kształtuje. To tak jak poglądy - raczej nie zmieniłabym treści starych esejów, ale nie da się ukryć, że dojrzewam. Z dziewczynki zmieniam się w kobietę. Dojrzewam i zawsze starałam się to robić. W życiu i w twórczości. W końcu jedno ma bardzo bliski związek z drugim. Nabieram doświadczenia, a więc zdobywam coraz więcej pomysłów i inspiracji. Chcę przekazywać to, co mam w sobie najlepsze. Moja twórczość od samego początku posiadała cel, to nie była sztuka dla sztuki.

Instagram, czyli najświeższy owoc mojej pasji. Dwa tysiące dziewiętnasty rok. Połączenie fotografii z pisaniem. Świetna sprawa, która nie pozwala mi się zatrzymać i choć dodaję tam krótkie teksty - wciąż to robię. A co za tym idzie, wciąż tworzę i nie przestaję pisać.

Wszystkie moje prace kształtują zdarzenia, ludzie, doświadczenia i uczucia. No, i ja sama. Pragnę być coraz lepszą wersją siebie. Pragnę siebie pokochać. Lepiej kochać innych. Być lepsza. Tworzyć lepiej.

Jedno nigdy się nie zmieni. Tworzę, żyjąc i żyjąc tworzę.

Zatem skąd zastój? Po prostu ten blog potrzebuje regeneracji. Jest dla mnie niesamowicie ważny, więc muszę o niego zadbać. Tworzyć coś dobrego, naprawdę dobrego. Przyznam, że już wielokrotnie przymierzałam się do napisania kolejnych postów i pomysły nie były najgorsze, ale nie miałam dość siły, by sklecić coś dłuższego, a sensownego. Rozumiecie, traktuję tego bloga jak własne dziecko: z miłością i czułością. Włożyłam w niego całe serce i mnóstwo pracy. Poświęciłam wiele bezsennych nocy, a także niesamowicie dużo sił, ponieważ pisanie wymaga ode mnie dogłębnych analiz, a przede wszystkim dogłębnego przeżywania. To nie są czcze wywody, pragnę przekazywać najlepsze, co w sobie mam. Właśnie z tego powodu nastają momenty, gdy jedno zdanie piszę przez dziesięć minut. Nie uważam się za perfekcjonistkę, ale ten warsztat traktuję niemalże z namaszczeniem i czcią. Chcę, by z mojej ręki powstawały jak najlepsze rzeczy. Pragnę, byście byli w pełni usatysfakcjonowanymi odbiorcami.

W tym miejscu proszę o wyrozumiałość i nieprzekreślanie mojej twórczości. Nie mam zbyt wielu czytelników, ale każdego traktuję jak prawdziwy skarb. Jesteście motywacją i sprawiacie, że mam ochotę żyć. To mocne słowa, ale niebywale prawdziwe.

Nigdy o to nie prosiłam, jednak tym razem to zrobię. Jeśli komuś podobają się zamieszczane tutaj posty, to polećcie, zalinkujcie, podajcie dalej. Gwarantuję, że będę się udoskonalać.




1 komentarz:

  1. Nigdy nie miałam odczynienia z tak artystyczną i kreatywną osobą. Jesteś świetna w tym co robisz!

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do dyskusji i komentowania. Będę wdzięczna za każde słowo. Pamiętajcie, że robię to dla was i wszelka opinia jest bardzo mile widziana.

© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X