5 kwietnia 2023

Krótki tekst o moim rozwoju, mam nadzieję, że nowym, lepszym rozdziale w życiu :)

Oczami wyobraźni widzę siebie jako nowo powstające życie, konkretnie roślinę. Wyłaniam się z bujnych korzeni, które powolutku, ale uporem rozrastają się pod powierzchnią ziemi. Mija chwila i dostrzegam również mnóstwo pędów, dorodnych i przede wszystkim silnych. Już od początku pulsuje w nich niezwykła moc, a co ciekawe nie doszłoby do tych wspaniałych narodzin, gdyby nie wcześniejsza śmierć. A więc tak, to odrodzenie. Moim zdaniem, cykliczność najlepiej odznacza się w przyrodzie, bowiem właśnie tu jej schemat i kontury są dla ludzkiego oka najwyraźniejsze. Cztery pory roku, a wraz z nimi cała paleta barw, zapachów i cudownych procesów. Stąd umysł podsunął mi wyobrażenie mojej osoby jako powstającej rośliny. Powstałam na na nowo, na własnych zgliszczach, co może wam, czytelnikom, kojarzyć się smutno, może wręcz z odrazą. Jednak muszę wyjaśnić, że nic bardziej mylnego, bowiem złote liście muszą upaść, aby w ich miejscu pojawiły się soczyście zielone, czyż nie? W ramach oczyszczenia własnymi łzami podlewam wszystkie korzenie, które w zamian szczodrze obdarowują mnie owocami. Aby nikogo nie zmylić - owoce dopiero będą rosnąć, jednak jednego nie da się zaprzeczyć... Rozkwitam, z dnia na dzień. Zapytacie, jakiego będą koloru, ale ja sama jeszcze nie wiem. Pewne rzeczy stanowią po prostu piękną tajemnicę. Może każdy będzie nosił inny kolor? Krwisto czerwone, ponieważ wciąż noszę w sobie pokłady miłości, które czekają na właściwe zagospodarowanie. Zielone, ponieważ jestem przepełniona nadzieją na lepsze jutro. Niebieskie, ponieważ mam w sobie ogrom zaufania do innych, a ta piękna cnota kojarzy mi się z czystością. Ani ból, ani rozgoryczenie, ani złość ani frustracja nie skaziły żadnego korzenia, pędu, łodygi ani kwiatu. Może pojawią się również żółte owoce, ponieważ w mojej duszy w końcu zapanuje spokój i harmonia. W pełni odkryję prawdziwe źródło szczęścia, które odnajdę we własnym wnętrzu. Widzicie, w tym przypadku niepewność wcale nie jest uporczywa, nie budzi lęku ani nie trwoży. Przeciwnie, z przyjemnością obserwuje się wskrzeszenie, odrodzenie, rozwój - nawet, jeśli ostateczny kształt stanowi niewiadomą. Przecież ufam sobie. Nikt nie zaopiekuje się tą rośliną lepiej niż ja. To ode mnie zależy, jakie owoce wyda. I ta świadomość jest piękna, budująca. Ktoś wcześniej przyciął jej łodygi i kwiaty, skradł również owoce, ale ogrodziłam roślinę tak, by dostęp do niej mieli tylko dobrzy ludzie. Już nigdy więcej nie chcę "nawozić" ją trucizną, której głównym składnikiem jest samonienawiść, a zaraz po tym samoupodlenie. Jak to się mogło stać? Biernie przyglądałam się, gdy wyrywano łodygi z korzeniami, mówiąc, że to wciąż mało. Nadmiernie skupiałam się na sadzeniu kolejnych roślin, lepszych, żeby w końcu usłyszeć, że wystarczy. Ale ta chwila nigdy nie nadeszła, nigdy nie starczało. Czyjaś roślina okazywała się piękniejsza, lepsza, trwalsza, więc ukochane twarze odwracały się ode mnie, zupełnie zawiedzione. Teraz wiem, że to nie w moich korzeniach istniał problem. Moja roślina zasługuje na miłość, więc dzisiaj nawożę ją szacunkiem. Już nie pozwolę na to, aby kwiaty z dnia na dzień coraz bardziej chyliły się ku ziemi, jakby pragnęły się w niej zanurzyć na wieki, ukryć przed światem. Jakby były skrępowane swoimi słabościami, które w rzeczywistości stanowiły ich największą siłę - miłość, nadzieja, zaufanie, dziecięca radość i ciekawość świata. Czasem bywało tak, że moje korzenie łączyły się z czyimiś, osobiście uważam to za najpiękniejszy proces, ponieważ stanowi rodzaj niezwykłej symbiozy. To znaczy... W domyśle. Niezupełnie wiem, co się ze mną działo, gdy byłam przekonana, że obie rośliny czerpią korzyści, a w rzeczywistości więdłam. Cieszyłam się malutkimi promieniami słonecznymi, jak gdyby uśmiechało się do mnie samo słońce. Nic bardziej mylnego. Otwarcie oczu szerzej bywa przykrym doświadczeniem, ma się poczucie ogromnych strat. Ale powiem wam, że czasem tak musi być, roślina musi zostać obrzydliwie zakażona, musi uschnąć, zgnić i w ostateczności umrzeć, żeby w końcu wystrzelić wysoko do nieba. Po tych wszystkich chorobach pielęgnacja rośliny jest niestety utrudniona, ale wystarczą samodyscyplina, cierpliwość i miłość hodowcy. A więc dzisiaj patrzę na te korzenie, łodygi, liście, kwiaty, owoce z czułością i zadowoleniem. Szczególnie skupiam się na korzeniach, bo to od nich zależy, jakie owoce wyda roślina. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do dyskusji i komentowania. Będę wdzięczna za każde słowo. Pamiętajcie, że robię to dla was i wszelka opinia jest bardzo mile widziana.

© All rights reserved. Designed by grabarz from WioskaSzablonów. Powered by Blogger. | X X X X