Bardzo lubię porównanie ludzkiej duszy do ogrodu. Zawsze mamy wpływ na to, co się dzieje wewnątrz i zawsze możemy odpowiednio zareagować na to, co dzieje się na zewnątrz. Zatem wyobraź sobie, że jesteś ogrodnikiem i zależy Ci, żeby Twój ogród porastały pięknie pachnące, zdrowe kwiaty. Dlaczego zatem miałbyś tolerować rosnące chwasty? Każdego dnia patrzyłbyś z obojętnością, jak zło wpuszcza korzenie w dobro, zatruwając tętniące życiem nerwy. Czekasz, mając nadzieję, że znikną tak samo niezauważalnie, jak się pojawiły. Naprawdę myślisz, że w ich miejsce urosną piwonie lub orchidee? Nic bardziej mylnego, intruza należy wyplenić, prędko unicestwić. Praktycznie wszystko, co cenne i wartościowe wymaga wysiłku. Pewnie pomyślałeś, że właśnie to czyni życie zmorą, co tylko potwierdza bezsens istnienia. W końcu bezustannie należy z czymś walczyć, mierzyć się i podejmować próby, które przecież mogą zakończyć się fiaskiem. Dla mnie właśnie praca, pielęgnacja i opieka nad tym, nad czym mi zależy, nadaje życiu piękno i sens. Nie cel, a przecież proces sprawia, że kwiaty w mojej duszy dojrzewają i zakwitają każdej wiosny. Nie ukrywam, że bardzo cieszą mnie owoce zbierane latem, ale czym byłyby one bez tych wszystkich prób, walk i wysiłku? Pustką. A czym byłyby owoce zatrute rozgoryczeniem, żalem, niepokojem i złymi intencjami? Skażone obecnością ludzi, którzy życzą mi źle? Trucizną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zachęcam do dyskusji i komentowania. Będę wdzięczna za każde słowo. Pamiętajcie, że robię to dla was i wszelka opinia jest bardzo mile widziana.